<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886</id><updated>2011-09-12T06:35:57.157-07:00</updated><title type='text'>Klub Młodego Literata SP 107</title><subtitle type='html'>WROCŁAWSKIE PROMOCJE TWÓRCZOŚCI   MŁODYCH 
pod patronatem akcji 
"Cały Wrocław czyta dzieciom"</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>74</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-294043534346926338</id><published>2009-10-12T10:19:00.000-07:00</published><updated>2009-10-12T10:20:22.052-07:00</updated><title type='text'>Baśń o Wrocławiu</title><content type='html'>Karolina Krzykawiak&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdarzyło się to wiele wieków temu, przed wynalezieniem wind, komputerów czy maszyn do pisania.&lt;br /&gt;Świat radości ustępował ponuremu uczuciu pustki i samotności. Nikt nikomu nie ufał.&lt;br /&gt;Ludzie byli źli, chciwi i podstępni. Nie zwracali uwagi na piękno otaczającego ich świata, więc Matka Ziemia pogrążona w smutku ukryła się w swoim pałacu, a drzewa przestały rodzic owoce, kwiaty i trawy uschły, przestały wytwarzać swą słodką woń. Słońce przemykało się chyłkiem przez zachmurzone niebo.&lt;br /&gt; To były straszne czasy. Książę Jan Okrutny – władca miasta, wszczynał wojny, tylko po to by grabić, siać strach, zamęt i piekło, chciał panować nad całym Śląskiem. Gwardia Czarnych Zmór – tak nazywał się najstraszniejszy z oddziałów księcia Jana. Oni mieli inne zadanie, wymuszali bydło i monety. A gdy ludzie nie chcieli oddać swojego dobytku na progu domu zostawiali kawałek spalonego łuczywa. Jeśli to nie skutkowało podpalali domy i obory.&lt;br /&gt; Było parne popołudnie, lecz Modra nie czuła upału – była w lesie. To jedyny bór w wokół miasta, które położone było na terenie obecnej dzielnicy Biskupin. Ona jedna wiedziała gdzie można znaleźć lecznicze zioła. Jej matka była chora – wybuchła epidemia malarii. Modra starała się uratować matkę, lecz wiedziała, że na razie może tylko osłabić skutki choroby i spowolnić śmierć. Dziewczyna wychodziła z lasu, gdy w oddali zobaczyła mężczyznę na koniu. Nawet z daleka widać było, że krwawi, we krwi były jego ubrania. Szybko i z bijącym sercem podbiegła do na wpół żywego człowieka, ściągnęła go z konia i do jego rany na ramieniu przyłożyła zioła: krwawnik, nagietek i macierzankę. W oddali zauważyła coś, co bardzo ją wystraszyło. Z pomocą stróżyczków – leśnych skrzatów -prędko wsadziła go na konia, później sama na niego wsiadła i popędziła w głąb lasu. W tym czasie odziały wojska Abdagów – potworów, których bała się Modra dobiegły do polany. Ohydne monstra próbowały wywęszyć człowieka, którego goniły, lecz na próżno. Ich węch wyczuwał jagody, zioła i zapach skrzatów.&lt;br /&gt; Modra galopowała nie spoglądając się za siebie. Ona widziała gdzie jedzie – w głębi lasu była bardzo stara grota, w której suszyła zioła. Nieopodal było małe źródełko z krystalicznie czystą wodą. &lt;br /&gt; Dziewczyna położyła rękę na czole uratowanego człowieka - było rozpalone. Przemyła jego ranę wodą ze źródła, przyłożyła mu do rany lecznicze zioła. Człowiek zaczął majaczyć, że musi wrócić i walczyć, o swojej ojczyźnie i o tym, że na polu walki zostawił poległego przyjaciela. Modra przed grotą rozpaliła ognisko i zagotowała wodę. Później zaparzyła miętę i napoiła nią chorego. Następnie poszła pozbierać jagody. Gdy wróciła obcemu spadła gorączka i był trochę przytomniejszy. Nakarmiła go jagodami i jeżynami, które znalazła w lesie. Człowiek leżał spokojnie próbując przypomnieć sobie gdzie jest i jak się nazywa. Zmęczyło go to bardzo, więc po chwili zapadł w głęboki, kamienny sen. Kilka godzin później obudził się i zobaczył pochylającą się nad nim postać.&lt;br /&gt;- Gdzie ja jestem?- Zwrócił się do Modry.&lt;br /&gt;- Jesteś w grocie, gonił Cię oddział Abdagów. A teraz proszę nie ruszaj się, bo zaszywam ci ranę.&lt;br /&gt;- A umiesz to zrobić? – Zapytał lekko zaniepokojony człowiek. Modra tylko kiwnęła głową. &lt;br /&gt;- Jak się nazywasz?&lt;br /&gt;- Modra.- Odpowiedziała nie odrywając wzroku od zszywanej rany.&lt;br /&gt;- A ty?&lt;br /&gt;- Wroc, mam na imię Wroc. &lt;br /&gt; Następnego dnia rano Felicja odwiedziła swoją matkę. Matka bardzo się o nią bała, ponieważ dowiedziała się, że na polanie przy lesie znaleziono krew i ślady stóp szpetnych potworów. Gdy mama zdołała powstrzymać potok niepohamowanych z radości łez dziewczyna opowiedziała jej o Wrocu i Abdagach. Następnie podała zioła i wyszła. W swoim domu przygotowała obiad i zaniosła go do groty. Mężczyzna zjadł z apetytem posiłek i wypił wzmacniający napój. W tym czasie do księcia dotarła wieść, iż jakiś cudzoziemiec przebywa w jego mieście. Władca wysłał po niego swoich żołnierzy.&lt;br /&gt; Dziewczyna wyszła z lasu nie mając świadomości, że więcej Wroca nie zobaczy. W głębi serca pokochała go. Kochała jego zabawny akcent i mężne, waleczne serce. Poszła do swojej matki. Jej mama od progu zaczęła ją przepraszać:&lt;br /&gt;- Córeczko, nie powinnam mówić tego wszystkim, ale byłam taka szczęśliwa, pewnie już nic nie zrobimy…&lt;br /&gt;-Ale, co się stało?- Przerwała jej Modra.&lt;br /&gt;- Ja powiedziałam wszystkim o Wrocu. Ja się cieszyłam, że żyjesz i opowiadałam wszystkim historię o nim.Pewnie książę wysłał tam swoich żołnierzy.- Jej córka wybiegła z domu i podążyła do groty. Gdy do niej dotarła nikogo w niej nie było.&lt;br /&gt; W tym czasie do pałacu przywieziono bardzo osłabionego Wroca i zaprowadzono przed oblicze księcia.&lt;br /&gt;- Wyglądasz na zdrowego człowieka- kpił książę. - Co Ci jest? Tak zaczął rozmowę okrutny książę. Mężczyzna bez słowa rozpiął koszulę i pokazał świeżo opatrzoną ranę.&lt;br /&gt;- Mam dla ciebie propozycję- Ciągnął król.&lt;br /&gt;- W moim wojsku brakuje kogoś takiego jak Ty. Wyjedziesz na wojnę przeciwko wojsku Abdagów, będziesz walczył na pierwszej linii. Książę Jan Okrutny skazał go na pewną śmierć.&lt;br /&gt;Modra zapłakana wróciła do domu. Po drodze poinformowano ją o śmierci matki. Następnego dnia chciała iść po zioła, lecz przypomniała sobie, że nie ma, dla kogo ich zbierać. Na myśl o matce bolało ją serce, a łzy same cisnęły się do oczu. Lecz postanowiła, że będzie twarda. Ma, po co żyć. Nadal miała nadzieję, że Wroc wróci. Nazajutrz wyprawiła pogrzeb mamy. Tydzień później otrzymała wiadomość od dowódcy Wroca, dowiedział się, że to ona go leczyła, że jej ukochany poległ podczas decydującego starcia. Płakała, szlochała, nie mogła pogodzić się z tą sytuacją. W końcu umarła z tęsknoty, a w miejscu jej śmierci wytrysnęło źródło z krystalicznie czystą wodą jak czyste było jej serce a było tak piękne jak piękna była jej miłość do Wroca. Pochowano ich we wspólnej mogile a na nagrobku umieszczono napis: ”Tu spoczywa Wroc Sławny i jego ukochana Modra”.&lt;br /&gt;Kilka wieków później ludzie ponownie osiedlili się na tamtej ziemi. Ktoś kiedyś próbował odczytać tekst na mogile. Niestety dawno się starł i dało się odczytać tylko strzępki napisu: Wroc ław i odra. Miasto, które założyli nazwali Wrocławiem a rzekę, która przez niego przepływała Odrą. Tak powstało moje miasto.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-294043534346926338?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/294043534346926338/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=294043534346926338' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/294043534346926338'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/294043534346926338'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2009/10/basn-o-wrocawiu.html' title='Baśń o Wrocławiu'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-7690722934564384520</id><published>2009-06-05T10:38:00.000-07:00</published><updated>2009-06-05T10:40:24.157-07:00</updated><title type='text'>Żyjąc obok siebie, uczymy się żyć razem</title><content type='html'>Justyna Socha&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobno Bóg nie chciał stwarzać niczego doskonałego... A jednak - stworzył konia. Myślę, że człowiek do tej pory nie zdaje sobie sprawy z tego, jak wielkie szczęście go spotkało. Wielu nadal nie docenia trudu i poświęcenia, jakie ofiarowały nam te wspaniałe istoty. A przecież koń jest – obok człowieka – najszlachetniejszą istotą na ziemi.„Pies patrzy na człowieka z pokorą, kot - z góry, a koń patrzy człowiekowi w oczy i widzi go równym sobie...” Konie towarzyszą człowiekowi od tysięcy lat. Stały się druhem podczas wojen, pomocnikiem w ciężkich pracach rolnych, stały się wiernym kompanem - PRZYJACIELEM. Przez te wszystkie lata kroczyły u naszego boku, służąc nam, ginęły za naszą wolność razem z ludźmi. Przez długi czas pracowały na roli, ciągnęły wozy, potem bryczki po brukowanych ulicach, nosiły na swoich grzbietach... Konie to wspaniałe, magiczne zwierzęta. Do tej pory inspirują poetów i malarzom dają natchnienie. Odegrały ogromną rolę w polskiej historii i sztuce. Wystarczy wspomnieć wspaniałe batalistyczne sceny uwiecznione na obrazach Jana Matejki, mistrzowskie przedstawienia koni i jeźdźców Juliusza i Wojciecha Kossaków,  czy porywający, symboliczny „Szał uniesień” Władysława Podkowińskiego.  Konie to niewątpliwie najpiękniejsze zwierzęta na ziemi - dodają skrzydeł, których nam brak... Nie istnieje druga tak szlachetna, wrażliwa i dostojna istota... Niewielu ludzi pojęło ich piękno... Trzeba zobaczyć, by zrozumieć grację kłusującego Konia Fryzyjskiego z ujeżdżeniowym długim wykrokiem... Duża, szlachetna głowa o mądrych, łagodnych oczach i rozdętych chrapach, kołysze się na elastycznej, łabędziej szyi. Wieńczy muskularną pierś. Przednie nogi podnoszone są wysoko, z niezwykłą gracją, kopyta zaś wyrzucane z ogromną mocą jak przy stępie hiszpańskim. Grzbiet zdaje się płynąć wraz z ruchem konia, a kwintesencją tego piękna jest napięty, umięśniony zad, nadający energię i sprężystość całemu ciału. Duże tylne nogi o szczupłych pęcinach i bujnych szczotkach pęcinowych wkraczają  głęboko pod kłodę, zaś długa grzywa i falujący na wietrze ogon uzupełnia cały obraz. Najbardziej w oczy rzuca się kara maść konia, intensywna czerń świecąca w blasku słońca. Taki widok zapiera dech w piersiach, napawa dumą i wolnością. Barokowe piękno Koni Fryzyjskich wzbudza niezwykłe uczucia, a doznać go mogą nieliczni. Równie zjawiskowe są araby i folbluty - konie, które biją rekordy szybkościowe. Ich smukłe, giętkie ciała zostały jakby stworzone do wyścigów z wiatrem... Podziw wzbudzają także atletycznie zbudowane konie skokowe, niezrównane w swoim talencie. Jednak w wierzchowcu każdej rasy, maści, budowy i przeznaczenia drzemie urzekające, nieosiągalne piękno i wdzięk, które chwyta za serce. Konie zachwycają nas swoim wyglądem i możliwościami, ale przede wszystkim, kochamy je za ich charyzmę i pokorny, dziecinny charakter. Te zwierzęta mają piękne dusze, kochają ludzi i są wdzięczne za wszystko. Stale poszukują z ludźmi kontaktu, ufają nam, bo czują się przy nas bezpieczne. Miłość konia powinna napełniać nas pokorą, gdyż nie zasłużyliśmy na nią... A przecież nie sposób nie zakochać się w psotnych źrebakach, utalentowanym, dostojnym ogierze czy cierpliwej, poczciwej klaczce ze szkółki jeździeckiej."Im lepiej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta...".Konie tyle dla nas robią... Zarabiają na nasze utrzymanie, dostarczają nam przyjemności i rozrywki, pomagają dzieciom poprzez hipoterapię. Nie oczekują od nas wiele, do szczęścia potrzeba im: widnej stajni, towarzystwa w postaci drugiego konia - "kolegi" z boksu, trochę zielonej trawy i przede wszystkim - opieki i miłości! Niestety, coraz częściej słyszymy o tragicznych przypadkach znęcania się nad końmi – choćby na wsi, choćby w cyrku. Są bite, głodzone i krępowane... Jedne padają z wymęczenia, inne są chude, bezsilne i odwodnione. Kolejne giną na skutek odniesionych ran... Koniom wżynają się w ciało różne paski i sznury, tworząc krwawe ślady... Konie są bite, a nawet rażone prądem! Wymieniać można by długo, ale kolejne "metody" są jeszcze drastyczniejsze. Przeraża widok maltretowanego zwierzęcia, ale jeszcze bardziej myśl o CZŁOWIEKU, który na to pozwala, który sam do tego doprowadza! Najczęstszym powodem końskiego cierpienia jest rzeź... To słowo przeraża, gdyż zabija się tam konie bez sumienia, bez skrupułów, bez najmniejszej litości... Podczas przewozu, konie często nie jedzą i piją wodę z solą. Podróż do zachodnioeuropejskich rzeźni jest bardzo długa i męcząca. Łamane są przepisy, m.in. w jednej ciężarówce transportuje się więcej koni niż wynosi dopuszczalna norma. Przez to konie depczą się nawzajem i spychają. Na tym męka zwierząt się nie kończy - trudno nawet wyobrazić sobie ból, jaki przeżywają świadome konie, którym odcina się nogi… Wiele z nich jest zabijanych na oczach swoich towarzyszy, co jest kolejnym pogwałceniem prawa. Niestety, w ten bestialski sposób ginie mnóstwo koni, a ludzie nie szanują ich prawa do godnego życia... To okrutne, że całemu cierpieniu tych pięknych i dostojnych zwierząt winien jest człowiek! Jak to możliwe, że zwierzę, które pomaga nam i ufa, jest przez nas wysyłane na rzeź!? Jak to się dzieje, że człowiek potrafi w tak okrutny sposób zabić to niewinne zwierzę, zadając mu przy tym tyle niepotrzebnego bólu!?... Niestety, zbyt często ostatnim widokiem dla tych szlachetnych zwierząt są zakrwawione ściany rzeźni... "Największe szczęście w świecie  na końskim leży grzbiecie!". Dzisiaj  mustangi są jedynymi dziko żyjącymi końmi na świecie. Swoim działaniem człowiek o mało nie doprowadził do ich wyginięcia. Kiedy prerie Ameryki Północnej stały się terenem uprawnym, zaczęto zabijać mustangi. Konie stały się również potrzebne żołnierzom w czasie I wojny światowej. Innym powodem zabijania mustangów były ich cenne skóry, a także stały się pokarmem zwierząt domowych. Pod koniec XVIII w. żyło ich około 5 mln, a teraz zostało ich zaledwie 10 000! Statystyki są przerażające. Na szczęście od 1971r. mustangi są pod ochroną. Pomimo tego nadal padają ofiarą farmerów i hodowców bydła. Musimy zacząć doceniać te niezwykłe konie i kraje, w których żyją, gdyż niedługo może nam ich zabraknąć! Na szczęście istnieją  Ogrody Zoologiczne. Dzięki nim chronione są ginące gatunki zwierząt. Wrocławskie zoo zamieszkuje np stadko Koników Polskich, których przodkiem był Tarpan - niestety ten gatunek konia już wyginął. Innym sukcesem ochrony koni jest powstanie 1968r. rasy Camargue zamieszkującej deltę Rodanu na francuskim wybrzeżu Morza Śródziemnego. Od tamtej pory dzikie stada koni Camargue pozostały nietknięte wpływami zewnętrznymi i cywilizacji. Jako jedna z nielicznych europejskich ras zachowały niezmienione cechy od ponad tysiąca lat. Powstał też związek hodowlany, a ogiery rasy Camargue są pod opieką państwowej stadniny w Uzes. Populację nadzoruje stacja hodowlana Tour de Valat. Niestety, cywilizacja ograniczyła trochę wielkość obszarów zamieszkiwanych przez stada koni Camargue, ale liczba półdzikich stad w przeciągu ostatnich lat nieco się powiększyła! Przyjaźń między koniem a człowiekiem przetrwała do dzisiaj. Konie nadal wpływają na ludzkie życie - dają młodym jeźdźcom pewność siebie i poczucie własnej wartości. Sprowadzają spokój do zagubionych dusz, dają nadzieję! Jeździectwo to niezwykły sport, najpiękniejszy ze wszystkich, gdyż polega na współpracy z żywym zwierzęciem, które też czuje, miewa lepsze i gorsze dni. Pamiętajmy, że jeździectwo ma być przyjemnością dla ludzi i frajdą dla koni, bo jeśli ma być dla tych drugich udręką i cierpieniem, to przesiądźmy się czym prędzej na rowery. Frajda też duża, a przynajmniej sumienie czyste...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-7690722934564384520?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/7690722934564384520/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=7690722934564384520' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/7690722934564384520'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/7690722934564384520'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2009/06/zyjac-obok-siebie-uczymy-sie-zyc-razem.html' title='Żyjąc obok siebie, uczymy się żyć razem'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-5296551438320521317</id><published>2009-03-27T07:30:00.000-07:00</published><updated>2009-03-27T07:40:37.864-07:00</updated><title type='text'>Nie zapomnę ciebie..</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#cc33cc;"&gt;Agata Walulik&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Niedaleko małej wioski, tuż za lasem, na niewielkiej polanie pojawił się nagle blask płynący prosto z nieba. Padł on prosto na maleńki kwiatek, który dopiero wyrósł z ziemi. To była niezapominajka. Niezapominajka ta była, jak wszystkie inne niezapominajki, drobna, niebieska, miała żółte oczko i pięknie pachniała. Cieszyła się każdym dniem, każdym promieniem słońca, ale czekała też czasem na deszcz. Każdy promień słońca sprawiał, że stawała się coraz ładniejsza. Niezapominajka witała każdego żuczka, każdą biedroneczkę i każdego motylka szczerym uśmiechem. Wszyscy mieszkańcy łąki lubili się bardzo i wiedzieli, że w razie kłopotów zawsze można pójść do niezapominajki. Ona miała jakąś tajemniczą moc…Zupełnie niedaleko, w sąsiedztwie, w małej wiosce, w skromnej chatce mieszkała pewna rodzina. Tata lutnik, mama krawcowa, babcia z dziadkiem rolnicy i córka uczennica o imieniu Gabrysia. Gabrysia miała przyjaciela psa Łatka. Wszyscy bardzo się kochali. Mieszkańcy ich wioski bardzo dobrze się znali. W sąsiedztwie mieszkało niewielu ludzi. Każdy wykonywał inne rzemiosło. Tylko tata Gabrysi miał bardzo inne zajęcie. Wyrabiał skrzypce dla muzyków z królewskiego dworu. Król był zadowolony z jego instrumentów i dlatego Gabrysia mogła chodzić do królewskiej szkoły. W królewskiej szkole nie było łatwo. Trzeba było dużo czytać, szczególnie książki z królewskiej biblioteki. Grube, oprawione w skóry, ze złotymi literami na okładce. Gabrysia miała dużo szczęścia, bo pani nauczycielka pożyczała jej książki do domu. Wszyscy wiedzieli, że Gabrysia musi pomagać w domu w wypasaniu kóz. Dlatego mogła czytać królewskie książki na okolicznych łąkach. Zawsze towarzyszył jej Łatek. Gabrysia uwielbiała kwiaty. Zbierała je na łąkach, suszyła w starym zeszycie a potem układała z nich obrazy na płótnie. Dziewczynka nigdy ich nie łamała. Zbierała ich płatki, kiedy już przekwitły. Pewnego dnia rano Gabrysia bardzo źle się czuła i nie mogła pójść do szkoły. Mama zaparzyła jej ziółek, babcia siedziała przy łóżku i czytała baśnie. Gabrysia niestety czuła się coraz gorzej. Bardzo bolały ją nóżki i rączki. Miała wysoką temperaturę. W końcu zawołano sąsiada, który zawsze leczył chorych mieszkańców wioski. Podawał im leki ziołowe, maści i różne specjały, które zazwyczaj pomagały. Rodzina Gabrysi robiła, co mogła. W końcu tata dziewczynki poprosił o pomoc króla i jego nadwornego lekarza. Lekarz przyjechał do wioski pięknym powozem z dwoma czarnymi końmi. Mieszkańcy wioski patrzyli ze zdziwieniem na niecodziennego gościa. Królewski medyk przywiózł dla Gabrysi krople i maści, z którymi przypłynął kiedyś z dalekich Indii. Był pewien, że one pomogą. Niestety nie pomogły. Gabrysia nie mogła sama chodzić, nie mogła sama nawet jeść. Jej rączki i nóżki były chore. Przy kolejnej wizycie królewski lekarz poddał się i powiedział rodzinie Gabrysi, że nie ma już dla niej żadnego lekarstwa. Ale pamiętał o pewnym wschodnim medyku, który opowiadał jemu podczas podróży po Indiach o magicznym kwiecie. Kwiat ten miał rosnąć właśnie na łąkach w kraju, z którego pochodził królewski lekarz. Lekarz widział ten kwiat w księgach wschodniego medyka, jednak nie wiedział jak on się nazywa, ponieważ nie zapamiętał tej nazwy. Miał tylko jego obraz w oczach. Opowiedział rodzicom Gabrysi, jak ten kwiat może wyglądać. Wtedy tata Gabrysi zaprosił lekarza do największej izby w domu i pokazał jemu suszone obrazy córki. Lekarz przyglądał się im uważnie i próbował odszukać w nich kwiat, który miał uzdrowić Gabrysię. Niestety, tego kwiatka tam nie było. Jedyne co mógł zrobić, to narysować go. Poza tym powiedział, że następnego dnia pośle wszystkich dworzan na poszukiwanie kwiatu po okolicznych łąkach. Tak samo uczynili mieszkańcy wioski. Tego dnia porzucili swoje rzemiosła. Nic nie było ważniejszego od zdrowia córki ich przyjaciół. Pamiętali, jak pewnego dnia muzyka za skrzypiec lutnika uszczęśliwiła pewną staruszkę, której zmarł mąż. Po wszystkich łąkach w okolicy chodzili dworzanie i wieśniacy, wszyscy szukali maleńkiego niebieskiego kwiatka z żółtym oczkiem w środku. Po łąkach chodził również Łatek. Łatek nie był zwykłym psem. Gabrysia i Łatek mieli pewną tajemnicę. Łatek znał ludzką mowę. I dzięki temu wiedział, co powiedział królewski lekarz. I do tego wiedział , czego szukać, bo on i Gabrysia widzieli kiedyś na łące ten magiczny kwiat. Był tylko taki jeden w całej okolicy. Gabrysia marzyła o jego płatkach, ale kwiatek cały czas kwitł , a poza tym wokół niego było mnóstwo stworzeń. Dziewczynka nigdy nie zrywała kwiatów przed przekwitnięciem i dlatego nie miała jego płatków na swoich obrazach. Łatek biegał po łące jak szalony. Nie mógł znaleźć miejsca , w którym rósł magiczny kwiat. Pomogło mu w tym słońce. Wypuściło jeden długi promień , który skierowało wprost na niezapominajkę. Tę samą , którą pobudziło do życia wczesną wiosną. Na straży obok niezapominajki stały żuczki. Ponieważ Łatek nie był zwykłym psem i oprócz ludzkiej mowy, potrafił się porozumieć nawet z kwiatami, to opowiedział niezapominajce o Gabrysi  i jej chorobie, i zapytał niezapominajkę czy może pobiec po tatę Gabrysi. Pamiętał również , że królewski lekarz mówił, że jeśli ktoś znajdzie magiczny kwiat, to trzeba go bardzo szybko i ostrożnie przenieść z łąki do domu, posadzić w glinianej doniczce i postawić przy łóżku Gabrysi. Piesek nie mógł powiedzieć o niezapominajce tatusiowi dziewczynki, dlatego najszybciej jak tylko mógł , pobiegł do domu i tak mocno szarpał jego nogawką, aż ten zrozumiał, że musi iść za Łatkiem. Biegli bardzo szybko. W końcu znaleźli się przy niezapominajce. Kiedy tata Gabrysi zobaczył magiczny kwiat, rozpłakał się z radości a Łatka ucałował w mokry nosek. Ale miał problem. Ten kwiatek był tylko jeden w całej okolicy. Zmartwił się tym bardzo. Niedaleko płynęła rzeka. Tata urwał kawałek rękawa swojej koszuli, namoczył go w rzece i zawinął nim niezapominajkę. Takie zawiniątko włożył Łatkowi do pyska i kazał biec do domu. Psy biegają szybciej od ludzi a magiczny kwiat musiał jak najszybciej być w domu Gabrysi. Łatek biegł przodem, tata z tyłu, dość daleko za psem. Łatek przybiegł ostatkiem sił do domu , położył zawiniątko na kolanach mamy Gabrysi, która siedziała przy dziewczynce. Mama nie wierzyła własnym oczom. Jednak bardzo szybko wsadziła magiczny kwiat do glinianej doniczki i postawiła ją przy łóżku chorej córeczki. Wtedy dotarł tata i opowiedział domownikom o całej historii. Magiczny kwiat stał przy Gabrysi i nic się nie działo. Rodzice byli zrozpaczeni. Przyjechał królewski lekarz. Ucieszył się na widok magicznej rośliny, ale sam nie wiedział jak ona ma uzdrowić dziewczynkę. Nie powiedział tego rodzicom dziewczynki, ale powiedział, że trzeba czekać. Jednak stał się cud. Łatek całą noc leżał przy łóżku Gabrysi i szeptał jej do ucha historię niezapominajki. Na drugi dzień rano Gabrysia otworzyła oczka i zobaczyła na stoliczku koło swojego łóżka niezapominajkę, która mrugała do niej swoim żółtym oczkiem. Do pokoju wdzierał się mocny promień słońca, który dotykał swoim ciepłem niezapominajkę i Gabrysię. Kiedy mama dziewczynki weszła do pokoju , żeby sprawdzić jak ona się czuje, Gabrysia podniosła delikatnie paluszek i wskazała na magiczny kwiatek , i powiedziała cichutko NIEZAPOMINAJKA. Mama zapłakała, przybiegli tata, babcia i dziadek. Łatek piszczał z radości. Po kilku dniach Gabrysia mogła już sama siedzieć w łóżku, mogła sama jeść. Przychodzili w odwiedziny mieszkańcy wioski, wszyscy podziwiali niezapominajkę. Przyjechał nawet król z lekarzem. Gabrysia wyjaśniła skąd wiedziała jak nazywa się magiczny kwiat. W królewskiej bibliotece było mnóstwo innych książek, poza tymi, które musiała czytać. Tam właśnie czytała o niezapominajce. Potem wszystko opowiadała Łatkowi , kiedy pilnowali razem kóz. Razem poszukiwali kwiatów na łące. Kiedy Gabrysia wyzdrowiała i mogła już sama chodzić, zaniosła niezapominajkę na jej miejsce na łąkę. Ucałowała ją w delikatne płatki i powiedziała do niej NIE ZAPOMNĘ CIEBIE. Martwiła się tylko, co będzie z niezapominajką , kiedy przyjdzie zima. Ale niezapominajka była magicznym kwiatem a słońce było jej przyjacielem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-5296551438320521317?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/5296551438320521317/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=5296551438320521317' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/5296551438320521317'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/5296551438320521317'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2009/03/nie-zapomne-ciebie.html' title='Nie zapomnę ciebie..'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-6676824641435539670</id><published>2009-03-27T07:29:00.000-07:00</published><updated>2009-03-27T07:30:08.509-07:00</updated><title type='text'>Baśń o Niezapominajce</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#33ffff;"&gt;Patrycja&lt;/span&gt; &lt;span style="color:#cc66cc;"&gt;Jaros&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Róża była dwunastoletnią dziewczyną o długich, rudych włosach. Miała dużo przyjaciółek i była bardzo lubiana. Mieszkała z matką na wsi, toteż codziennie miała pełne ręce roboty. Gdy wracała ze szkoły i odrobiła lekcje, mama zawsze znajdywała jej jakieś zajęcie. Musiała przynieść wody ze studni koniowi lub nakarmić kury. Jej matka była bardzo pracowitą kobietą, wymagającą i miłą. Dziewczyna kochała ją z całego serca, dlatego spełniała jej prośby. Pewnego dnia mama zachorowała. Róża na jej prośbę musiała zaczerpnąć wody ze studni i wtedy stało się coś dziwnego. Otóż woda wyschła! Dziewczyna była zdumiona, ponieważ jeszcze nigdy nic takiego się nie wydarzyło. Pochyliła się mocniej nad studnią myśląc, że może jej się przewidziało. Gdy chciała odejść, niespodziewanie wpadła do niej. Wylądowała na trawie. Wokół niej rosły grzyby wyższe od niej samej. Zobaczyła  dziwne stwory chodzące na czworakach i nawet na rękach.- Witaj w Niezapominajce!- krzyknął ktoś koło jej ucha.- To moja studnia!!- odpowiedziała wystraszona Róża- Co to w ogóle za miejsce? I kim jesteś?- spytała stwora. Miał on na sobie garnitur w czarno- niebieskie pasy, a jego twarzy prawie nie było widać spod gęstej, czarnej czupryny opadającej mu na czoło.- Co to jest?- dociekała dziewczyna- To jest chodzące miasto droga panno, a twoja studnia jest na jakiś tydzień naszą studnią, studnią Niezapominajki. Będziesz mogła wrócić do domu dopiero wtedy, kiedy się stąd wyniesiemy. A co do mnie, to jestem burmistrzem tego całego miasteczka.- odrzekł z dumą.&lt;br /&gt;          Muszę powiedzieć, że Róża świetnie się bawiła w towarzystwie stworów, skrzatów i elfów. Gdyby nie choroba jej matki i troski o nią, Róża już dawno zdecydowałaby o zostaniu tutaj. Biegały, bawiły się i zachęcały do zostania w ich "niezapominajkowym świecie". Teraz gdy zrozumiała, że nad studnią czekają na nią ukochane przez nią osoby,. powoli jej się nudziło. Nie bawiły ją cudaczne stwory i z biciem serca czekała na opuszczenie miasteczka.      Szef miasteczka chyba to zrozumiał i w całej wiosce rozeszło się, że niedługo rozpocznie się przejście na inne miejsce. Pewnej nocy miała sen o tym jak wszyscy ludzie z wioski ewakuują się zostawiając ją samą na dnie studni. Obudziła się. Była sama na dnie studni. Nagle poczuła że ma mokre nogi. Przestraszona podskoczyła. Pozbyła się resztek snu, ale okazało się, że woda ciągle się podnosi. Całe szczęście umiała pływać i utrzymywała się na powierzchni. Gdy studnia prawie się wypełniła, Róża wyszła z niej resztkami sił. Mama czekała na nią w domu z herbatą. Co najdziwniejsze – była ta sama godzina jak w chwili, gdy wpadła do studni. Dziewczyna nie zapomniała o całej przygodzie, ale wolała nie odkrywać, jakie jeszcze rzeczy kryje niezapominajkowy świat. A baśniowa kraina znów przeniosła się w inne miejsce. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-6676824641435539670?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/6676824641435539670/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=6676824641435539670' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/6676824641435539670'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/6676824641435539670'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2009/03/basn-o-niezapominajce_3954.html' title='Baśń o Niezapominajce'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-7768969363144534008</id><published>2009-03-27T07:27:00.000-07:00</published><updated>2009-03-27T07:29:13.461-07:00</updated><title type='text'>Klacz Niezapominajka</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#cc33cc;"&gt;Justyna Socha&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33ff33;"&gt;Dawno, dawno temu, kiedy na ziemi mieszkały magiczne istoty, na pięknej, zielonej łące przy dużym lesie, mieszkała klacz Niezapominajka. Była to śliczna istota o dużych, bystrych oczach z rogiem jednorożca. Miała złote kopyta i mały, aksamitny pyszczek. Niezapominajka była bardzo pomocna i koleżeńska, ale każda rusałka i wszystkie krasnoludy znały ją z tego, że była bardzo... zapominalska.Pewnego dnia, klacz pasąc się na łące spotkała elfa.- Witaj Niezapominajko! Muszę powiedzieć Ci coś bardzo ważnego - powiedział mały skrzat.- Dzień dobry Elfiku! Co takiego ważnego chcesz mi przekazać? - odpowiedziała- Już niedługo w naszej Magicznej Krainie stanie się coś strasznego! Mieszkańcy lasu wybrali Ciebie! To ty uratujesz nas wszystkich... Nie mogę ujawnić nic więcej. Zaklęcie brzmi: "W tej chwili znikaj czarownikuzły, gdzie rosną czarne bzy!". Pamiętaj Niezapominajko... uwierz w siebie!- Ale... o co chodzi? Kim jest czarownik i co takiego się stanie...?! - jąkała klaczka.Nagle elf znikł. Niezapominajka zrozumiała. Tym zaklęciem będzie musiała uratować Krainę od złego czarownika. Ale jakim zaklęciem? Zapomniała! Czasu było coraz mniej... Klacz czuła, że czarownik zjawi się lada dzień. Kiedy galopowała po lesie, usłyszała dziwne głosy dochodzące od stawu. Postanowiła to sprawdzić, ale nie miała dobrych przeczuć... Nie myliła się! Nad brzegiem stał starzec w długiej, granatowej szacie, a nad nim unosił się pył. Miał on długą brodę, a w ręku trzymał kryształowe naczynko z miksturą.- Kiedy wyleję to na ziemię, wasza cała kraina się rozpadnie! – rzekł ze śmiechem.- Nie zrobisz tego! Znam zaklęcie! - krzyknęła Niezapominajka.- Tak? A jakie? - kpił czarownik- W tej chwili znikaj czarowniku zły... Zapomniałam! - zapłakała klacz.- Wasze wszystkie domy się spalą! Cha, cha! Skoro nie znasz zaklęcia, nie uratujesz wszystkich!- Już wiem! W tej chwili znikaj czarowniku zły, gdzie rosną czarne... bzy! - zarżała.- O nie! Przez ciebie zamkną mnie w lochach do końca życia! Niezapominajka uratowała Magiczna Krainę. Uwierzyła w siebie i przypomniała sobie zaklęcie. Od tej pory, już nie była zapominalska, a wszyscy żyli długo i szczęśliwie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-7768969363144534008?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/7768969363144534008/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=7768969363144534008' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/7768969363144534008'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/7768969363144534008'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2009/03/klacz-niezapominajka.html' title='Klacz Niezapominajka'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-7188853964364127601</id><published>2009-03-27T07:25:00.000-07:00</published><updated>2009-03-27T07:27:34.748-07:00</updated><title type='text'>Niezapominajka</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#999900;"&gt;Mela Furmaniak&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#999900;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Dawno, dawno temu żyła księżniczka Niezapominajka. Gdy była mała i bawiła się nad strumykiem, wiedźma zazdrosna o jej piękny wygląd, rzuciła na nią zły czar, który miał zadziałać, gdy księżniczka skończy siedemnaście lat. Żyła sobie wesoło księżniczka Niezapominajka. Rosła, aż skończyła siedemnaście lat. Tego dnia księżniczka wstała ze swego łoża z baldachimem i pomyślała: „Ach, mam już siedemnaście lat”. Nagle jakaś nieodparta siła kazała jej iść nad strumyk, nad którym czarownica rzuciła zły czar. Gdy doszła nad rzeczkę, poczuła, że zrywa się silny wiatr. Drzewa jęczały głośno, próbując oprzeć się wichurze. Księżniczka runęła na ziemię. Poczuła, że się kurczy… Nagle świat wydał się jej potwornie duży. Zza krzaków wyszła czarownica i wysyczała:&lt;br /&gt;- Od dziś będziesz małą niezapominajką. Każdy, kto cię ujrzy, będzie widział kwiatek. Tylko jedna osoba na tym świecie może cię zobaczyć, ale cię nie znajdzie. Gdyby cię znalazła, zły czar pryśnie. A tego przecież nie chcemy? Czekaj sobie, czekaj, aż do swojej śmierci…Księżniczka pochyliła się nad wodą. Zamiast swojej twarzyczki zobaczyła… mały, niebieski kwiatek. Niezapominajka zapłakała. Po jej płatkach pociekły łzy…Pewnego dnia do królestwa zawitał królewicz. Szukał pięknej panny, z którą mógłby się ożenić. Niestety, rodzice Niezapominajki strudzeni rocznymi poszukiwaniami córki, nie spotkali królewicza. Lecz opiekunka księżniczki, choć pogrążona w rozpaczy, nie straciła rozumu. Poprosiła królewicza, by poszukał królewny. Ten znalazł ją nad brzegiem strumyka. Bowiem zobaczyć ją mógł tylko ten, któremu była przeznaczona…&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-7188853964364127601?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/7188853964364127601/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=7188853964364127601' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/7188853964364127601'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/7188853964364127601'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2009/03/niezapominajka_27.html' title='Niezapominajka'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-471690720577058533</id><published>2009-03-27T07:23:00.000-07:00</published><updated>2009-03-27T07:25:07.579-07:00</updated><title type='text'>Niezapominajka</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#00cccc;"&gt;Ala Węgiel&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33ff33;"&gt;W pewnej dalekiej krainie mieszkała pewna dziewczyna.Miała na imię Niezapominajka. Swą urodą przewyższała większośćksiężniczek. Błękitne oczy doskonale współgrały ze złotymi włosami i bladątwarzyczką.    Pewnego dnia, jak zwykle, Niezapominajka pracowała w pocie czoła wogródku. Do zimy było daleko, a dziewczyna miała pod opieką kilkoro ludziniezdolnych do pracy. Trzy lata temu krainę nawiedziła choroba, którapozbawiła życie większość mieszkańców. Przeżyła tylko ona, Niezapominajka, jejprzyjaciółka Róża, ojciec dziewczyny oraz chłop ze swoją żoną.Niezapominajka wykopywała marchewki, gdy usłyszała jakieś krzyki dobiegające zlasu. Czym prędzej pobiegła w tamtą stronę. -Pomocy!- słyszała coraz wyraźniej, Po chwili zobaczyła rannegochłopaka. Ledwo trzymał się na nogach, a z boku krew przesiąkała przez białąkoszulę. Gdy zbliżyła się jeszcze, zobaczyła, że bok jest rozszarpany. -C… co się stało?- szepnęła.-Niedźwiedź….. niedźwiedź mnie zaatakował- odpowiedział słabymgłosem. Czym prędzej zabrała go do domu i położyła na swoim łóżku. Jegooddech był płytki i szybki. Niezapominajka czym prędzej zabrała się zaopatrywanie jego ran. Z tego, co mówił, wywnioskowała, żebył księciem i kilka dni temu wybrał się na polowanie. Zraniłniedźwiedzia, który runął na ziemię. Książe myśląc, że zwierzę jest martwezbliżył się do niego. Niespodziewanie bestia poderwała się izaatakowała go rozszarpując łapą bok, po czym uciekła w las. Niezapominajkasłuchała tej opowieści z zapartym tchem, przykładając smukłe dłoniedo ust.     Kilka dni później Niezapominajka odważyła się zapytać księcia oimię. -Gryf- odpowiedział bez wahania z promiennym uśmiechem. Po zastanowieniudodał niepewnym tonem- Czy…. czy nie zechciałabyś ze mną pojechać dozamku? Błagam cię! Zabierzemy oczywiście twoich podopiecznych. Zajmie sięnimi wróżka, która jest najlepszym lekarzem! Proszę…. Ja… Kiedy cięzobaczyłem… to… po prostu moje serce zaczęło szaleć! Nigdy nie zapomnę tego, co dla mnie zrobiłaś.     Niezapominajka wpatrywała się w niego szeroko otwartymi oczami. Propozycjaksięcia zaskoczyła ją, a to, co powiedział, te ostatnie słowa wymalowały na jej twarzy rumieńce. „Miłość od pierwszego wejrzenia” - pomyślała z uśmiechem. Wolno skinęłagłową.     W tydzień później Niezapominajka wraz z Gryfem i swoimi podopiecznymiudali się do zamku. Wkrótce pobrali się, a Róża wraz z innymipodopiecznymi wyzdrowieli dzięki czarom wróżki.            &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-471690720577058533?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/471690720577058533/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=471690720577058533' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/471690720577058533'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/471690720577058533'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2009/03/niezapominajka.html' title='Niezapominajka'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-891227708962543737</id><published>2009-03-27T07:22:00.000-07:00</published><updated>2009-03-27T07:23:56.827-07:00</updated><title type='text'>Baśń o Niezapominajce</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Patrycja Durko&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Dawno, dawno temu w małym królestwie, żyła sobie rodzina królewska. Wszystko układało się dobrze, dopóki królewna nie zachorowała. Ojciec jej – król Władysław, trudził się wzywając do królestwa najlepszych lekarzy i uzdrowicieli. Jednak pewnego dnia do zamku przybyła wróżka Maria. Przepowiedziała, że królewnę uzdrowić może tylko kwiat magicznej Niezapominajki. Musi jej go przynieść młody królewicz. Król kazał giermkom zanieść tę widomość do wszystkich znanych państw. Wielu się zgłaszało śmiałków, lecz żadnemu nie udało się wykonać zadania. Po dwóch dniach na zamek przybył książę Edgar. Król Władysław nie mając nadziei powiedział księciu, że może wyruszyć. Młodzieniec wędrował całymi dniami szukając kwiatu, lecz nigdzie nie mógł go znaleźć. Strudzony wędrówką usiadł pod rozłożystym dębem. Po chwili zasnął. Śniła mu się piękna wróżka, która powiedziała mu, że kwiat znajdzie tylko ten książę, który zasłuży na to wyróżnienie. Obudził się, nie wiedząc co oznacza ten sen. Już miał ruszać w dalszą drogę, kiedy zobaczył na łące ranną sarenkę. Nie była to zwyczajna sarenka. Jej sierść była w odcieniu fioletu. Edgar jednak podszedł do niej i opatrzył ranę. Wtedy sarenka odezwała się ludzkim głosem i powiedziała, że zasłużył na to, by dostać magiczny kwiat Niezapominajki. Twierdziła, że reszta śmiałków była zbyt zaaferowana poszukiwaniem kwiatu, by jej pomóc. Podziękowała młodzieńcowi, wręczyła kwiat i pobiegła do lasu. Szczęśliwy Edgar wrócił do rodziny króla i podał leczniczy kwiat królewnie Lidii. W zamian za to król Władysław i królowa Elżbieta oddali księciu rękę swojej córki. Wszyscy żyli potem długo i szczęśliwie.    &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-891227708962543737?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/891227708962543737/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=891227708962543737' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/891227708962543737'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/891227708962543737'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2009/03/basn-o-niezapominajce_27.html' title='Baśń o Niezapominajce'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-2523757295855442530</id><published>2009-03-27T07:20:00.000-07:00</published><updated>2009-03-27T07:22:14.473-07:00</updated><title type='text'>Baśń o Niezapominajce</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffcc00;"&gt;Agata Ćwiok&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffcc00;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;     &lt;span style="color:#33ff33;"&gt;Dawno, dawno temu, za siedmioma górami i lasami, znajdowała siękraina Niezapominajka. W tej krainie rósł jedyny piękny kwiat, który dawałżycie i dobro temu miejscu. Była to niezapominajka. Gdy ktoś ją zerwał,mieszkańcy tej krainy stawiali się źli.  W krainie mieszkało dużo miłychi pomocnych osób. Jednak był ktoś kto chciał to zmienić... Korneliusz.Korneliusz był starszym bratem króla Marcela. Obydwaj się nie lubili, alejego brat tego nie okazywał. Niesnaski między braćmi zaczęły się,kiedy młodszy brat zasiadł na tronie.  Korneliusz znienawidził go, ponieważmyślał, że to on obejmie władze po śmierci ojca. Postanowił, że zemścisię i zmieni to miejsce w krainę zła.     Była wiosna, czas hucznych zabaw. Pewnego dnia, kiedy Korneliusz  byłpewny, że nikt go nie słyszy, zaczął mówić do sam do siebie:-Nareszcie zmienię tę krainę w samo zło! Cha-cha -zaśmiał sięnikczemnym głosem . Usłyszał to jego brat , który postanowił go  śledzić .     Kiedy zaczął się nowy dzień, Marcel z samego rana udał się doniezapominajki, gdzie cierpliwie czekała na Korneliusza. Minął kwadrans, kiedyzjawił się straszy brat. Kiedy zobaczył młodszego brata, bardzo sięzmieszał i sądząc , że Marcel wie o wszystkim powiedział :-Drogi Marcelu! O łaskawy i mądry bracie! Wiem, ze popełniłem błąd!Proszę nie wyrzucaj mnie stąd!- krzyczał błagalnym głosem Korneliusz-Korneliuszu dla takich jak ty, którzy chcą zmienić tę krainę  wkrainę zła, nie ma tutaj miejsca! Muszę postąpić surowo, chociażjesteś moim  bratem, ale takie są prawa! -mówił Marcel.Po chwili Marcel jednym ruchem ręki sprawił zniknięcie Korneliusza.     Kiedy wracał do wioski, postanowił nic nie mówić mieszkańcom, abynie zakłócać ich spokoju. Pomyślał, ze powie ludziom, że Korneliuszwyprowadził się na zawsze i nigdy tutaj nie powróci.Kto wie...? Może ta kraina istnieje jeszcze do dziś?Niektórzy mówią, że z lasu dochodzą głosy Korneliusza, który nadalpróbuje zamienić szczęśliwe miejsce w złą krainę... &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-2523757295855442530?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/2523757295855442530/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=2523757295855442530' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/2523757295855442530'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/2523757295855442530'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2009/03/basn-o-niezapominajce.html' title='Baśń o Niezapominajce'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-8737155287080890063</id><published>2009-03-24T08:31:00.000-07:00</published><updated>2009-03-24T08:33:03.932-07:00</updated><title type='text'>Mędrek i skamieniałe skrzaty</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#999900;"&gt;Patrycja Jaros&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33ff33;"&gt;Bardzo dawno temu grodem, którym jest obecnie Wrocław, rządzili ludzie mądrzy, ale nie wierzący w czary. Tak mówiło się pod ziemią i w zimnych, mokrych jaskiniach. Krasnoludki, które tam mieszkały, uważały ludzi za bezduszne stworzenia, ponieważ mieszkańcy ziemi czytali coraz mniej książek . Krasnoludki uważały, że człowiek, który nie przeczytał choćby jednej baśni, nie był wart, aby się bratać z innymi stworzeniami. Skrzaty  chętnie by wyjawiły tę prawdę ludziom, ale strasznie bały się wyjścia na światło dzienne. Wielu śmiałków  opuszczało krasnoludkowy świat, ale nie wracało do domu z powrotem. Król krasnali  zarządził więc, by przejście do ludzkiego świata zamknięto. Drzwi miały otworzyć się same przed tym, kto będzie naprawdę gotowy na spotkanie z ludźmi. Mędrek bardzo lubił  książki. Nauczył się czytać dawno temu, gdy mieszkał u pewnego kupca i przyjaźnił się z miłym studentem, który miał magiczną księgę. Gdy ją otwierał , z książki wydobywał się promień., a w powietrzu unosił się przepiękny śpiew i muzyka. Czytanie sprawiało mu odtąd prawdziwą radość i wprawiało w błogi nastrój. Księgi były fascynujące, uczył się z nich tylu wspaniałych rzeczy. Książki rozbudziły w nim ciekawość. Miał ochotę na tuzin przygód, a i to by mu pewnie nie wystarczyło. Niebezpieczeństw, map ze skarbami i tajemniczych wypraw szukał w książkach. Pewnego dnia idąc do szkoły czytał  baśnie  ze świata ludzi. Pogrążony w lekturze  nie zauważył, że skręcił w inną uliczkę. Nagle potknął się o kamień, którego   nigdy  wcześniej nie widział. Obszedł głaz  i ku swemu wielkiemu zdziwieniu nad skałą zobaczył dziurę. Mędrek domyślił się, że jest to tajemnicze przejście do świata ludzi. W głębi duszyczki stworzonko czuło, że to jego życiowa szansa, ale mama zawsze mu powtarzała, że nie wolno  pakować się w kłopoty. Po dłuższej chwili zadecydował, że pójdzie do szkoły, a później wróci tu i zobaczy, co dalej.  Na szczęście nauka upłynęła szybko. Mędrek  pobiegł czym prędzej do domu zostawić kartkę dla mamy, w której napisał o całej historii z kamieniem. Potem popędził do miejsca, gdzie powinien znajdować się kamień.  Nic nie zobaczył. Krasnoludek się zdziwił. Nie wiedział, co ma robić. Zaczął rozglądać się wokoło. Znowu zobaczył  głaz. Tym razem był on nad jego głową i unosił się w powietrzu. Krasnal  stał przestraszony, bo nigdy w życiu czegoś takiego nie widział. Miłość do przygód jednak była bardzo duża, że gdy skała się obniżyła, od razu wdrapał się na nią. Nad nią było coś dziwnego. Kamień na pewno to zasłaniał, ale nikt nie zauważył tego oprócz małego odkrywcy. Krasnal wdrapał się na głaz dumny, że tylko on widzi przejście. Była tam wielka dziura. Słychać było z niej łagodne dźwięki, które  narastały, gdy przybliżał się  w stronę otworu. Mędrek wyjrzał przez dziurę i nagle oślepiło go zachodzące  światło dzienne. Było łagodne, więc odkrywcy od razu spodobały się delikatne promienie słońca. Z czasem jego oczy przystosowały się i mógł zobaczyć wielkie budynki, drzewa i niebo. Gdzieś w oddali ludzie tańczyli i bawili się przy ognisku. Chociaż miasto wydało się ogromne dla małego stworzonka, które nigdy czegoś takiego nie widziało, było ono spełnieniem marzeń. Od razu przypomniał sobie o opowieści ze swojej ulubionej książki. Gdy wyszedł z dziury, skierował się w stronę niedużego domu wyglądającego na przytulny. Mieszkali w nim ubodzy, ale mili ludzie. Mieli córkę Anastazję. Dziewczynka lubiła bujać w obłokach i pisała niezwykłe opowieści. Ale zawsze dbała, by w każdym opowiadaniu była nutka prawdy. Gdy pewnego razu drzewo nachyliło do niej liście, jakby chciało się ukłonić, opisała to w swojej książce. Nikt jej nie wierzył, ale to była prawda! Poza Anastazją nikt nie widział jej opowieści. Aż do chwili, kiedy mały i zręczny krasnoludek  wdrapał się na  parapet jej pokoju. Na początku dziewczyna go nie zobaczyła i Mędrek mógł przeczytać jej ostatnie opowiadanie. Miał okulary na nosie, które w miarę jak czytał, zsuwały mu się z nosa. Nagle upadły. Usłyszała to Anastazja. Wcale się nie zdziwiła, gdy zobaczyła krasnala. Nareszcie spotkała prawdziwą istotkę magiczną. Podeszła do niego i poprosiła, by opowiedział jej o świecie pod ziemią. Gdy krasnal skończył, zapytał o śmiałków  próbujących zaprzyjaźnić się z ludźmi,  którzy nie wrócili z powrotem do swoich domów. Dziewczyna oczywiście wiedziała, gdzie są poszukiwane przez Mędrka krasnale. Natknęła się na nie, gdy wracała ze spotkania z przyjaciółką. Było to w południe. Biegła, bo była spóźniona i mama mogła się denerwować. W oddali zobaczyła parę krasnali przestraszonych i skulonych ze strachu przed wielkim światem. Próbowały wrócić do domu. Wszystko jej wytłumaczyły. Ale wtedy zadzwonił dzwon w katedrze i te poczciwe stworzenia zamieniły się w kamień. Anastazja i Mędrek zrobili smutne miny. Dziewczyna pomyślała, że krasnoludka może spotkać ten sam los, co tamtych. Porozmawiała ze skrzatem i wyjawiła mu swoje przypuszczenia. Według niej, gdy krasnal wychodzi na powierzchnię,  nic się z nim nie dzieje. Dopiero o wiele później, gdy dzwon na wieży katedralnej zacznie bić, wtedy krasnoludek musi szybko wracać, bo inaczej zostanie zamieniony w kamień. Najciekawsze jest to, że skrzaty spokojnie mogą iść do podziemia, ponieważ tam czar ich nie dosięga. Mędrek słuchał uważnie każdego słowa dziewczyny. Nagle uświadomił sobie, że jeśli nie znajdzie szybko dziury, którą wszedł, zagraża mu wielkie niebezpieczeństwo. Przyjaciele od razu wzięli się do roboty. Najpierw przeszukali cały rynek, miasteczko i pole . Nic. Żadnych rezultatów. Powoli zaczęli tracić nadzieję. Krasnoludek wrócił wraz z Anastazją do domu. Gdy przyjaciółka otworzyła drzwi, czekała na nich miła niespodzianka. Na środku pokoju zauważyli dziurę odrobinę większą niż głowa. Mędrek nie mógł uwierzyć własnym oczom. Popatrzył na Anastazję. Uśmiechnęła się do niego promiennie i oznajmiła, że będzie tęsknić, ale to on musi opowiedzieć całą tę historię innym bojącym się tego świata istotom. Krasnoludek z ciężkim sercem wskoczył do dziury. Wylądował na kamieniu. Pobiegł czym prędzej do króla. Opowiedział mu o tym, co spotkało Kowala, który podnosząc swój ciężki młotek został zamieniony w kamień, Śpiocha zamienionego w skałę podczas snu, Obieżysmaka zaczarowanego po pysznym posiłku i wiele innych krasnali. Gdy władca o tym usłyszał, oznajmił skrzatom nowe wieści.    Odtąd krasnoludki wiedziały już, jakie niebezpieczeństwo im grozi i były ostrożniejsze. Coraz chętniej zaczęły zaglądać do świata ludzi. Jeśli wędrując po Wrocławiu zobaczycie skamieniałe krasnoludki, zatrzymajcie się na chwilę i pogłaskajcie je po głowie. Pamiętajcie, że są to śmiałkowie, których czar zatrzymał w pół gestu. Nie zdążyli uciec do swoich domów. A może zauważycie kiedyś czerwoną czapeczkę Mędrka, który opiekuje się nieruchomymi skrzatami i uważnie nasłuchuje dźwięków dzwonu?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-8737155287080890063?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/8737155287080890063/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=8737155287080890063' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/8737155287080890063'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/8737155287080890063'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2009/03/medrek-i-skamieniae-skrzaty.html' title='Mędrek i skamieniałe skrzaty'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-3605308994054621355</id><published>2009-02-28T02:23:00.000-08:00</published><updated>2009-02-28T02:24:39.649-08:00</updated><title type='text'>Księżniczka – Cheerleaderka</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;Ania &lt;/span&gt;&lt;span style="color:#ffcc00;"&gt;Zborowska&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Pewnego dnia, w królestwie Tańca urodziła się księżniczka. Dano jej na imię Niezapominajka, bo miała blond włosy i niebieskie oczy. Była bardzo ciekawska, wszędzie jej było pełno i mama królowa głośno narzekała, że ma z nią same kłopoty, ale po cichu cieszyła się, że ma takie żywe i urocze dziecko.&lt;br /&gt;Niespodzianka, odkąd skończyła 5 lat, wymyślała kroki taneczne, a jej kroki były połączeniem salsy, pop, dance i hip hopu. Wszyscy zastanawiali się „Jaki styl tańca polubi najbardziej?” W wieku 13 lat Niezapominajka spacerując po parku poznała przemiłego chłopca. Okazało się, że jest koszykarzem. Zaprosił ją kiedyś na mecz swojej drużyny. Mama z początku nie chciała się zgodzić, ale Niezapominajka poprosiła ją, żeby chodziła z nią jedna z dam dworu. Podczas przerw w meczach księżniczka tańczyła na trybunach i krzyczała nazwę jego drużyny. Ludzie siedzący obok z początku dziwnie się na nią patrzyli, ale po kilku meczach przyzwyczaili się do niej, a jeszcze później zaczęli klaskać i dopingować drużynę razem z nią. Gdy księżniczka była sama na sali ćwiczeń, wymyśliła nazwę „Cheerleader” (czyli przewodniczka dopingowania) i postanowiła tak nazwać swój styl tańca. Potem wpadła na pomysł, że pompony – takie jak mają clowni – można powiększyć i dodać trzonki. Poprosiła by pałacowy konserwator zrobił jej takie pompony. Pierwsze były jednokolorowe i niezbyt ładne, ale każde następne były coraz ładniejsze i bardziej puszyste. Później Niezapominajka zebrała najmłodsze damy dworu i nauczyła je kroków tanecznych. Gdy dorosła, zrezygnowała z życia w rodzinie królewskiej i otworzyła szkołę tańca cheerleaders. Z początku było bardzo mało chętnych, bo nikt nie wiedział, co to takiego, ale kiedyś rozwiesiła w mieście plakaty z zaproszeniem na mecz i swój pokaz. Po tym meczu zaczęły się zgłaszać pierwsze kandydatki. Kiedy już się wszystkiego nauczyły po wielu miesiącach treningów, zaczęły same zakładać swoje zespoły i tak cheerleaderki stały się popularne w kraju, a potem na świecie. Wszystkie na początku nauki dowiadywały się o niezwykłej księżniczce – Niezapominajce, która z kibicowania uczyniła sztukę. I ja też wśród nich byłam i szpagatu się nauczyłam. &lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-3605308994054621355?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/3605308994054621355/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=3605308994054621355' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/3605308994054621355'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/3605308994054621355'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2009/02/ksiezniczka-cheerleaderka.html' title='Księżniczka – Cheerleaderka'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-270533588477840109</id><published>2009-02-24T11:18:00.000-08:00</published><updated>2009-02-24T11:19:58.976-08:00</updated><title type='text'>Błękitny kwiatuszek</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#cc33cc;"&gt;Klaudia Sobkowicz&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;           &lt;span style="color:#33ff33;"&gt;W pewnej krainie, w której nigdy nie było zimy mieszkały skrzaty wielkości łyżki. Skrzaty te były dobre i zawsze sobie pomagały. Miały one również swoich wrogów - szczury, którymi dowodził kapitan Prychowąsy. Szczury napadały na wioskę skrzatów co jakiś czas, a mimo tego, że skrzaty były większe od nich, zawsze wygrywali, ponieważ było ich miliony. Na wioskę napadały znienacka, kiedy skrzaty nie były przygotowane. Skrzaty mieszkały w pniach drzew, a żeby zdążyć gdzieś na czas skakały    z grzyba na grzyb, choć małe dzieci robiły to dla zabawy. Pomagały również innym zwierzątkom,   a one w zamian odwdzięczały się na różne sposoby. Pewnego spokojnego dnia armia szczurów wraz z kapitanem Prychowąsym zaatakowały ich. Skrzaty nieprzygotowane do walki zebrały wszystkich gotowych stanąć w obronie swojego ludu i ruszyły na bój. Kapitan Prychowąsy zorganizował więcej żołnierzy niż do tej pory, a gdy skrzaty to ujrzały wiedziały, że to koniec, lecz nie poddały się. Matki z dziećmi uciekały z wioski w poszukiwaniu innej siedziby. Dwoje dzieci (chłopców) najlepsi przyjaciele nie wiedzieli, czy w ogóle się jeszcze spotkają. Jeden z nich zerwał piękny błękitny kwiatuszek, o kwiecie wielkości ręki skrzata. Podarował go przyjacielowi mówiąc: ,,Niech ten kwiatuszek zawsze Ci przypomina o mnie.” Po chwili chłopcy rozstali się ze łzami w oczach. Bitwa skończyła się po kilku dniach . Ze skrzatów tylko połowa przeżyła, lecz jeden z nich zabił kapitana szczurów. Po pewnym czasie dołączyli do swych rodzin, a w ich życiu nie pojawił się więcej żaden szczur.  Chłopiec, który dostał od przyjaciela błękitny kwiatuszek nawet gdy już stał się dorosły, nigdy nie zapomniał przyjaciela do końca swego życia, a kwiat postanowił nazwać ,,Niezapominajką”.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-270533588477840109?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/270533588477840109/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=270533588477840109' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/270533588477840109'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/270533588477840109'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2009/02/bekitny-kwiatuszek.html' title='Błękitny kwiatuszek'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-7224060432898359790</id><published>2009-02-24T11:17:00.000-08:00</published><updated>2009-02-24T11:18:42.289-08:00</updated><title type='text'>W taką podróż chciałam zawsze wyruszyć</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#66ffff;"&gt;Emilia Kowalów&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33ff33;"&gt;Gdy tylko dowiedziałam się, że jutro wylatuję do Indonezji, poczułam wielką radość. Szybko wyjęłam plecak i w pośpiechu zaczęłam pakować potrzebne ubrania. Pierwszą rzeczą, za jaką chwyciłam był kostium kąpielowy. Wiedziałam, że w Indonezji są piękne wyspy otoczone błękitną wodą, i że na pewno będę w niej pływać. Następnego dnia, gdy leciałam samolotem, dotarło do mnie, że właśnie wyruszam w podróż, o której zawsze marzyłam. Na lotnisku przywitał mnie pracownik hotelu, w którym miałam zamieszkać. Przestraszyłam się trochę, bo droga do hotelu była długa i męcząca. A krajobraz dookoła wcale nie był tak piękny, jak go sobie wyobrażałam.  Pokój hotelowy był jeszcze w gorszym stanie. Było tam szaro i smutno. W rogu pokoju stało wiadro z wodą. Rzuciłam plecak na łóżko i już miałam się rozpłakać, gdy nagle usłyszałam wołanie. Okazało się, że mój przewodnik o imieniu Sam stwierdził, że szkoda czasu na siedzenie w pokoju, więc idziemy zwiedzić najpiękniejszą rafę koralową w indonezyjskim Mindanao. Byłam trochę zmęczona, ale chciałam zobaczyć, czym mnie tak chce zaskoczyć. Gdy dotarliśmy na miejsce, odebrało mi mowę. Spojrzałam przed siebie i zobaczyłam piękny krajobraz tej wyspy. Woda mieniła się przeróżnymi barwami. Wcale nie była tylko w kolorze błękitu. Piasek na plaży miał kolor srebrnobiały. W niektórych miejscach widać było piękne konary drzew wyrzucone przez ocean na brzeg. Nad nimi ujrzałam zielone drzewa, ogromne krzewy i rośliny. Były tak gęste, że miałam wrażenie, jakby chciały nas otulić swoimi gałęziami. Otworzyłam buzię ze zdziwienia. Wtedy Sam powiedział, że możemy ponurkować w tych przepięknych wodach. Natychmiast się zgodziłam! Gdy tylko zanurzyliśmy się w wodzie, przewodnik chwycił mnie za ramię i szybko zaczęliśmy płynąc w głąb oceanu. Po chwili zrozumiałam, dlaczego woda mieni się tak różnymi kolorami. Przed nami ukazała się piękna rafa koralowa. Każda jej część była w innym kolorze. Dodatkowo oświetlały ją promienie słoneczne. Zachwycona jej widokiem, chciałam opłynąć ją dookoła. Nagle zrozumiałam, że nie mogę poruszać nogą. Zobaczyłam, że pasek od mojej płetwy zahaczył o wystającą część rafy. Próbowałam się jakoś uwolnić, lecz za bardzo zaczęłam panikować. Machałam rękami i przez przypadek wyrwałam sobie ustnik, przez który oddychałam. Zaczęłam strasznie szaleć i miotać się. Pomyślałam ,że utonę. Nagle poczułam jak ktoś szarpie mnie za nogę i ciągnie do  góry. To mój przewodnik uratował mi życie! Chwyciłam go mocno i nie chciałam puścić. Na brzegu zrozumiałam, co tak naprawdę się stało. Byłam szczęśliwa, że już jestem na plaży. Gdy spojrzałam na płetwy zobaczyłam, że za paskiem ukryta jest maleńka część rafy. Pomyślałam, że to wspaniała pamiątka. Rano usłyszałam, że grupa turystów wybiera się nurkować. Wybiegłam na zewnątrz, a Sam powiedział, że jestem dzielna, że zdecydowałam się znowu popłynąć. Byłam na najpiękniejszej wyspie na świecie i chciałam jeszcze raz zobaczyć rafę koralową.Cały tydzień prawie nie wychodziłam z wody. To, co tam zobaczyłam, trudno jest opisać słowami. To bajkowy świat, stworzony przez przyrodę! Różne stworzenia i ryby, zachowywały się tak, jakby chciały się z nami zaprzyjaźnić. Wracając do domu, w dłoni ściskałam ,,podarunek'' od rafy. Obiecałam sobie, że jeszcze do niej wrócę. Myślę, że przecudna rafa, chciała mnie zatrzymać na zawsze. Na szczęście opiekował się mną, mój przewodnik Sam, dzięki któremu ujrzałam przepiękne cuda naszej Ziemi&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-7224060432898359790?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/7224060432898359790/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=7224060432898359790' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/7224060432898359790'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/7224060432898359790'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2009/02/w-taka-podroz-chciaam-zawsze-wyruszyc.html' title='W taką podróż chciałam zawsze wyruszyć'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-2314991856801722794</id><published>2009-02-23T00:25:00.000-08:00</published><updated>2009-02-23T00:29:24.707-08:00</updated><title type='text'>Baśń o niezapominajce</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(255, 0, 0);"&gt;Paweł Sitarz&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;                                                          &lt;p style="text-align: justify; color: rgb(51, 255, 51);" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size: 11pt;"&gt;Dawno , dawno temu żyły dwie siostry – starsza Joanna i młodsza Malfa.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt; Starsza miała dobre , litościwe serce ; młodsza była samolubna i leniwa.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt; Ich matka stara i schorowana pragnęła , aby córki zawsze żyły w zgodzie&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt; i pomagały sobie .Malfie nie podobało się to życzenie ; nie kochała swojej&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt; siostry i chciała się jej pozbyć.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;/span&gt;Pewnego razu o północy udała się do okrutnej wiedźmy po magiczną&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt; miksturę .Postanowiła podstępnie podać ją Joannie. O zmroku obie siostry&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt; poszły na spacer do lasu. Długo wędrowały , aż zabłądziły. Noc spędziły w lesie. Rano po przebudzeniu były głodne i chciało im się pić.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt; Zła Malfa pomyślała ,że jest to dobry moment , by podać siostrze magiczny&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt; napój. Tak też się stało. Joanna w jednej chwili zamieniła się w &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt; niezapominajkę i odtąd rosła samotnie przy ścieżce w głębi lasu.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;span style=""&gt; &lt;/span&gt;Okrutna Malfa po powrocie do domu oznajmiła matce , że siostra zaginęła&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt; w lesie. Matka miała cały czas nadzieję na powrót córki. Każdego dnia &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt; stojąc na progu chaty, czekała na ukochaną Joannę, lecz ona nie wracała.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;span style=""&gt; &lt;/span&gt;Młodsza córka była coraz bardziej niedobra dla chorej i smutnej&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt; matki. Dla matki życie straciło sens, natomiast Malfa cieszyła się z nieszczęścia &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;siostry i matki. Co pewien czas chodziła do lasu, gdzie żyła siostra zamieniona &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;w niezapominajkę. Za każdym razem zrywała po jednym płatku kwiatka, wiedziała , że siostra wtedy cierpi i odczuwa ból, tak jak człowiek.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;/span&gt;Pewnego dnia zjawił się w chacie matki królewicz, który poszukiwał &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;pięknej i dobrej Joanny. Pragnął, by została jego żoną. Ogarnął go wielki&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt; smutek ,gdy dowiedział się, że jego wybranka zaginęła. Nie potrafił pogodzić&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt; się z zaginięciem dziewczyny.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;span style=""&gt; &lt;/span&gt;Bezlitosna Malfa robiła wszystko, by królewicz został jej mężem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt; Jednak bezskutecznie .&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;span style=""&gt; &lt;/span&gt;Pewnej nocy, gdy Malfa znów wybrała się do lasu do niezapominajki, królewicz postanowił udać się za nią. Zobaczył, jak Malfa zrywa kolejny płatek&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt; niezapominajce i mówi do niej, jak do siostry. Zorientował się, iż niezapominajka to zaczarowana Joanna. Ponieważ posiadał magiczną moc, którą &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;mógł wykorzystać tylko raz w życiu, zapragnął odczarować dziewczynę.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;/span&gt;Uwolniona i szczęśliwa Joanna powróciła wraz z ukochanym królewiczem do domu matki. Wkrótce odbyło się huczne wesele; państwo młodzi zamieszkali w zamku razem z matką dziewczyny.Okrutną Malfę spotkała straszna kara, przez wiedźmę została zamieniona&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;w kamień.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-2314991856801722794?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/2314991856801722794/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=2314991856801722794' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/2314991856801722794'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/2314991856801722794'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2009/02/basn-o-niezapominajce.html' title='Baśń o niezapominajce'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-997620990338980774</id><published>2009-02-11T05:00:00.000-08:00</published><updated>2009-02-11T05:02:14.240-08:00</updated><title type='text'>Mędrek i skamieniałe skrzaty</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#99ffff;"&gt;Patrycja Jaros&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Bardzo dawno, dawno temu grodem, którym jest obecnie Wrocław, rządzili ludzie, mądrzy ale nie wierzący w czary. Tak mówiło się na ziemi ale nie pod ziemią i w zimnych, mokrych jaskiniach. Krasnoludki, które tam mieszkały, uważały ludzi za bezduszne stworzenia. Według nich człowiek, który nie przeczytał choćby jednej baśni, nie był wart, aby się bratać z innymi stworzeniami. Skrzaty  chętnie by wyjawiły tę prawdę ludziom, ale strasznie bały się wyjścia na światło dzienne. Wielu śmiałków  opuszczało krasnoludkowy świat, ale nie wracało do domu z powrotem. Król krasnali  zarządził więc, by przejście do ludzkiego świata zamknięto. Drzwi miały otworzyć się same przed tym, kto będzie naprawdę gotowy na spotkanie z ludźmi.  Mędrek bardzo lubił czytać   książki. Były one interesujące i przy okazji uczył się tylu ciekawych rzeczy. Był on stworzeniem mającym ochotę na tuzin przygód a i to by mu nie wystarczyło. Niebezpieczeństw, map ze skarbami i tajemniczych wypraw szukał w książkach.&lt;br /&gt;Pewnego dnia idąc do szkoły czytał  baśnie  ze świata ludzi. Pogrążony w lekturze  nie zauważył, że skręcił w inną uliczkę. Nagle potknął się o kamień, którego   nigdy  nie widział. Obszedł głaz  i ku swemu wielkiemu zdziwieniu nad skałą zobaczył dziurę. Mędrek domyślił się, że jest to tajemnicze przejście do świata ludzi. W głębi duszyczki stworzonko czuło, że to jego życiowa szansa, ale mama zawsze mu powtarzała, że nie wolno  pakować się w kłopoty. Po dłuższej chwili zadecydował, że pójdzie do szkoły, a później wróci tu i zobaczy, co dalej.  Na szczęście nauka upłynęła szybko. Mędrek  pobiegł czym prędzej do domu zostawić kartkę dla mamy, w której napisał o całej historii z kamieniem. Potem popędził do miejsca, gdzie powinien znajdować się kamień.  Nic nie zobaczył. Krasnoludek się zdziwił. Nie wiedział, co ma robić. Zaczął rozglądać się wokoło. Znowu zobaczył  głaz. Tym razem był on nad jego głową i unosił się w powietrzu. Krasnal  stał przestraszony, bo nigdy w życiu czegoś takiego nie widział. Miłość do przygód jednak była bardzo duża, że gdy skała się obniżyła, od razu wdrapał się na nią. Nad nią było coś dziwnego. Kamień na pewno to zasłaniał, ale nikt nie zauważył tego oprócz małego odkrywcy. Krasnal wdrapał się na głaz dumny, że tylko on widzi przejście. Była tam wielka dziura. Słychać było z niej łagodne dźwięki, które  narastały, gdy przybliżał się  w stronę otworu. Mędrek wyjrzał przez dziurę i nagle oślepiło go zachodzące  światło dzienne. Było łagodne, więc odkrywcy od razu spodobały się delikatne promienie słońca. Z czasem jego oczy przystosowały się i mógł zobaczyć wielkie budynki, drzewa i niebo. Gdzieś w oddali ludzie tańczyli i bawili się przy ognisku. Chociaż miasto wydało się ogromne dla małego stworzonka, które nigdy czegoś takiego nie widziało, było ono spełnieniem marzeń. Od razu przypomniał sobie o opowieści ze swojej ulubionej książki. Gdy wyszedł z dziury, skierował się w stronę niedużego domu wyglądającego na przytulny. Mieszkali w nim ubodzy, ale mili ludzie. Mieli córkę Anastazję. Dziewczynka lubiła bujać w obłokach i pisała niezwykłe opowieści. Ale zawsze dbała, by w każdym opowiadaniu była nutka prawdy. Gdy pewnego razu drzewo nachyliło do niej liście, jakby chciało się ukłonić, opisała to w swojej książce. Nikt jej nie wierzył, ale to była prawda! Poza Anastazją nikt nie widział jej opowieści. Aż do chwili, kiedy mały i zręczny krasnoludek  wdrapał się na  parapet jej pokoju. Na początku dziewczyna go nie zobaczyła i Mędrek mógł przeczytać jej ostatnie opowiadanie. Miał okulary na nosie, które w miarę jak czytał, zsuwały mu się z nosa. Nagle upadły. Usłyszała to Anastazja. Wcale się nie zdziwiła, gdy zobaczyła krasnala. Nareszcie spotkała prawdziwą istotkę magiczną. Podeszła do niego i poprosiła, by opowiedział jej o świecie pod ziemią. Gdy krasnal skończył, zapytał o śmiałków  próbujących zaprzyjaźnić się z ludźmi,  którzy nie wrócili z powrotem do swoich domów. Dziewczyna oczywiście wiedziała, gdzie są poszukiwane przez Mędrka krasnale. Natknęła się na nie, gdy wracała ze spotkania z przyjaciółką. Było to w południe. Biegła, bo była spóźniona i mama mogła się denerwować. W oddali zobaczyła parę krasnali przestraszonych i skulonych ze strachu przed wielkim światem. Próbowały wrócić do domu. Wszystko jej wytłumaczyły. Ale wtedy zadzwonił dzwon w katedrze i te poczciwe stworzenia zamieniły się w kamień. Anastazja i Mędrek zrobili smutne miny. Dziewczyna pomyślała, że krasnoludka może spotkać ten sam los, co tamtych. Porozmawiała ze skrzatem i wyjawiła mu swoje przypuszczenia. Według niej, gdy krasnal wychodzi na powierzchnię,  nic się z nim nie dzieje. Dopiero o wiele później, gdy dzwon na wieży katedralnej zacznie bić, wtedy krasnoludek musi szybko wracać, bo inaczej zostanie zamieniony w kamień. Najciekawsze jest to, że skrzaty spokojnie mogą iść do podziemia, ponieważ tam czar ich nie dosięga. Mędrek słuchał uważnie każdego słowa dziewczyny. Nagle uświadomił sobie, że jeśli nie znajdzie szybko dziury, którą wszedł, zagraża mu wielkie niebezpieczeństwo. Przyjaciele od razu wzięli się do roboty. Najpierw przeszukali cały rynek, miasteczko i pole . Nic. Żadnych rezultatów. Powoli zaczęli tracić nadzieję. Krasnoludek wrócił wraz z Anastazją do domu. Gdy przyjaciółka otworzyła drzwi, czekała na nich miła niespodzianka. Na środku pokoju zauważyli dziurę odrobinę większą niż głowa. Mędrek nie mógł uwierzyć własnym oczom. Popatrzył na Anastazję. Uśmiechnęła się do niego promiennie i oznajmiła, że będzie tęsknić, ale to on musi opowiedzieć całą tę historię innym bojącym się tego świata istotom. Krasnoludek z ciężkim sercem wskoczył do dziury. Wylądował na kamieniu. Pobiegł czym prędzej do króla. Opowiedział mu o tym, co spotkało Kowala, który podnosząc swój ciężki młotek został zamieniony w kamień, Śpiocha zamienionego w skałę podczas snu, Obieżysmaka zaczarowanego po pysznym posiłku i wiele innych krasnali. Gdy władca o tym usłyszał, oznajmił skrzatom nowe wieści.    Odtąd krasnoludki wiedziały już, jakie niebezpieczeństwo im grozi i były ostrożniejsze. Coraz chętniej zaczęły zaglądać do świata ludzi. Jeśli wędrując po Wrocławiu zobaczycie skamieniałe krasnoludki, zatrzymajcie się na chwilę i pogłaskajcie je po głowie. Pamiętajcie, że są to śmiałkowie, których czar zatrzymał w pół gestu. Nie zdążyli uciec do swoich domów. A może zauważycie kiedyś czerwoną czapeczkę Mędrka, który opiekuje się nieruchomymi skrzatami i uważnie nasłuchuje dźwięków dzwonu&lt;/span&gt;?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-997620990338980774?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/997620990338980774/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=997620990338980774' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/997620990338980774'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/997620990338980774'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2009/02/medrek-i-skamieniae-skrzaty.html' title='Mędrek i skamieniałe skrzaty'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-2017629792797386747</id><published>2009-02-11T04:59:00.000-08:00</published><updated>2009-02-11T05:00:55.458-08:00</updated><title type='text'>Baśń o Zębowcu</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#cc33cc;"&gt;Weronika Łuszcz&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#cc33cc;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;     &lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Przez kilka styczniowych nocy jest pełnia. W te właśnie noce budzą się dziwne stwory. Baśniowe zjawy są duże i małe, dobre i złe, ale też niebezpieczne i spokojne. Ludzie nie wiedzą, że grozi im niebezpieczeństwo. Każde zdarzenie, które ma miejsce baśniowej nocy jest automatycznie zapisywane w książkach, których ludzka ręka nie pisze. O północy takiej właśnie nocy w pobliskim parku otworzyła się góra. A z niej wyłonił się smok-duży i groźny. Miał na imię Zębowiec. Gdy się przebudził, alarm wszczęły wrocławskie krasnoludki, których zadaniem od wieków było pilnowanie miasta. Po każdego z osobna przylatywał latający dywan. Kiedy się zebrały w podziemiach koło kamieniczek Jaś i Małgosia, zaczęły przygotowania do bitwy z Zębowcem. Założyły zbroje i wykrzyknęły walecznie:&lt;br /&gt;-Krasnoludki ! Do boju. Małe jest silne! Nie damy się smokowi !&lt;br /&gt; Nagle pojawił się smok. Ryczał strasznym głosem i robił przerażające miny. Krasnoludki wcale się jednak nie bały. Wtem jeden z krasnoludków zawołał:&lt;br /&gt;-On chyba nie mył paszczy od 500 nocy. Ten smok ma brudne zęby! I krasnale zaczęły się śmiać. Smok zbaraniał. Otworzył paszczę i….jeszcze szybciej ją zamknął.&lt;br /&gt;- Zęby mnie bolą – zawołał smok. Nie jestem zły. Pomóżcie mi!&lt;br /&gt;Krasnal Ołbiniusz wpadł na świetny pomysł:&lt;br /&gt;- Trzeba umyć mu paszczę! Zalecam też dietę słonecznikową, bo od chrupania kości poniszczyły mu się zęby. Ołbiniusz podyskutował ze smokiem o jego dużym problemie jamy ustnej:&lt;br /&gt;-Co Ci dolega ?-zapytał ciekawy.&lt;br /&gt;--Zęby mi się kruszą - jęknął Zębowiec&lt;br /&gt;-Poradzimy coś na to- Ołbiniusz się uśmiechnął.  &lt;br /&gt;Krasnoludki zabrały się za oczyszczanie zębów smoka.&lt;br /&gt;Po ukończeniu pracy były szczęśliwe, smok przestał ryczeć, noc stała się bardziej kolorowa. Nikt już nie bał się smoka ,a ten miał wielu przyjaciół. Postanowił również, że będzie podróżował i przeżywał niezapomniane przygody ze swymi nowymi kolegami. Kto do tej pory bał się smoków, już teraz wie, jak je okiełznać. A poza tym, zawsze można poprosić o pomoc wrocławskie krasnoludki!  &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-2017629792797386747?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/2017629792797386747/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=2017629792797386747' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/2017629792797386747'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/2017629792797386747'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2009/02/basn-o-zebowcu.html' title='Baśń o Zębowcu'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-5270066912442750019</id><published>2009-02-11T04:58:00.000-08:00</published><updated>2009-02-11T04:59:20.028-08:00</updated><title type='text'>Jak naprawdę było z Obieżysmakiem, czyli moja wrocławska baśń</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#cc0000;"&gt;Patryk Fałat&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#33ff33;"&gt;Siedemset lat temu żył pewien krasnal. Na imię miał  Obieżysmak. Nie umiał wprawdzie dobrze gotować, ale bardzo lubił kosztować różne potrawy. Pewnego dnia Obieżysmak wybrał się do „ Piwnicy Świdnickiej” – najstarszej restauracji w Europie. Chciał zamówić jakieś pyszne danie. Zawołał:&lt;br /&gt;-  Poproszę smażoną na maśle szynkę i dobrze wypieczony chleb z chrupiącą skórką.&lt;br /&gt;            Po chwili zza blatu wyłoniła się piękna dziewczyna. Miała wielką czapkę z niebieskim pomponem oraz czarny fartuch. Była podobna do nimfy. W lewej ręce niosła talerz, na którym była szynka na maśle oraz gruba pajda chleba, a w drugiej - duży puchar wypełniony po brzegi sokiem malinowym. Obieżysmak wydał z siebie okrzyk zdumienia. Od razu zaczął rozmowę z uroczą dziewczyną:&lt;br /&gt;- Dzień dobry! Jak ci na imię, śliczna nieznajoma?&lt;br /&gt;            A ta mu odparła jedwabistym głosem:&lt;br /&gt;- Witam szanownego krasnala. Na imię mi Marta. Od dwustu lat serwuję w „Piwnicy Świdnickiej” najlepsze, najsmaczniejsze dania kuchni polskiej i niemieckiej. Grywam też na harfie i na flecie. Obieżysmak zaprosił Martę na kolację, którą sam miał przygotować. Dziewczyna zgodziła się na to spotkanie i oznajmiła, że przybędzie do niego wieczorem o dwudziestej.     Krasnal zjadł ze smakiem podane przez kelnerkę dania, pięknie podziękował, zapłacił i wymaszerował szybkim krokiem z gospody w kierunku swojego domu. Podczas spaceru zastanawiał się, co będzie mógł podać Marcie na kolację. Wiedział już, że lubi  pyszne a zarazem proste dania. Kiedy Obieżysmak przyrządzał soczewicę z kaszą, rozległo się głośne pukanie do drzwi. W progu stał jego młodszy brat, Pracz, który miał zaledwie sześćset lat. Zdziwiony Obieżysmak  zaprosił gościa do środka  i powiedział:&lt;br /&gt;- Witaj Praczu! Czuj się jak u siebie w domu – i poszedł do kuchni doprawić przygotowywaną potrawę. Obieżysmak gotował dania, które nigdy nie gościły na jego stole. Po chwili Pracz zapytał go:&lt;br /&gt;- Będziesz miał gościa? Pewnie zaprosiłeś na dzisiejszy wieczór jakąś piękną pannę i  chcesz, żebym poszedł pozwiedzać piękny Wrocław?&lt;br /&gt;- Tak, mój bracie. Jest to dla mnie bardzo ważne spotkanie – powiedział Obieżysmak, wycierając brudne ręce w fartuch.  – Kiedy jadłem obiad w „ Piwnicy Świdnickiej”, spotkałem piękną dziewczynę. Miała kruczoczarne włosy, lekko opadające na ramiona i wspaniały uśmiech. Wyglądała ślicznie! – krzyknął brat Pracza.&lt;br /&gt; - Widzę, że jesteś naprawdę zakochany. Dobrze, pójdę pozwiedzać. Będę około jedenastej wieczorem. Nie chcę ci przeszkadzać w zdobyciu serca tej uroczej dziewczyny. Kupić ci coś bracie?&lt;br /&gt;- Możesz kupić piękny, ale skromny bukiet róż.&lt;br /&gt;Po tych słowach Pracz poszedł, a Obieżysmak mógł spokojnie ugotować kolację dla dwóch osób.Godziny mijały, a krasnal nadal siedział w kuchni, przygotowując smaczne potrawy. Około godziny dziewiętnastej wpadł zdyszany Pracz. Powiedział tylko, że przyniósł kwiaty,&lt;br /&gt;o które prosił Obieżysmak. Po chwili już go nie było w domu.Czas biegł strasznie szybko. Krasnal ubrał najlepszy frak, białą muchę i lśniące buciki. Bał się, że popełni jakiś nietakt, a Marta obrazi się na niego śmiertelnie.Wraz z ostatnim uderzeniem zegara rozległo się słabe pukanie do drzwi. Obieżysmak, cały w skowronkach, poszedł otworzyć. Była to Marta, która ubrała się w czerwoną, wieczorową kreację. Wokół szyi zakręciła szal wykonany z czerwonego jedwabiu. Obieżysmak prawie zagwizdał z zachwytu, ale w porę „ugryzł się w język”.Ujął szarmancko dłoń Marty i zaprosił do stołu, który uginał się od wspaniałych potraw. Odsunął krzesło i wskazał je dłonią, aby jego dziewczyna na nim usiadła. Potem wręczył jej kwiaty i uśmiechnął się. Trochę zawstydzona Marta podziękowała zachrypniętym z wrażenia głosem.Podczas jedzenia rozmawiali ze sobą na różne tematy.&lt;br /&gt;- Marto, czy ty mnie kochasz ? – zapytał nagle Obieżysmak&lt;br /&gt;Dziewczynie omal nie wypadł z ręki widelec. Zaczerwieniła się i spuściła oczy:&lt;br /&gt;- Muszę ci coś wyznać. Nie powiedziałam, że mam męża i dwójkę dzieci. Myślałam, że nie przyjdzie ci do głowy taka rzecz, ale najwyraźniej się myliłam. Ty jednak dopuszczasz do siebie myśl o miłości do mnie. Przykro mi, ja kocham męża i dlatego muszę się już pożegnać. Dziękuję za kolację, była pyszna – wstała i podeszła do drzwi. – Dobranoc.&lt;br /&gt;            Obieżysmak nie wierzył własnym uszom. Wybiegł szybko z domu i chciał dogonić Martę. Biegł jak na złamanie karku. W tłumie rozpoznał ją – niedoszłą narzeczoną. Rzucił się w stronę dziewczyny. Biegł, potrącając ludzi i niszcząc stragany. Zmęczony oparł się o parapet okna jakiejś karczmy czy gospody, na którym leżały porozrzucane talerze oraz łyżki.   Chcąc zwrócić na siebie uwagę, zaczął śpiewać miłosne serenady. Marta nawet na niego nie popatrzyła, nie obejrzała się, odeszła.&lt;br /&gt;            Mijały dnie i noce. Obieżysmak ciągle śpiewał i wypatrywał ukochanej. Przed nim zbierały się tłumy i rzucały pieniądze do talerza, leżącego na parapecie. W pewnym momencie pieśń się urwała, ktoś zauważył, że krasnal nie rusza się. Zastygł w cierpieniu. Nikt nie mógł mu pomóc. Skonał z miłości do Marty – pięknej kelnerki  z „ Piwnicy Świdnickiej”.&lt;br /&gt;            Do dziś krasnal Obieżysmak leży nieruchomy jak kamień. Spoczywa z głową na talerzu, a ludzie głaskają go codziennie po wielkim brzuchu. Wszyscy znają tego jegomościa z opowiadań i podziwiają. Podobno jego wybranka po ich rozstaniu również była nieszczęśliwa. Dochowała wierności mężowi, ale już nikt nigdy nie słyszał jej radosnego śmiechu.&lt;br /&gt; &lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-5270066912442750019?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/5270066912442750019/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=5270066912442750019' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/5270066912442750019'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/5270066912442750019'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2009/02/jak-naprawde-byo-z-obiezysmakiem-czyli.html' title='Jak naprawdę było z Obieżysmakiem, czyli moja wrocławska baśń'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-2310107118755612835</id><published>2008-12-01T08:13:00.000-08:00</published><updated>2008-12-01T08:14:34.467-08:00</updated><title type='text'>Krasnal Szafirek</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff6600;"&gt;Karolina  Krzykawiak&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff6600;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33ff33;"&gt;Szafirek to krasnal mieszkający na moim osiedlu. Jest on bardzo mały. Jego dom stoi pośród szafirków. Jego ogród mieści się pod topolami, jest bardzo duży. Są tam miniaturki krasnalkowych kwiatków także szafirków. Dzieci często depczą ogród krasnala, bo go nie widzą. Sam właściciel – Szafirek ma bardzo małe wymiary, od czubka głowy do stóp mierzy 10 centymetrów. Jest chudy, ponieważ jego żona Disa uważa, że zbyt dużo waży i wałkuje go wałkiem do ciasta. Nie nosi czapeczek, ponieważ, twierdzi, że spiczaste czapki to, rozpowszechniony wymysł dzieci, gdy opisują krasnale. Myślę, że jego imię jest oryginalne, chce wyróżnić się spośród tłumu innych krasnali. Swoją flanelową koszulę zapina starannie na ostatni guzik, a wygląda elegancko. Jego spodnie nigdy nie są pogniecione. Zajmuje się ogrodnictwem u pewnej zamożnej wiewiórki, która ma ogród, lęk wysokości i alergię na orzechy. Szafirek ma swoje hobby, nie jest to granie w szachy, zbieranie karteczek czy znaczków, łapanie motyli lecz Orgiami. Jego domek i wszystkie meble są zrobione z orgiami. Ściany, stół, krzesła, lodówka, łóżka – wszystko, nawet karton do mleka . Nie napisałam jeszcze o jego najbliższej krasnalkowej rodzinie.Więc opowiedziałam wam już o Disie, ale jeszcze nic o jego dzieciakach. Luna, Ariana, Gilbert i Filip to jego dzieci. Gdy wraca z pracy dzieci „ rzucają” się na swojego ojca. To jest bardzo szczęśliwa rodzina. Szkoda, że jest zmyślona. A jakiego wy krasnala macie w swojej wyobraźni?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-2310107118755612835?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/2310107118755612835/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=2310107118755612835' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/2310107118755612835'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/2310107118755612835'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2008/12/krasnal-szafirek.html' title='Krasnal Szafirek'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-1134335609334346886</id><published>2008-11-13T10:46:00.000-08:00</published><updated>2008-11-13T10:47:59.648-08:00</updated><title type='text'>Bajka o Karolku, który nie chciał myć zębów</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffcc00;"&gt;Natalia Romek&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffcc00;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33ff33;"&gt;Za siedmioma górami, za siedmioma morzami żył sobie Karolek. Był grzecznym i miłym chłopcem. Najbardziej lubił robić modele latawców. Najbardziej nie lubił myć zębów. Uważał, że mycie zębów jest bardzo nudne i niepotrzebne. Mówił, że zęby są przecież schowane w buzi i nie widać czy są brudne, czy czyste. Kiedy mamusia mówiła mu, żeby mył zęby, szedł do łazienki i udawał, że je myje.&lt;br /&gt;Pewnego razu Karolek postanowił wypróbować swoje latawce. Umówił się w piątek z kolegami, że pójdą w sobotę na łąkę zobaczyć jak latają. Wieczorem przygotował latawce i poszedł spać.&lt;br /&gt;Wiał silny wiatr. Latawce puszczane przez kolegów latały wysoko. Największy latawiec Karola latał najwyżej. Nagle zawiało mocniej. Silny wiatr mocno szarpnął latawcem Karola. Chłopiec ze wszystkich sił trzymał linkę latawca. Nie chciał, żeby wiatr mu go porwał. Wiatr zaczął unosić Karolka razem z latawcem coraz wyżej i wyżej. Polecieli ponad chmury. I wtedy Karol zobaczył, że wokół niego latają jakieś śmieszne elfy w niebieskich ubrankach. Zdziwił się, bo elfiki miały na ubrankach namalowane srebrne ząbki.&lt;br /&gt;Elfy otoczyły Karola i polecieli razem do wielkiego pałacu. Karolek zapytał – gdzie ja jestem? W Krainie Zdrowego Ząbka – odpowiedziały elfy. Zaprowadziły go do wielkiej sali z ogromnym zegarem i lustrami. Na białym tronie, który wyglądał jak wielki ząb siedział siwy staruszek. Elfy mu się pokłoniły. Kto to? -  zapytał Karol. To Król Czas – odpowiedziały elfy. Pokłoń mu się nisko.&lt;br /&gt;Król Czas zaklaskał w dłonie. Pojawiła się piękna wróżka. Miała ładną, niebieską sukienkę, na której pełno było białych, błyszczących ząbków. Chyba to Wróżka-Zębuszka pomyślał Karol. Wróżka wzięła Karola za rękę i postawiła przed wielkim lustrem. Uśmiechnij się mocno - powiedziała wróżka. Karol zrobił co mu kazała. Król Czas kiwnął głową i wróżka przesunęła wskazówki zegara o 15 minut. Karol popatrzył w lustro. Zauważył, że jego zęby zrobiły się żółte, a na niektórych są szare plamy. Zębuszka przesunęła wskazówki zegara o następne 15 minut. Na zębach Karola były już czarne plamy. Wróżka przesunęła wskazówki o następne 15 min. Karol zobaczył, że dużo zębów już nie ma. Na tych, które zostały pełno było czarnych plam. Wystraszony patrzył w lustro. Wróżka-Zębuszka przesunęła wskazówki o ostatnie 15 minut. Karol był przerażony. Zobaczył, że nie ma ani jednego zęba.&lt;br /&gt;Nieeeee! - krzyknął głośno. Zakrył rękami usta. Nagle zobaczył, że wokół jest ciemno a on siedzi we własnym łóżku. Ooo! jak dobrze! - powiedział do siebie Karol. To tylko sen!&lt;br /&gt;Zerwał się z łóżka, popędził do łazienki i długo, długo szorował zęby. Od tej pory szczotkował zęby codziennie i bardzo dokładnie.&lt;br /&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#33ff33;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#33ff33;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33ff33;"&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33ff33;"&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-1134335609334346886?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/1134335609334346886/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=1134335609334346886' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/1134335609334346886'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/1134335609334346886'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2008/11/bajka-o-karolku-ktry-nie-chcia-my-zbw.html' title='Bajka o Karolku, który nie chciał myć zębów'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-6171019572950340042</id><published>2008-11-13T06:01:00.000-08:00</published><updated>2008-11-13T06:04:15.745-08:00</updated><title type='text'>O chłopcu, który nie dbał o higienę jamy ustnej</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Agata Walulik&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;                                      &lt;span style="color:#33ff33;"&gt; Rozdział  I&lt;br /&gt;                          &lt;br /&gt;Był sobie raz chłopiec o imieniu Marek, który bardzo nie chciał myć zębów.&lt;br /&gt;Wieczorem i rano mamusia Marka prosiła -Umyj ząbki, a Marek wtedy odpowiadał ze złością – NIE!&lt;br /&gt;Pewnego razu mama zapisała Marka do dentysty, żeby pani dentystka   zobaczyła jego zęby i  wytłumaczyła dlaczego tak ważne jest mycie zębów. Marek nie był&lt;br /&gt;z tego zadowolony i powiedział, że nie pójdzie do żadnej dentystki  i , że nie pokaże swoich zębów. Mama Marka bardzo się zezłościła i powiedziała, że kiedy będzie dorosły to będzie miał zepsute zęby. I kiedy będzie miał już zepsute zęby, to mama powie, że sam sobie na to zapracował. Marek  nie zmienił zdania i nadal nie  chciał myć zębów.&lt;br /&gt;W pewną sobotę przyszedł do chłopca kolega i kiedy zobaczył, że Marek ma tyle jedzenia między zębami powiedział, że jest dziwny, bo nie myje zębów. Powiedział też, że jeżeli nie zacznie myć zębów, to nie chce być już jego przyjacielem. Nasz niemądry Marek wolał stracić przyjaciela niż myć zęby. Następnego dnia Marek, jak nigdy, był smutny. Może dlatego, że stracił najlepszego przyjaciela, a może nie?&lt;br /&gt;Mamusia spytała wtedy synka- Dlaczego jest smutny? Marek odpowiedział ze smutkiem - Straciłem najlepszego przyjaciela. -A wiesz z  jakiego powodu?- zapytała mama.&lt;br /&gt;-A z tego, że powiedział...ale Marek nie zdołał dokończyć, bo ktoś zadzwonił do drzwi wejściowych. Mama poszła do drzwi zobaczyć kto dzwoni  i zobaczyła ,że&lt;br /&gt;w drzwiach stał wysoki pan, który był prawie łysy i miał okulary na nosie. Był to bardzo miły listonosz, który dał list mamie Marka i kazał podpisać się na jakiejś kartce, gdzie było bardzo dużo  podpisów. Kiedy listonosz poszedł i mamusia weszła do domu Marek od razu dopytywał: -Kto to był? Co chciał i co Ci dał? Mama jednak nie odpowiadała i przyglądała się z przejęciem na list. Ciekawe kto przysłał ten list? - myślał Marek. -Mamuś otwórz ten list- prosił synek.&lt;br /&gt;Wreszcie list otwarto, a tam było napisane tak ” Kochana Zosiu! (bo tak miała na imię mama Marka) czy mogę do Ciebie przyjechać? Najlepiej by było, gdybym mogła do Was przyjechać  05.11.2008r. Proszę zadzwoń jak przyjdzie do Ciebie ten list.&lt;br /&gt;Serdecznie pozdrawiam Twoja kuzynka Agnieszka.:) ”&lt;br /&gt;Mamusia zaraz po przeczytaniu listu przypomniała Markowi o umyciu zębów ( bo Marek od rana nie umył ich ani razu ), a wtedy chłopiec się rozpłakał i powiedział, że nie umyje zębów, bo on nie lubi tego robić.&lt;br /&gt;- Wiesz co? Mało mi narobiłeś wstydu, kiedy przyjechał wujek Andrzej? Może mi powiesz, że nie pamiętasz tego dnia? Marek odpowiedział, że to nie jego wina, że nie lubi myć zęby. Wtedy mama się jeszcze bardziej się zezłościła i powiedziała, że jak teraz Marek nie umyję zębów, to wyśle list do wujka Michała. Marek bardzo nie lubi jeździć do wujka Michała i szybko poszedł do łazienki mówiąc mamie, że idzie umyć zęby. Mama bardzo się ucieszyła, złość jej przeszła i obiecała, że ma dla synka niespodziankę. Marek rzeczywiście poszedł do łazienki, ale nie umył zębów, tylko wykorzystał podstęp - zamiast umyć zęby wyjął z kieszeni gumę do żucia i  zaczął ją żuć. Po chwili wyszedł z łazienki z miną nie zadowoloną, jak gdyby umył zęby. Mama ciągle się uśmiechała, ale postanowiła sprawdzić czy Marek rzeczywiście umył zęby. Myślała, że Marek też nie lubi gumy, więc mu nigdy nie kupowała. Sprawdzając czy są umyte zobaczyła czyste zęby. Mama, jak obiecywała, miała dla Marka niespodziankę. Poszła do sklepu razem  z synkiem.&lt;br /&gt;- A teraz kochanie wybierz sobie jakąś szczoteczkę i pastę do zębów. Marek się rozpłakał i powiedział – I to ma być ta niespodzianka? Mama powiedziała, że jak już będzie mył zęby, to trzeba kupić nową szczoteczkę , w nagrodę i dla zachęty.&lt;br /&gt;-Ale mamo! Ja wcale nie umyłem zębów, tylko przez chwilę żułem gumę. -Wiesz synku, okłamałeś mnie&lt;br /&gt;i zawiodłam się na tobie. Przecież jutro przyjeżdża ciocia Agnieszka, a ty nadal nie chcesz myć zębów – powiedziała mama.&lt;br /&gt;W końcu przyszedł dzień przyjazdu cioci. Nagle do drzwi ktoś zadzwonił -To na pewno ciocia Agnieszka!! -  ucieszył się Marek. -O nie, mój panie, dopóki nie umyjesz zębów, to nawet ani razu się nie pokażesz. Ja już tego dopilnuję! – powiedziała mama ze smutkiem w głosie. –Ale.. – próbował Marek... - Żadnego ale… -  powiedziała już  ze złością w głosie mama. Marek się rozpłakał i szybko pobiegł do swojego pokoju. Kiedy ciocia weszła do domu od razu zapytała, gdzie jest jej ukochany chłopiec, ale mama Marka powiedziała, że jej ukochany chłopiec jest&lt;br /&gt;w swoim pokoju i pozostanie tam jeszcze przez jakiś czas. Ciocia Agnieszka powiedziała zmartwionym głosem&lt;br /&gt;- Szkoda, bo mam dla niego prezent.-Ja się zajmę tym prezentem - powiedziała Zosia. – Ciociu, ten prezent jest dla mnie!!! – dobiegł głos Marka. Ciocia Agnieszka bardzo się zdziwiła taką sytuacją. Zosia czyli mama Marka wyjaśniła jej wszystko&lt;br /&gt; i ciocia Agnieszka postanowiła coś poradzić. Zaraz potem poszła do pokoju Marka&lt;br /&gt;i powiedziała mu, że jutro pójdą razem do dentysty. Marek nareszcie się zgodził i na drugi dzień siedział na fotelu&lt;br /&gt;i słuchał z przejęciem jak pani dentystka tłumaczy mu dlaczego tak ważne jest mycie zębów. I od tej pory Marek codziennie myje zęby i nie sprzecza się z mamą,&lt;br /&gt;i najważniejsze odzyskał przyjaciela.&lt;br /&gt;                                                 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;     Rozdział  II&lt;br /&gt;                                           Gdzie Kasia ma zęby?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pewnego dnia na świat przyszła mała Kasia, nowo narodzona siostrzyczka Marka.&lt;br /&gt;Mama Marka leżała jeszcze w szpitalu , ale synek codziennie ją odwiedzał.&lt;br /&gt;Mama wróciła do domu i Marek zobaczył, że Kasia nie ma zębów. Chłopiec spytał mamę, dlaczego jego siostra nie ma ząbków.&lt;br /&gt;Mama wytłumaczyła Markowi , jak to jest z ząbkami u dzieci i już wtedy zawarli ze sobą umowę o wspólnym myciu ząbków. Na ząbki Kasi trzeba jeszcze poczekać, ale od samego początku można specjalną szczoteczką masować dziąsła dziecka. Marek oczywiście się zgodził i powiedział, że jak Kasi wyjdą pierwsze zęby, to jako pierwszy on je umyje.&lt;br /&gt;Minął jakiś czas i pewnej nocy Kasia nie chciała spać. Ciągle płakała. Rano Marek wstał niewyspany i mama pozwoliła mu nie iść do szkoły, ale powiedziała, że później pójdzie do kolegi po lekcje.&lt;br /&gt;Marek już tego nie słyszał, bo zasnął i mała Kasia też zasnęła. Tylko mama nie zasnęła, bo miała dużo pracy w domu . Tatuś poszedł do pracy również śpiący.&lt;br /&gt;W końcu wyszły dwa ząbki Kasi, zgodnie z umową Marek jako pierwszy umył jej ząbki.&lt;br /&gt;Kasia rosła i rosła, aż pewnego wrześniowego dnia poszła do zerówki, gdzie miała najbielsze zęby ze wszystkich dzieci .Zaraz po rozpoczęciu roku szkolnego przyszła pani dentystka i kiedy zobaczyła zęby Kasi bardzo się ucieszyła, że Kasia tak bardzo dba o zęby.&lt;br /&gt;Poprosiła Kasię do siebie, żeby wszyscy zobaczyli jakie ma zadbane zęby. Dzieci pytały co robi, że ma takie ładne zęby a ona ciągle odpowiadała -To dzięki mojemu bratu. Ale dzieci pytały, co on takiego robił a dziewczynka odpowiadała -  Kiedy byłam mała, to mi ciągle mył zęby.&lt;br /&gt;Kasia jako dorosła kobieta, a potem starsza pani miała ładne białe zęby.&lt;br /&gt;Tak samo Marek jako dorosły mężczyzna i starszy pan miał zdrowe białe zęby.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;☺ KONIECZNIE MYJCIE ZĘBY, BO KIEDY BĘDZIECIE DOROŚLI ,TO BĘDZIECIE MIELI TAKIE SAME ZĘBY JAK KASIA  I MAREK ☺&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;                                                       &lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-6171019572950340042?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/6171019572950340042/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=6171019572950340042' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/6171019572950340042'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/6171019572950340042'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2008/11/o-chopcu-ktry-nie-dba-o-higien-jamy.html' title='O chłopcu, który nie dbał o higienę jamy ustnej'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-6757747919409322827</id><published>2008-10-24T11:05:00.000-07:00</published><updated>2008-10-24T11:06:55.064-07:00</updated><title type='text'>Bajka o chłopcu, który nie mył zębów</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#cc33cc;"&gt;Ida Zarębska&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;W pewnym miasteczku żył sobie chłopiec, który nie mył zebów.&lt;br /&gt;Miał on na imię Igor.&lt;br /&gt;Mama poczatkowo nic o tym nie wiedziała, ale gdy usłyszała, że go nikt nie lubi bardzo zaczeła się martwić. Więc spytała Igora czemu tak naprawdę go nie lubią.&lt;br /&gt;- Dlatego, że mam brzydkie zęby. - powiedział Igor.&lt;br /&gt;- A dlaczego masz brzydkie zęby?-spytała zdziwiona mama &lt;br /&gt;- Dlatego, że...ich nie myję - powiedział przestraszony Igor.&lt;br /&gt;- A dlaczego ich nie myjesz? -spytała mama.&lt;br /&gt;- Dlatego, że jak wyjechałaś to był horror i bardzo chciałem go oglądać więc tata się zgodził. To był horror właśnie o myciu zębów. A było to tak: był tam facet który mył zęby w łazience. Kiedy patrzył w lustro to widział przerażającego ducha i...&lt;br /&gt;- Nie błagam, nie opowiadaj dalej!- krzyczała mama.&lt;br /&gt;- Już dobrze, dobrze mamo - odezwał się Igor-I od tego dnia boję się nawet wejść do łazienki.&lt;br /&gt;-Aha to już wiem, ale czemu mi nic nie powiedziałeś?- spytała mama -źle się stało, że ogiądałeś taki film, ale pomogę ci.&lt;br /&gt;-A jak? - spytał Igor.&lt;br /&gt;- Na przykład bedę myć je z tobą-powiedziała mama-zobaczysz, że w myciu zębów nie ma nic strasznego.&lt;br /&gt;-Dobrze - powiedział Igor&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-6757747919409322827?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/6757747919409322827/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=6757747919409322827' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/6757747919409322827'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/6757747919409322827'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2008/10/bajka-o-chopcu-ktry-nie-my-zbw_24.html' title='Bajka o chłopcu, który nie mył zębów'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-6361544827187846970</id><published>2008-10-24T08:10:00.000-07:00</published><updated>2008-10-24T08:12:53.434-07:00</updated><title type='text'>Jaś i potwór</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;Wera Sagan&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Dawno, dawno temu - a może nie tak dawno ? Bardzo, bardzo daleko, a może całkiem blisko był domek, w którym mieszkał chłopiec, co nie mył zębów, o imieniu Jaś. Mama mu mówiła myj zęby Jasiu, bo inaczej będziesz miał próchnicę, a Jaś nie słuchał mamy. A wiecie, dlaczego Jasiu nie mył zębów? Zdradzić wam ten sekret.&lt;br /&gt;Więc temu chłopcu wydawało się, że szczoteczka do zębów to straszliwy potwór, a kubek to rekin, a pasta do&lt;br /&gt;zębów to..... największy wąż na całym świecie. Jaś&lt;br /&gt;nawet bał się przechodzić koło łazienki, aż pewnego razu mama zauważyła, że chłopiec ma potworną próchnicę i poszła z nim do dentysty. A kiedy weszli do gabinetu, to Jaś się tak wiercił, że musieli go przypiąć pasami. Jasiowi wydawało się, że wiertło do borowania to smok, Który chce go połknąć?&lt;br /&gt;Jaś tak się przeraził, że się rozpłakał, ale na szczęście pan dentysta powiedział Jasiowi, że to tylko jego wyobraźnia tak działa... i od tej pory Jaś już zawsze mył zęby.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-6361544827187846970?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/6361544827187846970/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=6361544827187846970' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/6361544827187846970'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/6361544827187846970'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2008/10/ja-i-potwr.html' title='Jaś i potwór'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-2934325044645045274</id><published>2008-10-24T08:07:00.000-07:00</published><updated>2008-10-24T08:10:19.963-07:00</updated><title type='text'>Bajka o Robercie Szczoteczce</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff6600;"&gt;Wojtek  Zajączkowski&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Za drzewami, za domami żył sobie Robert Szczoteczka. Był bardzo miły i mądry. Robert poszedł do szkoły do pierwszej klasy i poznał Maćka Królikowskiego. Maciek był bardzo dobrym kolegą.&lt;br /&gt;Pewnego dnia Wychowawczyni, Pani Agnieszka powiedziała, że cała klasa za dwa dni pójdzie na badania zębów.&lt;br /&gt;Dwa dni później klasa pojechała do lekarza tramwajem numer 18. Na szczęście okazało się, że Pani Dentystka była miła dla dzieci. Ale Robertowi powiedziała, że ma wszystkie zęby popsute. Dlaczego? Na pytanie czy Robert myje zęby, chłopiec przyznał się ,że myje tylko raz na dwa dni. Pani doktor napisała informację dla rodziców Roberta.&lt;br /&gt;Robert i Maciek wracali do szkoły razem w parze i rozmawiali wizycie u lekarza. Maciek był bardzo podekscytowany, bo nie miał żadnych problemów z zębami. Robert przyznał się, że ma wszystkie zęby do leczenia. Przyjaciele myśleli co zrobić z tym kłopotem. Maciek obiecał, że pomyśli o tym w domu. Po lekcjach Robert opowiedział o wszystkim mamie. Mama bardzo się zmartwiła. Robert poszedł smutny spać. Następnego dnia Maciek dał Robertowi proszek i tajemniczym głosem wyjaśnił instrukcję. Robert musi rozsypać proszek pod dębem w świetle księżyca. Chłopiec nie dowierzał koledze, ale przez dwa dni szukał najbliższego dębu. Trzeciego dnia znalazł. Niestety deszcz padał całą noc. Następnej nocy Robert zaspał zmęczony.. Dopiero trzeciej nocy udało się Robertowi wymknąć z domu. Księżyc był w pełni. Robert wysypał proszek. Nagle z drzewa zeskoczyła wiewiórka i zapytała: „ Czego pragniesz?" Robert podskoczył!!! Odpowiedział, że chciałby mieć wszystkie zęby zdrowe. Wiewiórka odrzekła: „ Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem, ale stanie się to pod jednym warunkiem. Musisz myć zęby trzy razy dziennie. Inaczej życzenie się nie spełni." Potem coś pstryknęło. Robert znalazł się we własnym łóżku, w piżamie.&lt;br /&gt;Obudził się i powiedział o wszystkim swojej mamie. Okazał się, że zęby miał zdrowe. Teraz już nigdy nie zapominał o umyciu zębów, wiedział, że inaczej będzie miał znowu kłopoty.&lt;br /&gt;Maciek został najlepszym przyjacielem Roberta. Obaj chłopcy zostali dentystami, a Robert szczególnie lubił leczyć dzieci i przypominał im, żeby często myły zęby.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-2934325044645045274?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/2934325044645045274/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=2934325044645045274' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/2934325044645045274'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/2934325044645045274'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2008/10/bajka-o-robercie-szczoteczce.html' title='Bajka o Robercie Szczoteczce'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-7049079534178875514</id><published>2008-10-24T08:05:00.000-07:00</published><updated>2008-10-24T08:07:14.292-07:00</updated><title type='text'>O chłopcu, który nie mył zębów</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#993300;"&gt;Łukasz Szumigalski&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Był sobie chłopiec, który bardzo lubił słodycze. Mógłby jeść łakocie codziennie o każdej porze dnia, gdyby nie mama, która pilnowała syna. Zawsze mu powtarzała, że jedzenie słodyczy jest niezdrowe, lepiej zastąpić je owocami i warzywami, a do tego straszne psują zęby i, że trzeba je codziennie myć. Chłopiec nie słuchał mamy, podjadał czekoladki i cukierki, a wieczorem mówił, że właśnie umył zęby, co nie było prawdą. Pewnego razu w nocy chłopiec miał koszmarny sen. Śniło mu się jak bardzo bolą go zęby, że chodzą po nich robaczki -wyjadaczki. Rano, kiedy się obudził pierwsze, co zrobił to umył porządnie zęby, a mamę poprosił, aby poszła z nim do dentysty, bo chyba bolał go w nocy ząb.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-7049079534178875514?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/7049079534178875514/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=7049079534178875514' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/7049079534178875514'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/7049079534178875514'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2008/10/o-chopcu-ktry-nie-my-zbw.html' title='O chłopcu, który nie mył zębów'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-6658528320243615114</id><published>2008-10-24T08:02:00.000-07:00</published><updated>2008-10-24T08:05:20.421-07:00</updated><title type='text'>Bajka o chłopcu, który nie mył zębów</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#333399;"&gt;Gosia Maluga&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Był sobie chłopiec o imieniu Bartek, który nie lubił myć zębów. Rodzice&lt;br /&gt;ciągle go prosili, żeby je umył ale on tylko udawał, że to robi. Któregoś razu Bartkowi przyśniła się straszna rzecz. Ogromne robale atakowały jego zęby. Obgryzały je ze wszystkich stron. Gdy chłopiec chciał je odgonić one się tylko z niego śmiały. Mówiły do niego „Ty nie dbasz o swoje zęby a my takie brudne bardzo lubimy". Bartek chciał złapać za pastę i szczoteczkę, ale one się na niego obraziły i uciekały przed nim. Zaczął je bardzo prosić i obiecał, że nie będzie więcej oszukiwać ich i rodziców. Odezwała się szczoteczka „ będziesz mył ząbki rano i wieczorem?" a pasta dodała „oraz po każdym posiłku?". Bartek z płaczem odpowiedział, że tak. Robale na widok udobruchanej szczoteczki i pasty bardzo się wystraszyły i uciekły. Nagle Bartka obudziła mama bo strasznie krzyczał przez sen. Chłopiec od razu pobiegł do łazienki umyć zęby. Mył je dobre parę minut bez oszukiwania. Rodzice spojrzeli na siebie ze zdziwieniem i spytali go co mu się stało. „Mamo, tato - nic takiego tylko coś sobie i komuś obiecałem".&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-6658528320243615114?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/6658528320243615114/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=6658528320243615114' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/6658528320243615114'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/6658528320243615114'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2008/10/bajka-o-chopcu-ktry-nie-my-zbw.html' title='Bajka o chłopcu, który nie mył zębów'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-2362476126599722412</id><published>2008-10-24T08:00:00.000-07:00</published><updated>2008-10-24T08:01:58.018-07:00</updated><title type='text'>Decyzja  Marcina</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Nina Oszczanowska&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Był sobie pewien chłopczyk o imieniu Marcin, który bardzo nie lubił myć zębów i chodzić do dentysty. Pewnego dnia mama zawołała:&lt;br /&gt;-      „Marcin, idziemy do dentysty!"&lt;br /&gt;-      „Mamo, a musimy?"&lt;br /&gt;-      „Tak, kochanie. Musimy!"&lt;br /&gt;-      „Mamo, a mnie boli brzuch."&lt;br /&gt;-      „No dobrze, pójdziemy jutro."&lt;br /&gt;Następnego dnia rano mama powiedziała, że idą do dentysty, a chłopiec jakby nic - zaczął się cieszyć.&lt;br /&gt;-      „Synku, przecież nie lubisz chodzić do dentysty."&lt;br /&gt;-      „Wiem mamo, ale podjąłem decyzję, że raz kozie śmierć i jak trzeba, to pójdę!"&lt;br /&gt;W gabinecie pani doktor założyła mu plomby i powiedziała, że Marcin był bardzo grzeczny. Lekarka dała Marcinowi naklejkę z napisem: „Dzielny pacjent."&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-2362476126599722412?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/2362476126599722412/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=2362476126599722412' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/2362476126599722412'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/2362476126599722412'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2008/10/decyzja-marcina.html' title='Decyzja  Marcina'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-7980021282295763258</id><published>2008-10-21T10:34:00.000-07:00</published><updated>2008-10-21T10:35:00.844-07:00</updated><title type='text'>Baśniowy dom</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#666600;"&gt;Viktoria Jędrasik&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;      &lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Wyobraź sobie dużą,   zieloną  polanę  otoczoną pachnącym lasem, pośrodku stoi  piękny, drewniany domek.    Ma niewiele pomieszczeń,  znajduje się  w nim malutka kuchnia z dużym oknem , przez  które widać biegające konie po polanie .&lt;br /&gt;W wnętrzu domu jest pokoik dzienny z  tarasem, a także łazienka  z ogromną  wanną  - to  parter  bajecznego domku. Na piętro prowadzą drewniane schody i tam jest sypialnia.  Ma okno  w dachu, przez które codziennie rano wpadają promienie słońca .Na środku stoi duże wodne łóżko z puchową, różową pościelą .Wnętrze domku ozdobione jest różnokolorowymi kwiatami.   Każdej  każdej nocy śni mi się właśnie taki baśniowy domek . Myślę, że wkrótce przestanie to być  tylko snem, a rano obudzą mnie  promyki słońca wpadające przez okno w mojej sypialni.    &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-7980021282295763258?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/7980021282295763258/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=7980021282295763258' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/7980021282295763258'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/7980021282295763258'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2008/10/baniowy-dom.html' title='Baśniowy dom'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-2101794045905826002</id><published>2008-09-27T04:13:00.000-07:00</published><updated>2008-09-27T04:14:30.135-07:00</updated><title type='text'>Przygoda braci bliźniaków</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff6600;"&gt;Patryk Chrobot&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff6600;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Było sobie dwóch braci, którzy nazywali się Marcin i Przemek. Nauczyciele nigdy nie mogli ich odróżnić, a oni to wykorzystywali i na każdej lekcji siadali Marcin na miejscu Przemka, a Przemek na miejscu Marcina. Koledzy, gdy się z nimi bawili, mieli swoje sposoby by ich odróżnić. Na przykład patrzyli im w oczy. Przemka to rozśmieszało, a Marcina nudziło.&lt;br /&gt;Chłopcy lubili bawić się z kolegami po lekcjach, ale tego dnia nie mieli na to ochoty. Ten dzień zaczął się tak: ani Marcinowi ani Przemkowi nie smakowało śniadanie. Po lekcjach nie przyszli na podwórko, wymyślili, że zrobią sobie wycieczkę do lasu, nic nie mówiąc mamie. I poszli do lasu. Wzięli ze sobą picie, jedzenie i kąpielówki, gdyby było jezioro. Kąpali się, skakali, a wieczorem zatęsknili za mamą. Myśleli o niej, o tacie oraz co oni teraz robią. Marcin mówi do Przemka: „Idziemy dalej."&lt;br /&gt;Wiedzieli, że czeka ich ciężka wyprawa, ale nie mieli wyjścia. Chcieli wracać do domu, krzyczeli: „Ratunku!" Byli zmęczeni i chciało im się spać. Położyli się na trawie i zasnęli kamiennym snem.&lt;br /&gt;Obudzili się wcześnie rano. Zauważyli, że dookoła nich są tylko krzaki i drzewa. Sami nie wiedzieli, gdzie się znajdują. Po pewnym czasie Przemek przypomniał sobie, że to wczoraj wieczorem wyruszyli na wycieczkę i zgubili się w lesie.&lt;br /&gt;Na szczęście okazało się, ze Marcin miał w swoim zegarku kompas. Dzięki temu chłopcy odnaleźli drogę powrotną do domu. W tym czasie rodzice nie wiedzieli co robić,gdzie ich szukać, dzwonili do kuzynów, ale dzieci tam nie było . Zadzwonili do babci, ale tam też nie było chłopców, w końcu zadzwonili na policję i policja zaczęła ich szukać. Wkrótce wystraszeni chłopcy sami przyszli do domu. W domu przywitała ich ucieszona mama. Dała im obiad oraz wysłuchała ich opowieści o wycieczce i przygodach. Chłopcy byli bardzo zmęczeni, spakowali się na następny dzień do szkoły i od razu poszli spać. Ich tata wrócił z pracy późno. Chłopcy obudzili się, gdy usłyszeli tatę i jemu też opowiedzieli o swojej przygodzie w lesie. Rodzice cieszyli się, że chłopcy wrócili do domu cali i zdrowi. Marcin i Przemek mieli nauczkę, że nigdy nie wolno oddalać się od domu samemu, jeśli dorośli o tym nie wiedzą.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-2101794045905826002?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/2101794045905826002/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=2101794045905826002' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/2101794045905826002'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/2101794045905826002'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2008/09/przygoda-braci-bliniakw.html' title='Przygoda braci bliźniaków'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-3261019046759848916</id><published>2008-09-17T06:38:00.000-07:00</published><updated>2008-09-17T06:39:01.842-07:00</updated><title type='text'>Moje wakacje</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#cc33cc;"&gt;Agata Ćwiok&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt; Tegoroczne wakacje spędziłam nad morzem w miejscowości Pogorzelica. Pojechałam tam z rodziną w lipcu. Pogoda nam dopisywała przez cały turnus. Codziennie chodziłam na plażę i pływałam w morzu. Zwiedzałam to wspaniałe miasteczko.  Pod koniec pierwszego tygodnia wakacji pojechałam ciuchcią do Niechorza. Zwiedzałam tam latarnie morską i to miasteczko. Kupiłam sobie kilka pamiątek. W drugim tygodni wakacji pojechałam na wycieczkę do Rewala i Trzęsacza. W Rewalu byłam na plaży i p[poznałam bliżej to miasteczko. W Trzęsaczu zwiedzałam ruiny kościoła. Robiłam tam dużo zdjęć. Tegoroczne wakacje uważam za udane.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-3261019046759848916?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/3261019046759848916/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=3261019046759848916' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/3261019046759848916'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/3261019046759848916'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2008/09/moje-wakacje.html' title='Moje wakacje'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-8262474379388731747</id><published>2008-09-05T07:13:00.000-07:00</published><updated>2008-09-05T07:14:37.878-07:00</updated><title type='text'>Leśna przygoda</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#6633ff;"&gt;Nina Oszczanowska&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Tego dnia druhny obudziły nas wczesnym rankiem. Kiedy się ubraliśmy, zeszliśmy na śniadanie. Po śniadaniu wyszliśmy przed szkołę i zaczęła się wędrówka. Szliśmy dziesięć kilometrów, aż doszliśmy do stadniny, gdzie zjedliśmy obiad. Po obiedzie ruszyliśmy dalej, szliśmy jeszcze dwa kilometry i dotarliśmy do lasu nad jeziorem. Potem graliśmy w sztandary, a po grze była kolacja. Jak zjedliśmy kolację, rozpaliliśmy ognisko, przy którym śpiewaliśmy. Po ognisku byliśmy bardzo zmęczeni i poszliśmy spać do namiotów. Rano obudziło nas auto. Była to straż leśna. Strażnicy kazali nam opuścić teren, bo jak nie - to skierują nas na policję. Na szczęście udało nam się złożyć namioty, spakować się i opuścić las w piętnaście minut. Okazało się, że nie mieliśmy zgody właściciela lasu na rozbicie obozu. Do szkoły, w której mieściła się kolonia, wracaliśmy trzy godziny.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-8262474379388731747?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/8262474379388731747/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=8262474379388731747' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/8262474379388731747'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/8262474379388731747'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2008/09/lena-przygoda.html' title='Leśna przygoda'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-7688013593296712433</id><published>2008-09-04T07:34:00.000-07:00</published><updated>2008-09-04T07:35:36.352-07:00</updated><title type='text'>Przygoda na koniach</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#990000;"&gt;Ida Zarębska&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#990000;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Pojechałam na konie do nowej stadniny w Borowej Oleśnickiej. Jak byłam drugi raz w tej stadninie pojechałam do lasu na przejażdżkę na koniu o imieniu Pippi. Dojechałam aż do pałacu. Cały czas musiałam uważać, żeby Pippi nie dorwała się do trawy. Moja pani trener (Iga) szła obok mnie. Jak wróciłyśmy do stadniny pani Iga powiedziała, że do zimy będę jeździć do lasu na przejażdżkę.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-7688013593296712433?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/7688013593296712433/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=7688013593296712433' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/7688013593296712433'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/7688013593296712433'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2008/09/przygoda-na-koniach.html' title='Przygoda na koniach'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-6069423391107747840</id><published>2008-05-30T06:40:00.000-07:00</published><updated>2008-05-30T06:42:27.955-07:00</updated><title type='text'>CV</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#cc33cc;"&gt;Małgosia Stochmal&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#cc33cc;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;&lt;strong&gt;Dane osobowe:&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Imię i nazwisko: Ołbiniusz Mały&lt;br /&gt;Adres: Wrocław, Ołbin&lt;br /&gt;Telefon: zielona budka koło katedry&lt;br /&gt;Data i miejsce urodzenia: 25 maja 1008r. Wrocław&lt;br /&gt;Stan cywilny: kawaler&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;&lt;strong&gt;Wykształcenie:&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;1015-1020 nauka czytania w opactwie 1020-1030 ćwiczenia w pisaniu 1030-1040 nauka matematyki i łaciny&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;&lt;strong&gt;Doświadczenia zawodowe&lt;/strong&gt;:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;-Sto lat przepisywania ksiąg. -30 lat u garncarza -20 lat u stolarza -300 lat u piekarza -12 latu bednarza&lt;br /&gt;-300 lat przerwy w życiu zawodowym -Ostatnie 200 lat oprowadzam wycieczki&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;&lt;strong&gt;Nagrody i wyróżnienia:&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;-I nagroda w konkursie czytania&lt;br /&gt;-I nagroda w konkursie obliczania sum na czas&lt;br /&gt;-I nagroda w konkursie "Najlepszy piekarz Ołbina"&lt;br /&gt; -II nagroda w konkursie "Najlepsza balia na wyspie"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Znajomość języków obcych:&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;-Łacina&lt;br /&gt;-Polski&lt;br /&gt;-Czeski&lt;br /&gt;-Niemiecki&lt;br /&gt;-Angielski&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Kwalifikacje:&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;-Duże doświadczenie w wielu rzemieślniczych zawodach -Umiejętność plątania grzyw koniom -Umiejętność powożenia koniem -Znajomość języków zwierząt.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Zainteresowania:&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;-historia&lt;br /&gt;-matematyka&lt;br /&gt;-zwierzęta&lt;br /&gt;-książki&lt;br /&gt;-architektura&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-6069423391107747840?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/6069423391107747840/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=6069423391107747840' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/6069423391107747840'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/6069423391107747840'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2008/05/cv.html' title='CV'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-3019780271461991461</id><published>2008-05-30T06:38:00.000-07:00</published><updated>2008-05-30T06:40:19.864-07:00</updated><title type='text'>Ołbiniusz</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff6600;"&gt;Grzegorz Mańk&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff6600;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Niedawno do kilkudziesięciu wrocławskich krasnali dołączył jeszcze jeden "Ołbiniusz". Ołbiniusz przez ostatnie dziesięć lat żył na Zamku Książ. Dziesięć lat sprawiło, że znał go jak własną kieszeń, dlatego postanowił wyruszyć na poszukiwanie nowego miejsca zamieszkania. Gdy tak wędrował zobaczył górę Ślężę. Zachwycony jej wyglądem postanowił się tam osiedlić. Jednak była ona już zamieszkana przez kamiennego niedźwiedzia, który przepędził krasnala. Smutny Ołbiniusz wyruszył w dalszą drogę. Gdy tak wędrował ludzie opowiadali mu o wspaniałej, radosnej rodzinie krasnali, która zamieszkuje ulice Wrocławia. Uradowany tą wiadomością udał się do Wrocławia by ich odwiedzić. Gdy dotarł do miasta rozpoczął poszukiwania innych krasnali. Podczas spaceru po Rynku spotkał i zaprzyjaźnił się z wieloma skrzatami. Nawiązana przyjaźń skłoniła go do zostania we Wrocławiu. Zaczął szukać miejsca gdzie mógłby zamieszkać. Gdy przechodził niedaleko szkoły podstawowej nr 107 im. Piotra Włostowica usłyszał dźwięk dzwonów z kościoła Św. Michała Archanioła. Zauroczony piękną okolicą postanowił zamieszkać w szkole 107. Od tamtej pory można go spotkać w holu szkoły, gdzie opowiada swoje przygody i przeżycia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-3019780271461991461?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/3019780271461991461/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=3019780271461991461' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/3019780271461991461'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/3019780271461991461'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2008/05/obiniusz_30.html' title='Ołbiniusz'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-6944391024869042030</id><published>2008-05-26T10:29:00.000-07:00</published><updated>2008-05-26T10:30:10.240-07:00</updated><title type='text'>Ołbiniusz</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#cc33cc;"&gt;Estera  Ziółkowska&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Ołbiniusz (właśc. Olbinius Genialis) urodził się w 821 roku pod Krakowem. Jego matka nazywała się Walinnia, a ojciec - Monseriusz. Ołbiniusz miał jeszcze siostrę Mozillę, która zmarła tuż po urodzeniu na dziesiątkującą, wówczas małe dzieci śmiertelną chorobę zwaną gorozilą. Matka zajmowała się szyciem sukni dla krasnali. Sławę uzyskała po uszyciu szaty na ślub królewny Reni, pochodzącej ze znakomitego elfickiego rodu Serniramis. Ojciec zaś był znanym kowalem, który nie miał sobie równych w podkuwaniu elfickim koniom srebrnych podkówek. Dla przyjemności wyrabiał też znakomitą białą broń, gdyż jego wielkim marzeniem było zostać rycerzem. Swoją pasję przekazał Ołbiniuszowi, który od dziecka wykradał się z domu, aby oglądać turnieje krasnoludkowych rycerzy. Gdy Ołbiniusz skończył 120 lat, wydarzyło się coś, co wyznaczyło jego drogę życiową. Pewnej nocy na pogrążoną we śnie wioskę, w której mieszkał nasz bohater, napadł ogromny smok z gatunku drusilli. Gdy inne krasnale uciekały lub ginęły, Ołbiniusz nie zastanawiając się wiele odszukał miecz wykuty przez ojca i znienacka zaatakował potwora. Za uratowanie wioski król Orabiniusz Balbus II pasował go na rycerza. Tak spełniło się marzenie jego ojca. W wieku 450 lat (czas młodzieńczy) Ołbiniusz opuścił wioskę i już jako słynny rycerz -pogromca smoków - udał się w podróż. Wkrótce trafił do Wrocławia, gdzie uratował księżniczkę Valirię z rąk złoczyńców. Poślubił ją i osiedlił się w zbudowanym niedaleko Odry małym zamku. Okolica ta nazwana została Ołbinem, gdyż jego zasługi odbiły się szerokim echem na Dolnym Śląsku. Oprócz walki ze złem, Ołbiniusz znany był także z układania znakomitych bajek dla dzieci - niestety dziś już w większości zapomnianych. Opowieści te nigdy nie były spisywane, a jedynie opowiadane dzieciom przed zaśnięciem. Z braku ludzi chętnych do ich snucia, do dziś zachowały się jedynie urywki zapamiętane przez najstarsze babcie mieszkające na Ołbinie. Może odsłonięcie pomnika nakłoni kogoś do ich spisania. Ostatni raz nasz bohater był widziany, gdy wędrował świtem nad Odrą. Kto wie, być może dowiedział się, że w naszej szkole ma stanąć jego pomnik. Może też wciąż stoi na straży dobra i służy nam pomocą w walce ze złem.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-6944391024869042030?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/6944391024869042030/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=6944391024869042030' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/6944391024869042030'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/6944391024869042030'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2008/05/obiniusz.html' title='Ołbiniusz'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-1422788209053797153</id><published>2008-05-25T04:58:00.000-07:00</published><updated>2008-05-25T05:03:25.960-07:00</updated><title type='text'>Ołbiniusz z SP 107</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(255, 0, 0);"&gt;Nikola Biały&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="color: rgb(51, 204, 0);font-size:130%;" &gt;&lt;span style="line-height: 115%;font-family:'Times New Roman','serif';" &gt;Ołbiniusz to krasnoludek mądry, pilny, grzeczny. Jest taki jak powinien być każdy uczeń. Patrzy optymistycznie na świat. Czyta bardzo dużo książek, jest honorowym gościem biblioteki. Jego ulubiona książka to Królewna Śnieżka i siedem krasnoludków. Ma niebieskie oczy i pięćdziesiąt centymetrów wzrostu.Bardzo lubi naleśniki z serem lub dżemem.Zawsze ma zadania domowe i za każdym razem jest przygotowany do lekcji. Jego ulubiony przedmiot w szkole to wychowanie fizyczne i matematyka .Ołbiniusz został dwa razy z rzędu przewodniczącym szkoły. Spędza wolny czas z przyjaciółki i na odwiedzaniu innych wrocławskich krasnoludków. Zaprzyjaźnił się z Rzeźnikiem i Syzyfkami. Ołbiniusza lubi wiel&lt;/span&gt;&lt;span style="line-height: 115%;font-family:'Times New Roman','serif';" &gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="line-height: 115%;font-family:'Times New Roman','serif';" &gt;e osób. Jego ulubionymi grami planszowymi są scrabble i szachy. Ołbiniusz to bardzo fajny wrocławski krasnal .Cieszy się dużą popularnością.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 10pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;span style="line-height: 115%;font-family:'Times New Roman','serif';font-size:100%;"  &gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-1422788209053797153?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/1422788209053797153/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=1422788209053797153' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/1422788209053797153'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/1422788209053797153'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2008/05/obiniusz-z-sp-107.html' title='Ołbiniusz z SP 107'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-7588437744514922202</id><published>2008-05-12T10:06:00.000-07:00</published><updated>2008-05-12T10:10:27.637-07:00</updated><title type='text'>Melaszek</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 102, 0);"&gt;Mela Furmaniak&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="color: rgb(51, 255, 51);font-size:100%;" &gt;Cześć! Mam na imię Melaszek. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p style="color: rgb(51, 255, 51);"&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(51, 255, 51);font-size:100%;" &gt;Jestem krasnoludkiem słupnikiem. Urodziłem się na górze „Elektra”, na której mieszkają same krasnoludki - elektrycy. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;Na jej szczycie są trzy elektrownie i osiem warsztatów, w których naprawia się wiele krasnoludzkich sprzętów. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;Moja rodzina ma swój własny warsztat „ELEKTRYCZEK”. Gdy byłem mały, pomagałem tam mamie i tacie w naprawianiu drobnych usterek. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;Gdy dorosłem, przeniosłem się na Rynek Wrocławia. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;Założyłem swój zakład naprawczy „MELASZEK” pod kamieniczką „Jaś”. Niestety, wtedy we Wrocławiu było niewiele krasnoludków, więc warsztat zamknięto. Było mi tak smutno, że z powrotem wróciłem na górę Elektrę, aby pomagać rodzicom w dalszej pracy. I wtedy poznałem Maję. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;Maja to śliczna krasnoludka. Jej rodzice założyli jedną z trzech elektrowni na Elektrze. Ożeniłem się z Mają i wróciliśmy razem na Rynek Wrocławia do mojego starego zakładu „MELASZKA” i zmieniliśmy nazwę na „MELASZEK I MAJA”. Świetnie nam się powodziło. Coraz więcej krasnoludków prosiło nas o naprawę, pomoc czy radę. Wkrótce zamieniliśmy zakład na większy i zajmowaliśmy się także naprawą lamp - domków innych krasnali. Ja mam domek na słupie elektrycznym, a Maja na drugim obok mnie. W nocy schodzimy z nich i naprawiamy słupy - domki innych krasnoludków.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;Jesteśmy bardzo szczęśliwi i dobrze nam się żyje we Wrocławiu.&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(51, 255, 51);font-size:85%;" &gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify; color: rgb(51, 255, 51);"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-7588437744514922202?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/7588437744514922202/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=7588437744514922202' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/7588437744514922202'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/7588437744514922202'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2008/05/melaszek.html' title='Melaszek'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-5460019269532482021</id><published>2008-04-25T07:38:00.000-07:00</published><updated>2008-04-25T07:40:02.388-07:00</updated><title type='text'>Krasnal Ogrodnik</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#cc33cc;"&gt;Agnieszka Kmieciak&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Krasnal Ogrodnik  ma długą, prostą srebrno -białą brodę i mały okrągły nos. Nosi czerwone ogrodniczki, niebieską bluzkę, czarne buty i żółty kapelusz. Ogląda kwitnące forsycje. Prawie nigdy nie rozstaje się ze swoją fioletową konewką i grabiami. Najczęściej można go zobaczyć w Ogrodzie Botanicznym, gdzie opiekuje się kwiatami i innymi różnymi roślinami .Podlewa rośliny , wyrywa chwasty, nawozi ziemię do kwiatów i dogląda je w czasie zimy .Czasami opuszcza Ogród Botaniczny i odwiedza działki innych ludzi, ponieważ w tej porze roku rośliny przebudzają się ze snu  zimowego i potrzebują większej opieki by rozwijać się prawidłowo. Jego ulubionymi roślinami są  forsycje, drzewa akacjowe i krzewy bzu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-5460019269532482021?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/5460019269532482021/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=5460019269532482021' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/5460019269532482021'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/5460019269532482021'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2008/04/krasnal-ogrodnik.html' title='Krasnal Ogrodnik'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-1902065576194264209</id><published>2008-04-25T07:37:00.000-07:00</published><updated>2008-04-25T07:38:46.369-07:00</updated><title type='text'>Krasnal Kamieńczyk</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#006600;"&gt;Daria Kaciczak&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#006600;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Krasnal Kamieńczyk ma czerwoną czapeczkę na czubku głowy. Ma białą pierzastą bluzkę a na niej piękny, brązowy sweterek. Ubrany jest w żółte  spodnie. Na stopach ma brązowe buciki z zaokrąglonymi czubkami. Jedną nogę trzyma na kolorowym domku zaś drugą ma opuszczoną. Patrzy przed siebie i jest uśmiechnięty. Krasnoludek lubi skakać po domkach i kamienicach. Potrafi on ozdabiać mury kamienic. Jest miłym skrzatem, który pomaga ludziom utrzymać kamienice w dobrym stanie.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-1902065576194264209?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/1902065576194264209/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=1902065576194264209' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/1902065576194264209'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/1902065576194264209'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2008/04/krasnal-kamieczyk.html' title='Krasnal Kamieńczyk'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-605426226365646242</id><published>2008-04-25T07:36:00.000-07:00</published><updated>2008-04-25T07:37:44.472-07:00</updated><title type='text'>Krasnal Ołbinek</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffcc00;"&gt;Witek Oszczanowski&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Cóż… Co o nim mogę powiedzieć? Na pewno to, że w przeszłości był osobistym sługą Piotra Włostowica. W naszej szkole jest już 900 lat! A wszystko przez to, że nadal uznaje tutejszą władzę Piotra Włostowica.Ołbinek chronił go swym ostrym jak brzytwa mieczem. Nie posiadał tarczy, gdyż wszystkich przeciwników pokonywał,  gdy ci nie zdążyli mrugnąć. Jest bardzo silny.Podobno w przeszłości pokonał w zapasach górskiego trolla!Teraz jego głównym zajęciem jest zaczepianie przechodniów i spanie. Nie ma już kogo chronić, mówią mu to wszyscy, ale on i tak nie zwraca na nich uwagi.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-605426226365646242?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/605426226365646242/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=605426226365646242' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/605426226365646242'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/605426226365646242'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2008/04/krasnal-obinek.html' title='Krasnal Ołbinek'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-73146746027534739</id><published>2008-04-21T10:11:00.000-07:00</published><updated>2008-04-21T10:13:21.411-07:00</updated><title type='text'>Dom, w którym straszy</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#3366ff;"&gt;Karolina Krzykawiak&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Dom, który opisuję znajduje się w odległej krainie, tak mrocznej, strasznej i ciemnie, że włosy stają dęba. Powiadają, że nikt żywy  do tej pory z tego domu nie  powrócił. Gdy zbliżysz się do domu widma, lęk ściska za gardło.  Dom w którym strasz jest z drewna, z wyjątkiem dachu. Dach pokrywają szczerbate dochówki.  Okna są zabite deskami. Gdy się do niego wchodzi, drzwi skrzypią tak  przeraźliwie, że ciarki przechodzą po plecach. Dom jest dwupiętrowy. Na górze są drzwi prowadzące do trzech pokoi. W pierwszym pokoju  jest łóżko z zapleśniałymi kocami i stare mosiężnie biurko, z którego  wysuwają się z przeraźliwym hukiem szuflady. W drugiej zaś łazienka. Zamiast wody z kranów leci czarna maź. Straszne lustro pokazuje  strachy i widma. W trzecim pomieszczeniu jest kuchnia. Gdy usiądziesz na krzesłach przy stole, łamią się one z przeraźliwym jękiem. Gdy zobaczysz ten dom, uciekaj póki możesz.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-73146746027534739?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/73146746027534739/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=73146746027534739' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/73146746027534739'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/73146746027534739'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2008/04/dom-w-ktrym-straszy_21.html' title='Dom, w którym straszy'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-3851447529657422304</id><published>2008-04-21T10:10:00.001-07:00</published><updated>2008-04-21T10:10:54.783-07:00</updated><title type='text'>Straszny dom</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#cc0000;"&gt;Natalia Warzecha&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#cc0000;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Wyobrażałam sobie dom, w którym straszy tak, że można by  spanikować. Ten dom znajdował się w bardzo ciemnym lesie i był  ogromny. Ściany miały różny  kształt i  pomalowane były n ciemne  kolory. Całe szczęście, że mój dom wygląda inaczej. Zamiast stołu, były dwa kościotrupy w kształcie ławy. A szafę podmieniono na zmiennokształtnego potwora. Za każdym razem, gdy wchodziło się do tego domu, odczuwało się lęk. W lusterku zamiast własnego odbicia widać było koszmary ze snu lub z myśli. Wtedy odczuwało się największe przerażenie. W tym domu słychać dziwne dźwięki choć nikogo tam nigdy  nie było. Okna z niedomykającymi się okiennicami przeraźliwie skrzypiały.  W nocy  słychać klekot kościotrupów, a w ogrodzie szczęk łańcuchów. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-3851447529657422304?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/3851447529657422304/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=3851447529657422304' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/3851447529657422304'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/3851447529657422304'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2008/04/straszny-dom.html' title='Straszny dom'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-7606426033333451879</id><published>2008-03-26T04:38:00.000-07:00</published><updated>2008-03-26T04:40:32.574-07:00</updated><title type='text'>Krasnoludek Ciekawek</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffcc00;"&gt;Agata Walulik&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Pewnego razu Krasnoludek Ciekawek dostał od Krasnoludka Życzliwka, który mieszka na placu Gołębim we Wrocławiu , pocztówkę ze stolicy Dolnego Śląska. Ciekawek przeczytał takie oto pozdrowienia: „  Drogi Ciekawku! Zapraszam Cię do Wrocławia. Tutaj jest bardzo ładnie i bardzo ciekawie – akurat dla Ciebie. Pozdrawiam od reszty Krasnoludków. Życzliwek.”  Gdy Ciekawek przeczytał pozdrowienia , obejrzał uważnie pocztówkę. Zobaczył na niej same dziwy i wtedy postanowił szybko wyruszyć w drogę. Pozałatwiał tylko wszystkie swoje sprawy   w Krasnoludkowej Krainie, pożegnał się z innymi Krasnoludkami i wsiadł do samolotu.  W samolocie czytał przewodnik po  Wrocławiu. Dowiedział się, ile jest mostów we Wrocławiu – aż zakręciło mu się od tego w głowie. Poza tym , ile jest kościołów, jak dużo jest parków, co lubią robić Wrocławianie i że DZIECI UWIELBIAJĄ KRASNOLUDKI.  Ciekawek patrzył i patrzył na wszystko    z samolotu  i nie mógł się doczekać, kiedy wszystko zwiedzi.  Lecąc  samolotem , Ciekawek był w kabinie pilotów swojego zaprzyjaźnionego pilota. Powiedział on Ciekawkowi, że  we Wrocławiu w roku 2012 będzie bardzo, bardzo ciekawie – akurat dla niego.  A wszystko  z powodu EURO 2012, czyli Europejskich Mistrzostw w Piłce Nożnej.   Dlatego po wylądowaniu postanowił spotkać się ze wszystkimi Krasnoludkami, zwiedzić miasto i wrócić na lotnisko, i tam zamieszkać.  A wszystko po to, żeby dowiedzieć się, ile osób przybywa i jeszcze przybędzie  do Wrocławia ,  i ilu kibiców będzie na EURO 2012.  Ciekawek mieszka na Wrocławskim Lotnisku, a jak spotka się z Wami, to na pewno o coś zapyta. On jest zawsze czegoś ciekaw.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-7606426033333451879?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/7606426033333451879/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=7606426033333451879' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/7606426033333451879'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/7606426033333451879'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2008/03/krasnoludek-ciekawek.html' title='Krasnoludek Ciekawek'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-8559647230120544758</id><published>2008-03-11T12:00:00.000-07:00</published><updated>2008-03-11T12:02:27.534-07:00</updated><title type='text'>Piękna ogrodniczka</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff6600;"&gt;Gosia Sobczuk &lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Dawno, dawno temu za górami, za lasami żyła sobie piękna, złotowłosa ogrodniczka. Mieszkała w małej, drewnianej chacie.   Pewnego dnia zadzwonił jej telefon. Podeszła, odebrała go i bardzo się uradowała. Dzwonił książę z pobliskiego królestwa. Był to przystojny, umięśniony, rudowłosy mężczyzna. Mieszkał w pięknym ceglanym pałacu otoczonym gęstym lasem, zieloną trawą i kryształowa rzeką.- Jest pani tam? - zapytał książę.- Tak, tak, zamyśliłam się trochę - odpowiedziała szybko. - Jestem książę Fryderyk…- Ja jestem ogrodniczka Esmeralda - przerwała mu.- Dobrze, dobrze, ale wolałbym, gdyby mi pani nie przerywała, więc…- Oczywiście, już nie będę Waszej wysokości przerywała.- Dziękuję! - zezłościł się książę.- Chciałem zapytać, czy mogłaby Pani zaopiekować się moimi roślinami?- Ta, tak, oczywiście! - ucieszyła się ogrodniczka.- Dobrze, więc proszę się stawić w moim pałacu o godzinie dziesiątej.- Oczywiście, będę.- Do widzenia - rzekł Fryderyk.- Do jutra, znaczy do widzenia - poprawiła się Esmeralda.Całą noc nie mogła spać. Była strasznie podekscytowana, ale niepokoiło ją jedno. To, że książę nie wydawał się zbyt sympatyczny. Zasnęła około godziny szóstej nad ranem. Obudziła się o godzinie ósmej i była strasznie nieprzytomna. Miała tylko dwie godziny, więc szybko się umyła i ubrała w nowe ubrania. W pałacu było równo o dziesiątej i od razu wzięła się do roboty. W południe, gdy było bardzo gorąco, Esmeralda udała się do kuchni, aby poprosić o coś do picia. Spotkała tam Fryderyka, więc zapytała, czy może się napić. Książę podał jej kubek z wody i chciał coś powiedzieć, ale szybko się powstrzymał. Esmeralda wypiła wodę i zapytała: Co chciał mi pan powiedzieć? - Ja? Ja chciałem powiedzieć, że jest pani bardzo piękna - odrzekł Fryderyk.- Dziękuję - uśmiechnęła się Esmeralda. - Czy moglibyśmy przejść na „ty”? - zaproponował- Oczywiście, Esmeralda.- Fryderyk.- Muszę wracać do pracy. Do widzenia.- Do widzenia, Esmeraldo.Kilka dni nie rozmawiali ze sobą, lecz pewnego dnia Fryderyk podszedł do Esmeraldy. Ogrodniczka wstała, a on wtedy wziął jej ręce i wyznał jej miłość. Esmeralda była bardzo zaskoczona, ale również zakochana.   Kilka lat później Esmeralda i Fryderyk wzięli ślub, a teraz czekają na dziecko, które niedługo przyjdzie na świat.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-8559647230120544758?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/8559647230120544758/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=8559647230120544758' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/8559647230120544758'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/8559647230120544758'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2008/03/pikna-ogrodniczka.html' title='Piękna ogrodniczka'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-8921222580858181874</id><published>2008-03-05T05:40:00.000-08:00</published><updated>2008-03-05T05:44:14.759-08:00</updated><title type='text'>Rodzinka krasnalkowa</title><content type='html'>&lt;span style="color:#cc33cc;"&gt;&lt;strong&gt;Alicja &lt;/strong&gt;&lt;strong&gt;Chrzan&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color:#9999ff;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#9999ff;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Krasnal Wilklinka&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Pozwólcie, że przedstawię Wam moją przyjaciółkę. Jest Ona wyjątkową postacią, ponieważ jest krasnalem - dziewczynką. Ma na imię Wilklinka. Mieszka w naszym mieście od wielu stuleci i pamięta czasy kiedy, z małej osady powstawało miasto. Wówczas we Wrocławiu mieszkało mnóstwo krasnali, które bardzo pomagały mieszkańcom w budowaniu grodu. Rodzina Wiklinki zajmowała się wytwarzaniem różnych pięknych przedmiotów z wikliny. Wspaniałe kosze, dzbany, podstawki i całe mnóstwo ozdób zawsze można było dostać od tych pracowitych krasnali. Minęło wiele lat, ale Wiklinka jest nadal wesołą dziewczynką, która ma wielu przyjaciół. Mieszka w niewidzialnym domku na ulicy Koszykowej i chętnie spotyka się z dziećmi. Ma zaczarowany koszyk, do którego wsiada, kiedy chce do kogoś polecieć. Wiklinka ma dziesięciu braci i zawsze była wśród nich największym rozrabiakiem. Lubi chodzić w spodniach, bo to ułatwia włażenie na drzewa i szybkie bieganie. Nosi krótkie włosy i czerwoną czapeczkę na cześć Mikołaja, któremu przed Świętami chętnie pomaga roznosić prezenty. Jak na krasnala przystało Wiklinka nosi czerwone bluzeczki i długi kaftan w kolorze żółtym, bo najbardziej na świecie lubi kolor słońca. Zimą łatwiej się z nią spotkać w domu, ale wiosnę i lato spędza nad Odrą. Tam podziwia przyrodę, spotyka się z innymi krasnalami, wyszukuje najwspanialsze wiklinowe gałązki i patrzy jak pięknieje nasze miasto.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#3366ff;"&gt;Michał Łuźniak&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;&lt;strong&gt;Krasnal Tija&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mój krasnoludek nazywa się Tija. Lubi się stroić, malować, tańczyć i chodzić na bale.&lt;br /&gt;Jest opiekunką sali balowej i zabaw tanecznych dla dzieci. Mieszka w malutkiej wiosce w piwnicy remizy, w której organizowane są zabawy i bale. Gdy we wsi jest zabawa dla dzieci, Tija koniecznie musi tam być. Lubi przyglądać się jak dzieci tańczą podziwiać ich piękne stroje. Gdy tylko zauważy jakieś smutne dziecko siedzące w kącie zaraz idzie je pocieszać. Szepcze im do ucha czarodziejskie zaklęcia i wtedy dzieci robią się wesołe i zaczynają zabawę.&lt;br /&gt;Kiedy bal się kończy dzieci wracają do domu i opowiadają że widziały krasnoludka, który ich zaczarował. Gdy sala pustoszeje Tija zaprasza inne krasnoludki do zabawy. Po zakończeniu tańców zmęczona Tija wraca do domku w piwnicy i marzy o następnym pięknym balu i o czarach, przez które dzieci stają się szczęśliwe.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#993300;"&gt;Roksana Wójs&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;&lt;strong&gt;Krasnal Maja&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam na imię Maja i jestem krasnalem. Mam czerwoną spódniczkę, turkusowo złotą bluzkę, czarno żółtą czapeczkę w kwiatki, zielono srebrne włosy, czarne oczy i różowe ustaJestem miła i przyjacielska. Bardzo często się uśmiecham. Chętnie pomagam innym, w mojej krainie zostałam nazwana opiekunką zwierząt, na miejscu tego stanowiska czuję się wspaniale i dobrze sobie radzę. Moimi najlepszymi przyjaciółmi są: Meli, Simalia, Bartoszek, Łukasiek. Uwielbiam tańczyć i śpiewać, mój ulubiony taniec to „ Hopsa hopsa hop hop hop", a piosenka to „ Krasnalka Rusałka".&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-8921222580858181874?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/8921222580858181874/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=8921222580858181874' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/8921222580858181874'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/8921222580858181874'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2008/03/rodzinka-krasnalkowa_5193.html' title='Rodzinka krasnalkowa'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-6452045623173372891</id><published>2008-03-05T05:35:00.000-08:00</published><updated>2008-03-05T05:40:03.920-08:00</updated><title type='text'>Rodzinka krasnalkowa</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;Hania Sicińska&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;&lt;strong&gt;Krasnal Obserwatorek&lt;/strong&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Mój krasnoludek ma na imię Obserwatorek. Długo szukał miejsca zamieszkania aż w końcu je znalazł. Jest to Mostek Czarownic, który znajduje się pomiędzy wieżami kościoła pod wezwaniem św. Marii Magdaleny.&lt;br /&gt;Jak jego imię wskazuje, Obserwatorek obserwuje Wrocław i opiekuje się nim. Dzięki swojej lornetce, z którą nigdy się nie rozstaje, ma wiele ciekawych spostrzeżeń. Interesuje się zabytkami i dużo o nich wie.&lt;br /&gt;Z Mostka Czarownic ma dobry widok na całe Stare Miasto. Zna on wiele legend i opowieści związanych z Wrocławiem. Zawsze chętnie służy radą i pomocą władzom Wrocławia, strażnikom miejskim oraz konserwatorom zabytków. Bacznie obserwuje rozwój tego pięknego miasta.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#999900;"&gt;Zuzia Tarnawska&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;&lt;strong&gt;Krasnal Fiołeczka&lt;/strong&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Moja kukiełka krasnoludka ma na imię Fiołeczka.&lt;br /&gt;Jest ona leśnym weterynarzem.&lt;br /&gt;Jako lekarz pomaga zwierzętom.&lt;br /&gt;Opiekuje się nimi i dba o ich zdrowie.&lt;br /&gt;Gdy , na przykład ptak złamie skrzydło albo sarna nogę.&lt;br /&gt;Zakłada opatrunek lub zakłada gips.&lt;br /&gt;Leśne zwierzęta bardzo ją lubią.&lt;br /&gt;Czują się z nią bezpieczne.&lt;br /&gt;Fiołeczka mieszka w dziupli w starym dębie.&lt;br /&gt;Wszyscy leśni mieszkańcy doskonale znają drogę do jej domu.&lt;br /&gt;Jej największą przyjaciółką jest wiewiórka Ruda Kita.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#339999;"&gt;Aleksandra Ciesielska&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;&lt;strong&gt;Krasnal Malwina&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja krasnoludka nazywa się Malwina. Ma duże błękitne oczy, ładne usta, mały nos i krótkie włosy. Jej sukienka jest kolorowa . Mieszka w lesie, jej domek stoi przy starym dębie koło, którego płynie strumyk. W domku ma kilka myszy i dwie papugi. Wnętrze domu jest ładne. Lubi podlewać roślinki w swoim ogródku. Bardzo lubi huśtać się na swojej huśtawce i skakać po drzewach. Najbardziej lubi opiekować się zwierzętami i uprawiać różne sporty. Na co dzień chodzi do przyjaciółki i razem uczą się. Jest bardzo dobra w matematyce . Ma wielu przyjaciół, którzy zawsze pomagają w potrzebie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#006600;"&gt;Tomek Wieczorek&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#006600;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Krasnal Mikuś&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Zastanawiałem się, czy krasnale istnieją naprawdę? Jeśli tak, to jak żyją, jak wyglądają,&lt;br /&gt;co robią itd.&lt;br /&gt;Pewnego dnia pomyślałem, że stworzę własnego krasnoludka. Mój krasnal ma na imię Mikuś. Powstał ze zwykłej drewnianej łyżki. Ma duże, piękne, błękitne oczy. Krasnale zawsze kojarzyły mi się z wesołymi i pogodnymi stworzonkami, a więc mój Mikuś ma uśmiech od ucha do ucha. Jest niewielkiego wzrostu. Ma około trzydziestu centymetrów. Potrzebował ubranka. Nie była to prosta sprawa, ale z niewielką pomocą mamusi wziąłem się do pracy. I tak uszyłem mu granatową bluzkę z żółtymi guzikami, żółtym pasem oraz czerwone spodnie. Na głowie, jak na krasnala przystało, ma czapkę w niebieskim kolorze.&lt;br /&gt;Mikuś bardzo lubi pić sok jagodowy i zajadać jeżyny. Z okazji różnych świąt mój krasnoludek dostaje swoje ulubione danie, czyli tort malinowy. Interesują go książki przyrodnicze, a szczególnie te o grzybach oraz drzewach.&lt;br /&gt;Jego cała rodzina pewnie mieszka gdzieś w lesie. Takie informacje można przeczytać w bajkach,. Natomiast mój Mikuś mieszka ze mną, bo jest wyjątkowym krasnalkiem. Sam go stworzyłem a on rozwesela mnie, gdy tylko tego potrzebuję. Zastanawiam się jak on to robi, że zawsze jest uśmiechnięty? Jest świetnym przyjacielem. Słucha o wszystkich moich sprawach. Czasami wydaje mi się, że nawet mi odpowiada.&lt;br /&gt;Trudno stwierdzić, czy na świecie są te małe ludziki. Jedno jest pewne Mlikuś istnieje naprawdę. Jeśli chcesz możesz go zobaczyć. Zapraszam...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#330099;"&gt;Paweł Sitarz&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;&lt;strong&gt;Jagódek - król wrocławskich krasnoludków&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mój krasnoludek ma na imię Jagódek. Jest królem wszystkich wrocławskich krasnoludków. Mieszka na obrzeżach Wrocławia w głębi lasu pod krzaczkiem jagód.&lt;br /&gt;Strzeże granic lasu i pomaga ludziom, którzy zabłądzili, służy też pomocą innym krasnoludkom.&lt;br /&gt;Ratuje chore i cierpiące zwierzęta szczególnie te, które zostały złapane przez kłusowników. Ma więc na głowie poważne obowiązki.&lt;br /&gt;Jesienią przygotowuje sobie mały domek na zimę, robi go z liści i patyków. Zimę spędza mieszkając w sąsiedztwie pana kreta- Czarnuszka.&lt;br /&gt;Wiosną gdy przyroda budzi się do życia, wybiera się na długie spacery do wrocławskiego Rynku. Tam spotyka swoich przyjaciół.&lt;br /&gt;Jagódek to serdeczny, życzliwy, o dobrym sercu krasnoludek.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-6452045623173372891?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/6452045623173372891/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=6452045623173372891' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/6452045623173372891'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/6452045623173372891'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2008/03/rodzinka-krasnalkowa_05.html' title='Rodzinka krasnalkowa'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-1911087761889117086</id><published>2008-03-05T05:29:00.000-08:00</published><updated>2008-03-05T05:34:39.619-08:00</updated><title type='text'>Rodzinka krasnalkowa</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Michał Chrzanowski&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Krasnal Karolcia&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Mój krasnoludek nazywa się Karolcia.&lt;br /&gt;Karolcia ma czerwone włosy ^niebieskie oczy, &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;różową,spódnicę i białą, chustę w czerwone grochy.&lt;br /&gt;Karolcia zajmuje się opieką nad małymi zwierzątkami,&lt;br /&gt;prowadzi leśne przedszkole, jest osobą wesołą i bardzo&lt;br /&gt;życzliwą, mieszka w dębowej dziupli w lesie.&lt;br /&gt;Jest opiekunką wszystkich małych zwierząt.&lt;br /&gt;Jej najlepszym przyjacielem jest mały jeżyk&lt;br /&gt;Miguś,który jest bardzo pomocny w opiece&lt;br /&gt;nad maluszkami.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Klaudia Sobkowicz&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;&lt;strong&gt;Krasnoludek Opiekunek&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Mój krasnoludek nazywa się Opiekunek. Zajmuje się opieką nad moim młodszym braciszkiem Kacperkiem. Pilnuje, żeby Kacperek nie zrobił sobie krzywdy, nie upadł i nie uderzył się. Pomaga Kacperkowi sprzątać i układać zabawki, a jeśli Kacper zepsuje jakąś zabawkę pomaga mu ją naprawić.&lt;br /&gt;Ubrany jest w koszulę w czerwono-zieloną szkocką kratkę z długimi rękawami, z której wystaje duży brzuch. Koszula przepasana jest czerwonym paskiem z czarną klamrą. Na nogach ma ubrane krótkie czerwone spodenki, pod nimi zielone rajstopy, a na stopach czarne buty. Na głowie ma czapkę z dużym białym pomponem. Krasnoludek w lewej rączce trzyma białą świeczkę. W nocy, kiedy cała moja rodzina śpi, zapalają i szuka zagubione, lub schowane przez Kacpra zabawki. Pewnego dnia, Kacperek pozdejmował z kół trzech swoich czerwonych aut Ferrari wszystkie opony i bawił się nimi. Po skończeniu zabawy okazało się, że kilka opon brakuje. W nocy, kiedy wszyscy już spali, Opiekunek odszukał brakujące opony i pozakładał je na koła aut. Na następny dzień, wszyscy się zdziwili, że autka Kacperka mają kompletne koła i zastanawiali się, w jaki sposób one się tam znalazły. Ja wiedziałam, że zrobił to Opiekunek.&lt;/p&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#6633ff;"&gt; Dominika Cebulak &lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;span style="color:#6633ff;"&gt;&lt;strong&gt;Krasnal Pracuś&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Mój krasnoludek nazywa się Pracuś. Nazywa się tak dlatego, bo cały czas pomaga różnym ludziom jak mają jakiś kłopot w domu lub na dworze. W domu pomaga w malowaniu , w elektryce, w hydraulice . Na dworze pomaga w sadzie, w ogrodzie , naprawia płoty , dachy . Potrafi nawet naprawić każdy samochód . Pracuś opiekuje się ludźmi, których znajduje na drodze . Jest bardzo miły . Jak wiecie mój krasnoludek cały czas pracuje i pracuje . Bo bardzo lubi pracę . Trochę dziwnie to zabrzmi, ale Pracuś urodził się po to aby cały czas pracować i pomagać ludziom . Powiem wam szczerze , że mój krasnoludek może sam zbudować dom . Pracuś nosi pasek, w którym ma różne narzędzia między innymi: piłę, młotek, różne śrubokręty . Ma także pudełko , w którym jest wiele różnych rzeczy tak jak : wiertarka, wkrętarka . I tak opowiedziałam wam o moim przyjacielu.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#6633ff;"&gt;&lt;strong&gt;TOMASZ CHOJNACKI&lt;/strong&gt; &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;span style="color:#6633ff;"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;&lt;strong&gt;Krasnal Informatyk &lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;span style="color:#6633ff;"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Mój krasnoludek ma na imię Informatyk. Tak go nazwałem ponieważ ,gdy włączam komputer to zawsze mi podpowie co mam zrobić. Nie było takiego dnia ,aby mi nie opowiedział wszystkich wiadomości jakie przeczytał w internecie i gazecie. Informatyk nie lubi tylko wirusów a bardzo lubi kolegę z bardzo dobrą pamięcią i oczywiście ma bardzo dużo przyjaciół. A gdy wracam ze szkoły to zawsze siada na oknie i spogląda na automatyczny zegarek a gdy już mnie widzi to szybko zeskakuje z okna i krzyczy do mamy i taty, że idę. Ale jednak Informatyk nigdy nie zapomni o obowiązkach jak ja zapomnę o lekcjach i innych rzeczach to mi przypomni. Informatyk ma niebieskie spodnie, czerwoną koszulkę i brązowe buty.Krasnoludek mieszka w moim mieszkaniu a śpi w wielkim kartonie, gdzie ma trzy pokoje, garderobę, przedpokój ,kuchnie, łazienkę i schowek. W schowku trzyma sprzęt sportowy. Informatyk jest bardzo wysportowany. Moj Informatyk bardzo lubi podróżować w swoim samochodzie Bugatti Veyron po całej Polsce.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;Marcin Chrąchol&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;&lt;strong&gt;Krasnal Pracowitek&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Mój krasnoludek ma na imię Pracowitek. Mieszka w małym domku wydrążonym w pniu starego drzewa. Nosi czerwony kubraczek i czerwoną czapeczkę. Ma zielone oczy i długą siwą brodę.Jest zawsze wesoły i pogodny. Uśmiech ciągle gości na jego twarzy. Jest bardzo, bardzo opiekuńczy. Opiekuje się Mruczkiem, biednym kociakiem z kulawą łapką. Codziennie przynosi mu mleczko i coś do jedzenia. Przygarnął też starego pieska Ciapka, którego wyrzucili poprzedni właściciele. Pracowitek poświęca swój czas nie tylko zwierzątkom ale także opiekuje się starszymi ludźmi. Przyniesie węgiel, narąbie drzewa i czasami zrobi niewielkie zakupy. Zimą posypie chodnik piaskiem, żeby nikt sobie nie złamał ręki ani nogi. Latem podleje kwiatki w przydomowym ogródku. Wszyscy, mieszkańcy naszego domu, bardzo kochamy naszego Pracowitka.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;strong&gt; &lt;/p&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-1911087761889117086?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/1911087761889117086/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=1911087761889117086' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/1911087761889117086'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/1911087761889117086'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2008/03/rodzinka-krasnalkowa.html' title='Rodzinka krasnalkowa'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-6742338541936865889</id><published>2008-02-28T06:24:00.000-08:00</published><updated>2008-02-28T06:25:57.381-08:00</updated><title type='text'>Opowieść o syrenie</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#999900;"&gt;Aleksandra Brzóstowicz&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt; Nie tylko Warszawa ma swoją syrenkę. Wyłącznie nieliczni mogli zobaczyć coś tak wspaniałego. Ludzie mówią, że widzieli ją, jak płynęła wzdłuż Odry i ciągle się spieszyła. Była niesamowita. Ten połyskliwy ogon miał wielką siłę. Niepotrzebne jej było powietrze. Mogła zanurzyć się w najgłębsze miejsca rzeki.&lt;br /&gt;                Pewnego dnia, gdy ścigała się z karpiami w tym samym czasie płynął statek z grupą turystów. Zawsze się bała widząc ludzi, ze względu na jej brzydkie ubranie. Każdy chciałby mieć ogon, a ona miała wyrzuty, że jest taka inna - taka niezwykła. Odzież zrobiła sobie ze szmat znalezionych w głębinach Odry. Chciała być schludna i zadbana. Dom miała pod mostem Tumskim, przy wyspie Piasek. Nikt jej nie zaczepiał, ponieważ bano się, że rzuci klątwę. Ona jednak była nieszkodliwa. Dotkliwie odczuwała samotność, a nocami można było usłyszeć jej smutny płacz. Kierownik statku zapatrzył się w wodę, która magicznie poruszała się w rytm muzyki. Nagle statek uderzył w wielki kamień. Syrena wszystko widziała. Pojazd zaczął tonąć. Ludzie wskoczyli do wody, ale bez kamizelek. Wśród nich był mały staruszek z Czech, któremu ten wypadek mógł najbardziej zaszkodzić. Syrena nie wiedziała, co ma robić. Czy ma ujawnić się i pomóc tym biedakom, czy też udać, że nic się nie dzieje i mile spędzić popołudnie? Postanowiła im pomóc. Nie chciała ich zranić, ale bała się, że ludzie tylko się wystraszą i nie dadzą sobie pomóc. Szybko wkroczyła do akcji. Jednak nie pokazała swojej twarzy, tylko zanurzyła się pod wodę i w głębinach zaczęła prowadzić ludzi na brzeg. Staruszek pierwszy odczuł pomoc syreny. Tylko on wiedział, kto jest sprawcą ratunku, ponieważ w młodości bardzo poruszyła go ta tajemnicza sprawa. Nigdy nie widział tej postaci, ale wierzył w jej możliwości. Inni myśleli, że to nieszkodliwy wir prowadzi ich na brzeg. Gdy syrena ukończyła swą misję, popłynęła do kryjówki, aby nikt jej nie zauważył. Starzec był bardzo szczęśliwy, że uratowała mu życie. Mijały tygodnie, a on zawsze przychodził o tej samej porze na most i wypatrywał syrenę. Ona nigdy nie chciała się mu ukazać. Pewnego dnia znowu nękała ją samotność i nabrała odwagi, aby się z nim zmierzyć. Dziadek chciał się odwdzięczyć istocie. Na początku nie ufała mu, ale później miała wielką prośbę. Chciała, aby kupił jej piękną kreację. Wtedy znowu nie wstydziłaby się pokazywać publicznie. Oczywiście miała być to ich wielka tajemnica. Gdy doczekała się ubrania, delikatnie wsunęła spódnicę i bluzkę. Pasowały doskonale. Oboje bardzo się polubili. Codziennie spędzali ze sobą dużo czasu. Mieli pewną cechę wspólną, a mianowicie samotność. Dziadziuś nigdy nie miał żony, a syrena całe życie spędziła z rybami. Czasami, gdy nie mogła zrobić jakiejś rzeczy, starzec ją wyręczał. Niekiedy ludzie widzieli, gdy pierze ubrania nad rzeką i uważali go za dziwaka. Syrena zawsze się ukrywała. Nie mogła przyzwyczaić się do ludzi. Trwało to dokładnie dziewięć lat, dopóki dziadek nie umarł. Syrena bardzo rozpaczała. On zawsze powtarzał, że ludzie są dobrzy i nie zrobią jej krzywdy. Wreszcie postanowiła się ukazać. Stało się to w słoneczne południe. Zaczęła machać ogonem i uśmiechać się do wszystkich. Zrozumiała, że dziadek miał rację. Ludzie serdecznie ją ugościli i zapewnili dobrobyt.&lt;br /&gt;                Każdy dobrze zapamiętał staruszka. Na jego cześć postawili krasnoludka, który zawsze przypominać będzie dobrego, piorącego syrenie ciuchy człowieka. Do dziś syrena krąży po dnie Odry i wspomina piękne czasy. Pracz Odrzański upamiętnił tamtą niezwykłą chwilę.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-6742338541936865889?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/6742338541936865889/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=6742338541936865889' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/6742338541936865889'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/6742338541936865889'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2008/02/opowie-o-syrenie.html' title='Opowieść o syrenie'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-3788342374954280579</id><published>2008-02-28T06:22:00.001-08:00</published><updated>2008-02-28T06:24:50.658-08:00</updated><title type='text'>Opowieść o tym, jak miłość wszystko zwycięża</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff6600;"&gt;Marta Niedziałek&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33ff33;"&gt;Nie tak dawno temu, nie za górami, nie za lasami, lecz w dużym mieście zwanym Wrocław, na początku poprzedniego wieku w jednej z kamienic na rynku żył bogaty człowiek zwany Leopold.&lt;br /&gt;                Mieszkał z ojcem i matką choć był już prawie dorosły. Jego ojciec -Henryk- był jednym z najbogatszych ludzi w mieście i liczyły się dla niego tylko pieniądze.&lt;br /&gt;Leopold był zupełnie inny. Oceniał ludzi po ich charakterze i po tym, jacy byli i jak się zachowywali. Nie obchodziło go ile zarabiają ich ojcowie. Z tego też powodu znajomi Leopolda często byli niemile widziani w domu jego ojca, a i on sam wolał przebywać poza domem.&lt;br /&gt;           Pewnego dnia Leopold postanowił wybrać się na wieczorny spacer.  Jak zawsze przechodził obok Kurzego Targu, lubił patrzeć i rozmawiać z ludźmi, którzy normalnie pracują i zarabiają.    W końcu stwierdził, że ma już dość bogactwa. Postanowił kupić sobie jabłko, podszedł więc do stoiska     i poprosił o nie sprzedawcę. Jednak nie był to zwykły sprzedawca, na którego Leopold popatrzyłby obojętnie. Była to piękna dziewczyna w jego wieku, z wyglądu trochę biedna, ale Leopold zakochał się w niej od  pierwszego wejrzenia i tak się zapatrzył, że zapomniał, po co tam stoi.&lt;br /&gt;- Przepraszam? Zapłaci pan za to jabłko? - spytała dziewczyna.&lt;br /&gt;- Co? Ach, tak! - wyjął z kieszeni pieniądze – Proszę.&lt;br /&gt;- Dziękuję. Kupuje pan coś jeszcze? - spytała dziewczyna, bo Leopold nadal tam stał i patrzył na nią.&lt;br /&gt;- Nie. A może wybrałaby się pani ze mną na spacer?&lt;br /&gt;- Nie wiem, czy mogę. Pracę kończę dopiero za pół godziny...a poza tym ja....&lt;br /&gt;- Nie szkodzi. Poczekam.&lt;br /&gt;Leopold zabrał nieznajomą na spacer. Szli powoli wybrzeżem, minęli Ostrów Tumski, najróżniejsze mosty i tak się zagadali że doszli aż za granice Wrocławia. Coraz rzadziej mijali domy, aż w końcu Kaja ( bo tak miał na imię nieznajoma) oświadczyła, że musi wracać, bo jest już późno, a na nią czekają jeszcze obowiązki. Oboje stwierdzili, że był to cudowny spacer i świetnie im się rozmawiało, jakby znali się od lat. Leopold odprowadził Kaję do domu (do nędznej kamienicy, w której wynajmowała mieszkanie) i wrócił do domu.&lt;br /&gt;         Od tej pory Kaja i Leopold spotykali się codziennie, chodzili na długie wieczorne spacery, śmiali się i rozmawiali. Szczęście jednak nie trwało długo. Po dwóch tygodniach ojciec Leopolda wziął go na poważną rozmowę.&lt;br /&gt;- Leopoldzie, powiedz mi synu, gdzie chodzisz wieczorami, już od dłuższego czasu? Tyko proszę szczerze, jestem twoim ojcem, mam prawo wiedzieć.&lt;br /&gt;- Na spacery. Chodzę wzdłuż Odry i wracam.&lt;br /&gt;- Sam? - dociekał ojciec.&lt;br /&gt;- Tak.&lt;br /&gt;- Jak śmiesz mnie kłamać? - odrzekł Henryk- Służący widział cię wczoraj, jak idziesz za ręką z jakąś biedną dziewczyną!&lt;br /&gt;- Tak ojcze. Masz rację, ale ja ją kocham i ona mnie też! Chcemy się pobrać!&lt;br /&gt;- Nie ma mowy! Jeśli to zrobisz stracę reputację!&lt;br /&gt;- Czyli Ojcze twoja reputacja jest ważniejsza niż szczęście własnego syna?!&lt;br /&gt;- Jak śmiesz?! Zakazuję ci się z nią spotykać!&lt;br /&gt;I tak skończyła się znajomość Kai i Leopolda, a przynajmniej tak myślał Henryk, zamykając syna w domu. Leopold chciał jednak dalej  spotykać się z ukochaną i dzięki  pomocy matki i służby, nocą nadal wymykał się z domu i spotykał z Kają.&lt;br /&gt;Pewnego dnia do pokoju Leopolda wleciała Różowa Wróżka i dała mu radę:&lt;br /&gt;„Jeśli chcesz nadal być z nią,&lt;br /&gt;musisz zagadkę rozwikłać tą:&lt;br /&gt;O pierwszej z nich dowiesz się,&lt;br /&gt;Od pewnej osoby, &lt;br /&gt;którą koło znanego ci targu znajdziesz,&lt;br /&gt;nie jest wyjątkowa, ale gdy tam pójdziesz &lt;br /&gt;rozwikłasz sam problem ten,&lt;br /&gt;nie lękaj się, a znajdziesz ją.”&lt;br /&gt;I po tych słowach, bez wyjaśnień od razu wyleciała zostawiając za sobą mnóstwo różowych gwiazd. Leopold zastanawiał się nad tym całą noc i rankiem pod nieobecność ojca poszedł na Kurzy Targ. Stanął tam i szukał owej osoby. Nagle za  sobą usłyszał jakiś głos.&lt;br /&gt;- To ty jesteś tym, który odda wszystko za anielską duszę Kai? - rzekła stara kobieta, żebraczka,  &lt;br /&gt;  która zawsze siedziała na murku obok Hali Targowej.&lt;br /&gt;- No chyba tak. A ja miałem znaleźć ciebie? To ty mi masz pomóc? - upewniał się Leopold.&lt;br /&gt;- Tak to ja , ale za nim ja ci pomogę, ty musisz zrobić coś dla mnie.&lt;br /&gt;- Co zechcesz, moja pani?&lt;br /&gt;- Pójdziesz do Katedry, wejdziesz na szczyt wschodniej wieży i tam znajdziesz ukryte w cegłach niewielkie drzwi. Dostrzeżesz je dzięki temu magicznemu napojowi- wręcza Leopoldowi malutką flaszeczkę z niebieskim płynem- gdy go wypijesz, prześwietlisz wzrokiem cegły i zobaczysz owe zielone drzwi. Żebyś mógł się do nich łatwo dostać, dam ci też magiczny klucz, wystarczy, że dotkniesz nim cegieł, a one się rozpuszczą, wtedy za pomocą klucza wejdziesz do pomieszczenia, którego strzegły te drzwi i tam znajdziesz starą, magiczną księgę. Otworzysz ją na 686 stronie i wypowiesz zapisane tam zaklęcie. Gdy zrobisz to wszystko, zamknij drzwi i wróć do mnie. Będę czekać w tym samym miejscu. Dobrze?&lt;br /&gt;- Oczywiście, zrobię jak każesz.&lt;br /&gt;Leopold pobiegł do Katedry, wszedł na wschodnią wierzę i wykonał wszystkie polecenia według zaleceń kobiety. Klucz i magiczny płyn spisały się na medal. Potem wrócił na umówione miejsce, ale żebraczki tam nie było. Zamiast niej na murku siedziała młoda kobieta w pięknym stroju. Wyglądała zupełnie jak Różowa Wróżka, którą Leopold spotkał wcześniej, tylko jej suknia była błękitna. To ona się do niego odezwała.&lt;br /&gt;- Dziękuję ci Leopoldzie. Wreszcie ktoś ściągnął ze mnie ten straszliwy czar.&lt;br /&gt;- To ty?&lt;br /&gt;- Tak to ja. Siedziałam na tym murku już 20 lat i nie mogłam się ruszyć, bo zły czarnoksiężnik rzucił na mnie straszliwy czar. Nikt nie chciał mi pomóc, ale ty się odważyłeś, więc teraz ja ci pomogę. - wytłumaczyła wróżka.&lt;br /&gt;- A więc powiedz mi, co mam zrobić, żeby ojciec pozwolił mi być z Kają.&lt;br /&gt;„Najpierw idź do Kościoła tego na Piasku,&lt;br /&gt;pomódl się za ojca szczerze,&lt;br /&gt;potem na najwyższy punkt Mostu Tumskiego wejdź,&lt;br /&gt;napoju zielonego  napij się,&lt;br /&gt;i wykrzycz wszystkim, co czujesz i czego pragniesz,&lt;br /&gt;gdy ktoś cię będzie ściągać próbował,&lt;br /&gt;nie lękaj się i zeskocz wprost do wody”   &lt;br /&gt;- Pamiętaj, jak się zlękniesz i stracisz zaufanie do tej, którą kochasz, to czary prysną, a wybranki swej nigdy już nie ujrzysz - i to powiedziawszy wróżka wręczyła Leopoldowi flaszeczkę z zielonym płynem i odleciała zostawiwszy po sobie dym błękitnych gwiazd.&lt;br /&gt;Leopold nie czekał ani chwili, nie słynął bowiem z odwagi, ale Kai ufał z całego serca. Pobiegł na Piasek, pomodlił się, wypił napój i zaczął wspinać się na most. Nie zląkł się ani razu, wszedł na szczyt mostu i zaczął krzyczeć.&lt;br /&gt;- Kaja, wybranko moja! Kocham cię! Ojcze i tak się z nią ożenię, nie zabronisz mi! Obwieszczam wszystkim, że kocham Kaję i kochać będę zawsze! - Leopold stał na wąziutkiej deseczce i cudem się trzymając przy życiu darł się w niebogłosy, aż zbiegli się ludzie.&lt;br /&gt;- Hej! Oszalał pan?! Zejdź że stamtąd! - krzyczeli wszyscy, ale Leopold ich nie słuchał. W końcu przybiegł jego ojciec.&lt;br /&gt;- O matko wszechmogąca! Leopold, dziecko co ty wyprawiasz?! Niech go ktoś ściągnie!&lt;br /&gt; Nagle kilkanaście osób zaczęło wchodzić na most. Leopold nie zastanawiając się skoczył i w tej właśnie chwili przyleciał Anioł, była to Kaja. Złapała Leopolda i przyfrunęli razem na most.&lt;br /&gt;- Nie wierzyłam, że się odważysz - powiedziała Kaja.&lt;br /&gt;- Dla ciebie wszystko bym zrobił! Kocham i ufam ci szczerze. - odparł Leopold.&lt;br /&gt;I w tym momencie na serce Henryka zimne jak lód spłynęła fala miłości i ciepła, stał się on zupełnie innym człowiekiem. Zapomniał o wszystkim i pokochał Kaję, a od dziś pomagał także ludziom niezależnie od tego, ile mieli pieniędzy.&lt;br /&gt;                Kaja i Leopold wzięli ślub, zamieszkali razem u jego ojca i jak to często w bajkach bywa, wszyscy żyli długo i szczęśliwie. A na znak tego pełnego miłości wydarzenia na nowo wzniesionym Moście Tumskim, na najwyższym jego punkcie, został wygrawerowany Anioł z Leopoldem w objęciach. Nie wierzycie? To przyjrzyjcie się dobrze temu mostowi.&lt;br /&gt;            Nie tak dawno temu, nie za górami, nie za lasami, lecz w dużym mieście zwanym Wrocław, na początku poprzedniego wieku w jednej z kamienic na rynku żył bogaty człowiek zwany Leopold.&lt;br /&gt;                Mieszkał z ojcem i matką choć był już prawie dorosły. Jego ojciec -Henryk- był jednym z najbogatszych ludzi w mieście i liczyły się dla niego tylko pieniądze.&lt;br /&gt;Leopold był zupełnie inny. Oceniał ludzi po ich charakterze i po tym, jacy byli i jak się zachowywali. Nie obchodziło go ile zarabiają ich ojcowie. Z tego też powodu znajomi Leopolda często byli niemile widziani w domu jego ojca, a i on sam wolał przebywać poza domem.&lt;br /&gt;           Pewnego dnia Leopold postanowił wybrać się na wieczorny spacer.  Jak zawsze przechodził obok Kurzego Targu, lubił patrzeć i rozmawiać z ludźmi, którzy normalnie pracują i zarabiają.    W końcu stwierdził, że ma już dość bogactwa. Postanowił kupić sobie jabłko, podszedł więc do stoiska     i poprosił o nie sprzedawcę. Jednak nie był to zwykły sprzedawca, na którego Leopold popatrzyłby obojętnie. Była to piękna dziewczyna w jego wieku, z wyglądu trochę biedna, ale Leopold zakochał się w niej od  pierwszego wejrzenia i tak się zapatrzył, że zapomniał, po co tam stoi.&lt;br /&gt;- Przepraszam? Zapłaci pan za to jabłko? - spytała dziewczyna.&lt;br /&gt;- Co? Ach, tak! - wyjął z kieszeni pieniądze – Proszę.&lt;br /&gt;- Dziękuję. Kupuje pan coś jeszcze? - spytała dziewczyna, bo Leopold nadal tam stał i patrzył na nią.&lt;br /&gt;- Nie. A może wybrałaby się pani ze mną na spacer?&lt;br /&gt;- Nie wiem, czy mogę. Pracę kończę dopiero za pół godziny...a poza tym ja....&lt;br /&gt;- Nie szkodzi. Poczekam.&lt;br /&gt;Leopold zabrał nieznajomą na spacer. Szli powoli wybrzeżem, minęli Ostrów Tumski, najróżniejsze mosty i tak się zagadali że doszli aż za granice Wrocławia. Coraz rzadziej mijali domy, aż w końcu Kaja ( bo tak miał na imię nieznajoma) oświadczyła, że musi wracać, bo jest już późno, a na nią czekają jeszcze obowiązki. Oboje stwierdzili, że był to cudowny spacer i świetnie im się rozmawiało, jakby znali się od lat. Leopold odprowadził Kaję do domu (do nędznej kamienicy, w której wynajmowała mieszkanie) i wrócił do domu.&lt;br /&gt;         Od tej pory Kaja i Leopold spotykali się codziennie, chodzili na długie wieczorne spacery, śmiali się i rozmawiali. Szczęście jednak nie trwało długo. Po dwóch tygodniach ojciec Leopolda wziął go na poważną rozmowę.&lt;br /&gt;- Leopoldzie, powiedz mi synu, gdzie chodzisz wieczorami, już od dłuższego czasu? Tyko proszę szczerze, jestem twoim ojcem, mam prawo wiedzieć.&lt;br /&gt;- Na spacery. Chodzę wzdłuż Odry i wracam.&lt;br /&gt;- Sam? - dociekał ojciec.&lt;br /&gt;- Tak.&lt;br /&gt;- Jak śmiesz mnie kłamać? - odrzekł Henryk- Służący widział cię wczoraj, jak idziesz za ręką z jakąś biedną dziewczyną!&lt;br /&gt;- Tak ojcze. Masz rację, ale ja ją kocham i ona mnie też! Chcemy się pobrać!&lt;br /&gt;- Nie ma mowy! Jeśli to zrobisz stracę reputację!&lt;br /&gt;- Czyli Ojcze twoja reputacja jest ważniejsza niż szczęście własnego syna?!&lt;br /&gt;- Jak śmiesz?! Zakazuję ci się z nią spotykać!&lt;br /&gt;I tak skończyła się znajomość Kai i Leopolda, a przynajmniej tak myślał Henryk, zamykając syna w domu. Leopold chciał jednak dalej  spotykać się z ukochaną i dzięki  pomocy matki i służby, nocą nadal wymykał się z domu i spotykał z Kają.&lt;br /&gt;Pewnego dnia do pokoju Leopolda wleciała Różowa Wróżka i dała mu radę:&lt;br /&gt;„Jeśli chcesz nadal być z nią,&lt;br /&gt;musisz zagadkę rozwikłać tą:&lt;br /&gt;O pierwszej z nich dowiesz się,&lt;br /&gt;Od pewnej osoby, &lt;br /&gt;którą koło znanego ci targu znajdziesz,&lt;br /&gt;nie jest wyjątkowa, ale gdy tam pójdziesz &lt;br /&gt;rozwikłasz sam problem ten,&lt;br /&gt;nie lękaj się, a znajdziesz ją.”&lt;br /&gt;I po tych słowach, bez wyjaśnień od razu wyleciała zostawiając za sobą mnóstwo różowych gwiazd. Leopold zastanawiał się nad tym całą noc i rankiem pod nieobecność ojca poszedł na Kurzy Targ. Stanął tam i szukał owej osoby. Nagle za  sobą usłyszał jakiś głos.&lt;br /&gt;- To ty jesteś tym, który odda wszystko za anielską duszę Kai? - rzekła stara kobieta, żebraczka,  &lt;br /&gt;  która zawsze siedziała na murku obok Hali Targowej.&lt;br /&gt;- No chyba tak. A ja miałem znaleźć ciebie? To ty mi masz pomóc? - upewniał się Leopold.&lt;br /&gt;- Tak to ja , ale za nim ja ci pomogę, ty musisz zrobić coś dla mnie.&lt;br /&gt;- Co zechcesz, moja pani?&lt;br /&gt;- Pójdziesz do Katedry, wejdziesz na szczyt wschodniej wieży i tam znajdziesz ukryte w cegłach niewielkie drzwi. Dostrzeżesz je dzięki temu magicznemu napojowi- wręcza Leopoldowi malutką flaszeczkę z niebieskim płynem- gdy go wypijesz, prześwietlisz wzrokiem cegły i zobaczysz owe zielone drzwi. Żebyś mógł się do nich łatwo dostać, dam ci też magiczny klucz, wystarczy, że dotkniesz nim cegieł, a one się rozpuszczą, wtedy za pomocą klucza wejdziesz do pomieszczenia, którego strzegły te drzwi i tam znajdziesz starą, magiczną księgę. Otworzysz ją na 686 stronie i wypowiesz zapisane tam zaklęcie. Gdy zrobisz to wszystko, zamknij drzwi i wróć do mnie. Będę czekać w tym samym miejscu. Dobrze?&lt;br /&gt;- Oczywiście, zrobię jak każesz.&lt;br /&gt;Leopold pobiegł do Katedry, wszedł na wschodnią wierzę i wykonał wszystkie polecenia według zaleceń kobiety. Klucz i magiczny płyn spisały się na medal. Potem wrócił na umówione miejsce, ale żebraczki tam nie było. Zamiast niej na murku siedziała młoda kobieta w pięknym stroju. Wyglądała zupełnie jak Różowa Wróżka, którą Leopold spotkał wcześniej, tylko jej suknia była błękitna. To ona się do niego odezwała.&lt;br /&gt;- Dziękuję ci Leopoldzie. Wreszcie ktoś ściągnął ze mnie ten straszliwy czar.&lt;br /&gt;- To ty?&lt;br /&gt;- Tak to ja. Siedziałam na tym murku już 20 lat i nie mogłam się ruszyć, bo zły czarnoksiężnik rzucił na mnie straszliwy czar. Nikt nie chciał mi pomóc, ale ty się odważyłeś, więc teraz ja ci pomogę. - wytłumaczyła wróżka.&lt;br /&gt;- A więc powiedz mi, co mam zrobić, żeby ojciec pozwolił mi być z Kają.&lt;br /&gt;„Najpierw idź do Kościoła tego na Piasku,&lt;br /&gt;pomódl się za ojca szczerze,&lt;br /&gt;potem na najwyższy punkt Mostu Tumskiego wejdź,&lt;br /&gt;napoju zielonego  napij się,&lt;br /&gt;i wykrzycz wszystkim, co czujesz i czego pragniesz,&lt;br /&gt;gdy ktoś cię będzie ściągać próbował,&lt;br /&gt;nie lękaj się i zeskocz wprost do wody”   &lt;br /&gt;- Pamiętaj, jak się zlękniesz i stracisz zaufanie do tej, którą kochasz, to czary prysną, a wybranki swej nigdy już nie ujrzysz - i to powiedziawszy wróżka wręczyła Leopoldowi flaszeczkę z zielonym płynem i odleciała zostawiwszy po sobie dym błękitnych gwiazd.&lt;br /&gt;Leopold nie czekał ani chwili, nie słynął bowiem z odwagi, ale Kai ufał z całego serca. Pobiegł na Piasek, pomodlił się, wypił napój i zaczął wspinać się na most. Nie zląkł się ani razu, wszedł na szczyt mostu i zaczął krzyczeć.&lt;br /&gt;- Kaja, wybranko moja! Kocham cię! Ojcze i tak się z nią ożenię, nie zabronisz mi! Obwieszczam wszystkim, że kocham Kaję i kochać będę zawsze! - Leopold stał na wąziutkiej deseczce i cudem się trzymając przy życiu darł się w niebogłosy, aż zbiegli się ludzie.&lt;br /&gt;- Hej! Oszalał pan?! Zejdź że stamtąd! - krzyczeli wszyscy, ale Leopold ich nie słuchał. W końcu przybiegł jego ojciec.&lt;br /&gt;- O matko wszechmogąca! Leopold, dziecko co ty wyprawiasz?! Niech go ktoś ściągnie!&lt;br /&gt; Nagle kilkanaście osób zaczęło wchodzić na most. Leopold nie zastanawiając się skoczył i w tej właśnie chwili przyleciał Anioł, była to Kaja. Złapała Leopolda i przyfrunęli razem na most.&lt;br /&gt;- Nie wierzyłam, że się odważysz - powiedziała Kaja.&lt;br /&gt;- Dla ciebie wszystko bym zrobił! Kocham i ufam ci szczerze. - odparł Leopold.&lt;br /&gt;I w tym momencie na serce Henryka zimne jak lód spłynęła fala miłości i ciepła, stał się on zupełnie innym człowiekiem. Zapomniał o wszystkim i pokochał Kaję, a od dziś pomagał także ludziom niezależnie od tego, ile mieli pieniędzy.&lt;br /&gt;                Kaja i Leopold wzięli ślub, zamieszkali razem u jego ojca i jak to często w bajkach bywa, wszyscy żyli długo i szczęśliwie. A na znak tego pełnego miłości wydarzenia na nowo wzniesionym Moście Tumskim, na najwyższym jego punkcie, został wygrawerowany Anioł z Leopoldem w objęciach. Nie wierzycie? To przyjrzyjcie się dobrze temu mostowi.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-3788342374954280579?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/3788342374954280579/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=3788342374954280579' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/3788342374954280579'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/3788342374954280579'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2008/02/opowie-o-tym-jak-mio-wszystko-zwycia.html' title='Opowieść o tym, jak miłość wszystko zwycięża'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-7886610459643870240</id><published>2008-02-13T06:46:00.000-08:00</published><updated>2008-02-13T06:47:13.265-08:00</updated><title type='text'>Wrocławska baśń o krasnalach</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#9999ff;"&gt;Karolina Krzykawiak&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Pewnego dnia, gdy Eliza bawiła się na wrocławskim Rynku, zauważyła koło kamieniczek Jaś i Małgosia wrota do ”Krainy Krasnali”. Były otwarte. A koło nich stała buteleczka z napisem na etykietce:„Jeśli chcesz się tam dostać…” Eliza spragniona przygód, niewiele myśląc, sięgnęła po nią i wypiła.&lt;br /&gt;Coś niewiarygodnego zaczęło się z nią dziać. Dziewczynka kurczyła się i malała, aż w końcu mogła przedostać się przez drzwiczki. „Zaraz ktoś mnie rozdepcze” – pomyślała. Podbiegła pod drzwi. Postać pilnująca ich przebudziła się i zapytała:&lt;br /&gt;-Kim jesteś?&lt;br /&gt;Eliza przestraszyła się trochę, ale odpowiedziała:&lt;br /&gt;-Ja? Nazywam się Eliza Michalska. Mam 5 lat. A urodziny mam…- chciała powiedzieć dziewczynka, lecz krasnal jej przerwał.&lt;br /&gt;-No już dobrze, wierzę Ci.&lt;br /&gt;-Czy mogłabym odwiedzić Twoją krainę?- zapytała.&lt;br /&gt;-Najpierw musisz dowiedzieć się wszystkiego o nas wrocławskich krasnalach. Chodź, zwiedzimy Wrocław.&lt;br /&gt;-Ale jak? Rozdepczą nas.&lt;br /&gt;-Coś się wymyśli –powiedział tajemniczo krasnal i zagwizdał.&lt;br /&gt;Na niebie Eliza zobaczyła jaskółkę.&lt;br /&gt;-Polecimy – oznajmił zadowolony krasnal widząc zdumienie dziewczynki.&lt;br /&gt;Wsiedli. Krasnal z przodu, Eliza z tyłu trzymała się jego rudych włosów. Lot był przyjemny, lekki wiaterek rozwiewał długie włosy dziewczynki. W czasie lotu krasnal opowiadał Elizie historię wrocławskich krasnali.&lt;br /&gt;-O tu stoi mój kolega Pracz.&lt;br /&gt;–Ależ on się rusza! – zawołała zdziwiona dziewczynka.&lt;br /&gt;Krasnal zagadkowo się uśmiechnął i powiedział:&lt;br /&gt;-Wyląduj tutaj jaskółeczko na bulwarze Piotra Włostowica.&lt;br /&gt;-Jaskółka wylądowała tuż koło krasnala, którego oglądali z góry.&lt;br /&gt;-A dlaczego on tu stoi? – zapytała z ciekawością dziewczynka.&lt;br /&gt;-Zapytaj go sama.&lt;br /&gt;Eliza podeszła do Pracza i zapytała:&lt;br /&gt;-Dlaczego tu stoisz? Co zrobiłeś lub czego nie zrobiłeś?&lt;br /&gt;-Byłem wesołym skrzatem, który lubił zabawy, latałem na skrzydlatych lwach, biłem się z kolegami, nie pomagałem mamusi w sprzątaniu i praniu. Tak mnie ukarano. Towarzyszą mi teraz jedynie fale i gołębie, które nie są zbyt rozmowne.&lt;br /&gt;-Trzeba ruszać w dalszą drogę.&lt;br /&gt;-Dobrze – odpowiedziała dziewczynka i zwróciła się do smutnego Pracza:&lt;br /&gt;-Nie smuć się, za rok cię znów odwiedzę. Do zobaczenia.&lt;br /&gt;-Wsiadaj – powiedział krasnal – musimy przecież poznać inne skrzaty. Jaskółeczko! Leć!&lt;br /&gt;Była równo piętnasta, gdy przelatywali nad targiem łakoci a potem nad ulicą Świdnicką.&lt;br /&gt;-O tu w dole jest mój kolega Syzyfki. –poinformował krasnal. –Wylądujemy tutaj!&lt;br /&gt;-Cześć braciszku, widzę, że ciągle nie udaje ci się przetoczyć kuli.&lt;br /&gt;-Trudno jest ją przetoczyć, gdy ludzie ciągle na niej siadają i opierają się o nią – powiedział Syzyfki.&lt;br /&gt;-A kogo tu przywiozłeś? -zapytał.&lt;br /&gt;-Mam na imię Eliza – odpowiedziała nieśmiało dziewczynka.&lt;br /&gt;-Dlaczego tu stoisz?– zapytała.&lt;br /&gt;-Dbałem tylko o siebie, nie chciało mi się pracować, dlatego zostałem ukarany. Moja kara skończy się, gdy przetoczę kulę pod Przejściem Świdnickim na drugą stronę.&lt;br /&gt;-Musimy lecieć – odezwał się nagle skrzat przewodnik.&lt;br /&gt;-Na pewno już nigdy nie usiądę na twojej kuli. Spotkamy się za rok! Do zobaczenia – krzyknęła dziewczynka.&lt;br /&gt;Latali już kilka godzin, odwiedzili już wiele krasnali. Wysłuchali historii Obieżysmaka, Pierożnika, Kuźnika, Gołębnika, Grajka, Melomana i kilku Słupników. Został jeszcze jeden krasnal.&lt;br /&gt;-O tu! Lądujemy na ulicy Więziennej.&lt;br /&gt;- Jak ma na imię ten krasnal?– zapytała Eliza.&lt;br /&gt;-To Więzień.&lt;br /&gt;-Co się stało, że tu stoisz?– zapytała dziewczynka.&lt;br /&gt;-Lubiłem jeść, zakradałem się do domów, wyjadałem ze spiżarni konfitury, owoce i inne przysmaki. Tak mnie ukarano. Muszę tu siedzieć sam.&lt;br /&gt;-Za rok znów Cię odwiedzę, nie płacz!&lt;br /&gt;-Musimy już lecieć, za 20 minut zaczyna się noc i ja skamienieję – powiedział skrzat przewodnik.&lt;br /&gt;-Do widzenia!&lt;br /&gt;-Jaskółko leć szybko do wrót.&lt;br /&gt;-Zdążyliśmy. Mamy jeszcze kilka chwil do zmroku, teraz ty opowiedz mi swoją historię. Nie wiem nawet, jak się nazywasz – poprosiła Eliza.&lt;br /&gt;–Nazywam się Śpioch, byłem przywódcą krasnali. Lecz niesprawiedliwie rządziłem moimi braćmi krasnalami. Wszystkich wyśmiewałem, nic nie robiłem, tylko spałem. Nie mogę teraz spać, za karę pilnuję wrót do krainy krasnali.&lt;br /&gt;-Dzień się kończy Elizo. Przed tobą trudny wybór, możesz wejść do naszej krainy, ale zostaniesz tam na zawsze albo wrócisz do domu.&lt;br /&gt;- Pójdę do mamy, odwiedzę cię za rok.&lt;br /&gt;Ostatniego słowa krasnal nie usłyszał, ponieważ skamieniał. Koło niego została tylko buteleczka z napisem ,,Dla Elizy”. Dziewczynka wypiła jej zawartość i urosła.&lt;br /&gt;Gdy wróciła do domu, postanowiła spisać swoją przygodę. Opowiadanie podarowała swojej mamusi na urodziny. Gdy mama je przeczytała, uśmiechnęła się i mocno przytuliła swoją córeczkę. Czy uwierzyła w opowiadanie?&lt;br /&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-7886610459643870240?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/7886610459643870240/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=7886610459643870240' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/7886610459643870240'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/7886610459643870240'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2008/02/wrocawska-ba-o-krasnalach.html' title='Wrocławska baśń o krasnalach'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-542153604453163582</id><published>2008-02-13T06:45:00.000-08:00</published><updated>2008-02-13T06:46:05.611-08:00</updated><title type='text'>KRASNAL   ŁASUCH</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#330099;"&gt;Martyna Oszust&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Dawno, dawno temu - ale nie aż tak dawno – żył sobie pewien gruby krasnal Łasuch. Pożerał  wszystko co było jadalne i ładne. Czasami bywał wybredny względem jedzenia.&lt;br /&gt;Jak sobie coś upodobał to nie odpuścił dopóki tego nie zjadł. Ze względu na swe kulinarne upodobania znał wszystkie restauracje  we Wrocławiu. Pewnego dnia w nowej i gustownie urządzonej restauracji, którą odwiedził zauważył coś nadzwyczajnego. Była to cudowna rzeźba z galaretki mieniącej się kolorami tęczy o tak pięknym zapachu, że Łasuch wywąchałby tę woń na kilka kilometrów. Ludzie z najdalszych zakątków naszego miasta przyjeżdżali,  żeby zobaczyć ten kulinarny cud na własne oczy i poczuć własnym nosem. Łasuch zaniepokojony nadciągającym tłumem posypał się magicznym pyłem i niepostrzeżenie przeleciał tuż pod rzeźbę. Wabił go waniliowo – migdałowo – kokosowy aromat czarującej galaretki. Nabrał takiej ochoty  żeby ją zjeść, że nie bacząc na nic otworzył szeroko usta, zamachał rękoma i  ruszył na podbój kuszącej rzeźby. Już chciał pochwycić cudo, ale nie zauważył oszklonych drzwi i …  uderzył się.&lt;br /&gt;- Nienawidzę drzwi!!! – wrzasnął trzymając się za czoło.&lt;br /&gt;Potem zawzięcie próbował dopaść galaretkę rzucając się na nią. Spadał raz z prawej, raz z lewej strony lub za nią. Podjął kolejną desperacką próbę, ale wylądował na napisie: „Nie podżeraj mnie  bo zamienisz się w kamień!”.&lt;br /&gt;- To jakieś żarty… phi… Kto w to uwierzy. Nie dam się nabrać! Jutro spróbuję na nowo… – powiedział krasnal.&lt;br /&gt;Całą noc myślał o galaretce. Gdy tylko noc ustąpiła miejsca wschodzącemu słońcu, już stał przy drzwiach i ciężko dumał, jak dostać się do wnętrza zamkniętej restauracji. Gdy tak przyglądał się drzwiom, nagle zauważył maleńką mysią dziurkę w futrynie. Posypał się magicznym proszkiem w innym kolorze… Oglądnął  ten maleńki otwór z każdej strony i … spróbował wejść. Głowa przeszła, ale tułów się zaklinował.  Ze wszystkich sił przeciskał swoje krągłości, aż w końcu udało się : PRZESZEDŁ!&lt;br /&gt;- Muszę przejść na dietę… - westchnął krasnal.&lt;br /&gt;Śmignął w powietrzu. Pochwycił talerz. Naładował na niego olbrzymią porcję galaretki. Nagle usłyszał zgrzyt otwieranych drzwi. To szef restauracji przyszedł do pracy, a za nim wchodzili pracownicy. Skorzystał z zamieszania przy wejściu i uciekł niezauważony  na zewnątrz lokalu. Cudowny zapach galaretki kusił niemiłosiernie… Kilka kroków od budynku restauracji, na rynku naszego miasta, spałaszował tę przecudowną wyśmienitość… i… tylko mruczał:&lt;br /&gt;- Co za cudo! Mniam!!! Co za cudo. Niebo w ustach. Pychotka… Mniam. Mniam…&lt;br /&gt;Gdy już ją zjadł padł na talerz z przejedzenia. Nagle zauważył, że nie może ruszać ani nogą ani ręką a potem …  skamieniał…&lt;br /&gt;Teraz leży biedaczek na wrocławskim rynku przy  „Pizzy Hut” nieopodal „Witaminki”. Uważajcie żeby go nie nadepnąć.&lt;br /&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-542153604453163582?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/542153604453163582/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=542153604453163582' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/542153604453163582'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/542153604453163582'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2008/02/krasnal-asuch.html' title='KRASNAL   ŁASUCH'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-4149550310025485336</id><published>2008-02-10T10:40:00.000-08:00</published><updated>2008-02-10T10:41:49.314-08:00</updated><title type='text'>Moja Wrocławska Baśń</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#cc0000;"&gt;Emilia Kowalów&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Pewnego dnia wybrałem się na spacer do Rynku. Szłam ulicą Oławską, kiedy moją uwagę zwrócił krasnoludek, który stał przy deptaku.&lt;br /&gt;                Kiwnął do mnie, a z jego strony dobiegała piękna melodia. Rozejrzałam się dookoła i zrozumiałam, że znajduję się w dziewiętnastym wieku, na wyspie zwanej Starym Targiem. Mijało mnie dużo ludzi. Tętniło tam życie. Było tam wiele kupców i handlarzy. Większość z nich posiadało powozy ciągnięte przez konię. A obok każdego konia, biegały rozbrykane małe krasnale. Grajek – przy którym przystanęłam-  piskliwym głosikiem chwalił się, że też opiekuje się klaczą o imieniu Kasztanka. Każdy krasnal dbał o to, żeby na drodze nie leżał żaden kamień i żeby koń zawsze był napojony. A kiedy zaczynało padać, krasnoludki wdrapywały się na grzbiety zwierząt i zwinnie okrywały je płachtą. Pod koniec dnia, dbały o to, żeby każdy koń dotarł do stajni. Grajek grał swojej Kasztance spokojną melodię na dobranoc. Kiedy konie odpoczywały, wszystkie krasnale biegły do Ratusza na spotkanie. Opowiadały sobie nawzajem, co im się wciągu dnia przytrafiło i naradzały się, jak pomóc tym koniom, o które nie dbają ludzie. Zawszę wymyślały jakiś sprytny plan, żeby uratować konia, lecz nikomu go nie zdradzały.&lt;br /&gt;Przez setki lat, wydarzyło się bardzo wiele radosnych i smutnych chwil. Ludzie zaczęli kupować pierwsze samochody. Byli tak tym zafascynowani nowoczesnymi wynalazkami, że nie zwracali uwagi na krasnale. Skrzatów było coraz mniej.&lt;br /&gt; Kiedy po rynku zaczęły jeździć tramwaje, konie nie były już potrzebne. Krasnale też zniknęły. Pochowały się w wieżach. Cały czas obserwowały, co działo się w ich mieście, który znały jako Stary Targ. Tęskniły za końmi, które tak kochały.  Kiedy zwierzęta zaczęły wracać na Rynek, krasnale znowu się pojawiły. Większość krasnali nadal mieszka w wieżach budynków. Patrzą na miasto, wierzą, że i one kiedyś będą mogły stanąć przy deptakach.&lt;br /&gt;                Pięciu krasnali już powróciło do naszego Rynku. Szanujmy konie, wtedy krasnali będzie coraz więcej. To oni są strażnikami zwierząt.  &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-4149550310025485336?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/4149550310025485336/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=4149550310025485336' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/4149550310025485336'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/4149550310025485336'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2008/02/moja-wrocawska-ba_10.html' title='Moja Wrocławska Baśń'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-890062222494643680</id><published>2008-02-06T07:22:00.000-08:00</published><updated>2008-02-06T07:23:31.221-08:00</updated><title type='text'>,,Baśń o Wrocławiu’’</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#999900;"&gt;Michał Turniak&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Kilka wieków temu we Wrocławiu, pięknym ogrodzie, mieszkała dobra czarodziejka Marzena. Była osobą pogodną, Życzliwą i uczynną. Kiedy mieszkańcy grodu potrzebowali mądrej rady lub pomocy, od razu szli z wizytą do czarodziejki. Codziennie u Marzeny zjawiło się kilkudziesięciu gości. Przyjmowanie tylu ludzi było bardzo męczącym zajęciem, jednak mimo braku sił czarodziejka starała się ugościć jak najwięcej osób. Niestety, nie zawsze udawało jej się pomóc wszystkim ludziom.&lt;br /&gt;                   Pewnej nocy Marzena miała sen. W tym śnie zobaczyła małego, brodatego, czarnego ludzika. Stworzenie dreptało obok człowieka. Nagle człowiek się potknął. Mała istotka pomogła mu wstać.&lt;br /&gt;               Marzena się obudziła. Postanowiła tworzy takiego ludzika. Istotę, która będzie pomagać ludziom. Nie wiedziała tyko, z czego zrobić takiego pomocnika. Ten budulec musiałby by niezniszczalny. Marzena zaczęła się zastanawiać, co jest rzeczą, która nigdy się nie zniszczy i będzie stałym elementem w życiu człowieka. Doszła do wniosku, że tą rzeczą są codziennie problemu i smutki.&lt;br /&gt;                     Następnego dnia przyjęła tylko jedną osobę, ubogą panią Kasię. Zamieniła jej smutki w czarną bryłę. Zaczęła rzeźbić. Wieczorem pomocnik był już gotowy. Nazwała go krasnoludkiem.&lt;br /&gt;                     W ciągu następnych tygodni Marzena stworzyła kilkaset krasnali. Na ulicach aż roiło się od niewielkich istot pomagających ludziom. Marzena z zadowoleniem przyglądała się swoim małym dziełom. Chociaż ludzie nadal mieli problemy, to obok był koś, kto był gotowy im pomóc. Dzięki temu życie ludzi było łatwiejsze.&lt;br /&gt;               Pewnego dnia do chatki Marzeny zawita Książe Maciej. Był bardzo złym człowiekiem.&lt;br /&gt;-       Witam czarodziejko Marzeno.&lt;br /&gt;-        Och książę Maciej ! Niezmiernie miło mi pana gościć w moim skromnym domu. Czym mogę służyć?&lt;br /&gt;-        Pragnę, żebyś stworzyła dla mnie mnóstwo niezniszczalnych krasnali.&lt;br /&gt;-        Czemu ? Przecież masz tylu służących…&lt;br /&gt;-        Nie potrzebuję więcej służących. Chce mieć wielką, niezwyciężoną armię, aby zapanować nad  sąsiednimi królestwami.&lt;br /&gt;-         Nie mogę ci pomóc. Te istoty mają pomagać ludziom, a nie ich zabijać!&lt;br /&gt;          Książe Maciej wyszedł rozzłoszczony z chatki czarodziejki. Kiedy wrócił do zamku, wezwał swojego nadwornego czarnoksiężnika.&lt;br /&gt;-         Chcę, Żeby te krasnale stały się moją armią!&lt;br /&gt;        Czarnoksiężnik wysłuchał rozkazu księcia. Wieczorem wszystkie krasnale stały przed zamkiem gotowe pójść na wojnę.&lt;br /&gt;                 Kiedy ludzie powiedzieli Marzenie, że krasnale zniknęły, czarodziejka wiedziała. Kto je porwał. Szybko poleciała na zamek księcia. Tam ujrzała wielką armię krasnali, gotowych przeciwników Macieja. Marzena zaczęła płakać. Wiedziała. Że tyko ona może uratować życie wielu niewinnych ludzi. Rozumiała, że jeśli wykonawca krasnali umrze, to one też zginą. Marzena rzuciła się do pobliskiej rzeki Odry i krasnoludki w jednej chwili skamieniały. Ich sylwetki nadal można ogląda we Wrocławiu.   &lt;br /&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-890062222494643680?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/890062222494643680/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=890062222494643680' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/890062222494643680'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/890062222494643680'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2008/02/ba-o-wrocawiu.html' title=',,Baśń o Wrocławiu’’'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-3353886640667425551</id><published>2008-02-06T07:20:00.000-08:00</published><updated>2008-02-06T07:22:05.399-08:00</updated><title type='text'>Moja Wrocławska Baśń</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#009900;"&gt;Emilia Kowalów  klasa 4b&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Pewnego dnia wybrałem się na spacer do Rynku. Szłam ulicą Oławską, kiedy moją uwagę zwrócił krasnoludek, który stał przy deptaku.&lt;br /&gt;                Kiwnął do mnie, a z jego strony dobiegała piękna melodia. Rozejrzałam się dookoła i zrozumiałam, że znajduję się w dziewiętnastym wieku, na wyspie zwanej Starym Targiem. Mijało mnie dużo ludzi. Tętniło tam życie. Było tam wiele kupców i handlarzy. Większość z nich posiadało powozy ciągnięte przez konię. A obok każdego konia, biegały rozbrykane małe krasnale. Grajek – przy którym przystanęłam-  piskliwym głosikiem chwalił się, że też opiekuje się klaczą o imieniu Kasztanka. Każdy krasnal dbał o to, żeby na drodze nie leżał żaden kamień i żeby koń zawsze był napojony. A kiedy zaczynało padać, krasnoludki wdrapywały się na grzbiety zwierząt i zwinnie okrywały je płachtą. Pod koniec dnia, dbały o to, żeby każdy koń dotarł do stajni. Grajek grał swojej Kasztance spokojną melodię na dobranoc. Kiedy konie odpoczywały, wszystkie krasnale biegły do Ratusza na spotkanie. Opowiadały sobie nawzajem, co im się wciągu dnia przytrafiło i naradzały się, jak pomóc tym koniom, o które nie dbają ludzie. Zawszę wymyślały jakiś sprytny plan, żeby uratować konia, lecz nikomu go nie zdradzały.&lt;br /&gt;Przez setki lat, wydarzyło się bardzo wiele radosnych i smutnych chwil. Ludzie zaczęli kupować pierwsze samochody. Byli tak tym zafascynowani nowoczesnymi wynalazkami, że nie zwracali uwagi na krasnale. Skrzatów było coraz mniej.&lt;br /&gt; Kiedy po rynku zaczęły jeździć tramwaje, konie nie były już potrzebne. Krasnale też zniknęły. Pochowały się w wieżach. Cały czas obserwowały, co działo się w ich mieście, który znały jako Stary Targ. Tęskniły za końmi, które tak kochały.  Kiedy zwierzęta zaczęły wracać na Rynek, krasnale znowu się pojawiły. Większość krasnali nadal mieszka w wieżach budynków. Patrzą na miasto, wierzą, że i one kiedyś będą mogły stanąć przy deptakach.&lt;br /&gt;                Pięciu krasnali już powróciło do naszego Rynku. Szanujmy konie, wtedy krasnali będzie coraz więcej. To oni są strażnikami zwierząt.  &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-3353886640667425551?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/3353886640667425551/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=3353886640667425551' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/3353886640667425551'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/3353886640667425551'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2008/02/moja-wrocawska-ba.html' title='Moja Wrocławska Baśń'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-1926629600365103968</id><published>2008-02-02T08:23:00.000-08:00</published><updated>2008-02-02T08:27:43.744-08:00</updated><title type='text'>Listy drzew</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#333399;"&gt;Wojtek Kraska&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Na początku mego listu chcę Was pozdrowić z każdego zakątka świata. My – drzewa dajemy Wam wiele potrzebnego do życia. Najważniejsze jest to, że oczyszczamy Wam powietrze i dajemy tlen, abyście mogli oddychać. Korzystacie z naszego drewna do produkcji papieru, mebli, desek, zabawek. nasze owoce są pożywieniem dla ludzi i zwierząt. My – drzewa prosimy Was o to, żebyście pomyśleli o tym, czy trzeba nas tak dużo i często wycinać. Prosimy Was, żebyście byli cicho w lesie, zakładali filtry na kominy fabryczne i na rury wydechowe aut.&lt;br /&gt;Do szybkiego zobaczenia!&lt;br /&gt;Drzewo&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#33ccff;"&gt;Konrad Kucaj&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#33ccff;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Proszę, abyście nie niszczyli kory i liści na drzewach, bo kora i liście to nasze okrycia. Wszystkie drzewa mówią o tym, że idąc do lasu  wdychacie dużo tlenu, wyciszacie się i odprężacie. w lasach nie ma bakterii i zanieczyszczeń spalinami. Lasy zatrzymują wszelkie pyły. Bardzo   prosimy, abyście dbali o lasy i je pielęgnowali.  A wtedy odwdzięczymy się Wam!&lt;br /&gt;Wasze drzewa.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-1926629600365103968?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/1926629600365103968/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=1926629600365103968' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/1926629600365103968'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/1926629600365103968'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2008/02/listy-drzew.html' title='Listy drzew'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-4076542975024979431</id><published>2008-01-27T09:04:00.000-08:00</published><updated>2008-01-27T09:05:28.525-08:00</updated><title type='text'>Opowiadania  twórcze – klasa 3a</title><content type='html'>&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;W historyjce  zdania rozpoczynają się od kolejnych liter w imieniu babci lub dziadka.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffcc00;"&gt;Kasia Dobosiewicz&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt; IRENA&lt;br /&gt;I – Iwonka poszła na zakupy.&lt;br /&gt;R –robiąc zakupy, spotkała koleżankę Ewę.&lt;br /&gt;E – Ewa kupowała pokarm dla ptaków.&lt;br /&gt;N – Niosąc pokarm, podleciał do niej ptaszek.&lt;br /&gt;A - Ale zauważyła, że Iwona karmi ptaki.&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#33ffff;"&gt;&lt;strong&gt;Michał Dubieński&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;EWA&lt;br /&gt;E – Ela miała psa.&lt;br /&gt;W – W budzie zrobiła mu posłanie.&lt;br /&gt;A – A pies się cieszył.&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#3333ff;"&gt;&lt;strong&gt;Kacper Berezowski&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;JAN&lt;br /&gt;J – Jedziemy na wycieczkę zwiedzać zabytki miasta.&lt;br /&gt;A – Ale po drodze zepsuł się nam autokar.&lt;br /&gt;N – Naprawa autokaru ma potrwać 3 godziny.&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;Wojtek Kraska&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;ELA&lt;br /&gt;E – Edek to mój bardzo dobry kolega z klasy.&lt;br /&gt;L – Lubi grać w piłkę nożną i jeździć na nartach.&lt;br /&gt;A – Ale nie ma talentu do gry w piłkę.&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#660000;"&gt;&lt;strong&gt;Jakub Pogorzała&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt; STASZEK&lt;br /&gt;S – Staszek to mój dziadek.&lt;br /&gt;T – Tato na imię ma Sławek.&lt;br /&gt;A – A mama – Urszula.&lt;br /&gt;S – Siostra moja to Kasia.&lt;br /&gt;Z – Zosia to moja kuzynka.&lt;br /&gt;E – Ela to drugie imię mojej mamy.&lt;br /&gt;K – Kocham swoja rodzinę.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#6600cc;"&gt;Mikołaj Koźmiński&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;ELEONORA&lt;br /&gt;E – Ela miała lalkę&lt;br /&gt;L - lalkę szmaciankę. Na imię miała&lt;br /&gt;E – Ewa. Była ruda i miała jedną rękę.&lt;br /&gt;O – Odgryzał ją jej pies.&lt;br /&gt;N – Nazywał się Jacek.&lt;br /&gt;O – Ogon miał długi i zakręcony.&lt;br /&gt;R – Ratował ludzi i uratował&lt;br /&gt;A – Arka.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffcc00;"&gt;Ziemek Paszke&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; WANDA&lt;br /&gt;W – Weronika chciała pojechać na wycieczkę do Egiptu.&lt;br /&gt;A – Ale rodzice nie mieli pieniędzy.&lt;br /&gt;N – No to Weronika zmieniła plany.&lt;br /&gt;D – Do Sobótki pojechała.&lt;br /&gt;A – A Egipt zobaczyła na Discovery Channel.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-4076542975024979431?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/4076542975024979431/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=4076542975024979431' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/4076542975024979431'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/4076542975024979431'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2008/01/opowiadania-twrcze-klasa-3a.html' title='Opowiadania  twórcze – klasa 3a'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-6647846914248613273</id><published>2008-01-11T11:07:00.000-08:00</published><updated>2008-01-11T11:08:14.390-08:00</updated><title type='text'>Rozczarowanie</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff6666;"&gt;Michał Turniak&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Dawno, dawno temu pięknej królowej i przystojnemu królowi urodziła się niezbyt urodziwa córeczka Eliza. Była ona tak brzydka, że każdy, kto ją tylko zobaczył, uciekał z okropnym, przeraźliwym wrzaskiem lub zaczynał się pogardliwie śmiać. Król i królowa bardzo kochali swoją córeczkę, więc nie chcieli żeby wszyscy naśmiewali się z jej brzydoty. Aby uchronić Elizę przed kpiącymi lub przerażonymi spojrzeniami ludzi, król zamknął córkę w  najwyższej komnacie wieży. Nie chciał, żeby Eliza oszalała z samotności, dlatego kupił jej super komputer z internetem. Dzięki niemu królewna mogła się porozumiewać z ludźmi nie ukazując im swojej twarzy. Pewnego dnia Eliza poznała za pomocą internetu pewnego miłego księcia. Nazywał się Filip.  Odkąd się poznali, nie było dnia, w którym by ze sobą nie rozmawiali przez program Gadu-gadu. Eliza pisała Filipowi o swojej wspaniałej urodzie, a książę pisał o swych turniejach rycerskich. Książe postanowił wedrzeć się do komnaty królewny; pokonał cztery smoki, przeszedł przez kilkanaście murów i drutów kolczastych. Przepłynął nawet fosę, nie zważając na rekiny - ludojady i piranie. Nareszcie dotarł do drzwi komnaty i grzecznie zapukał. Drzwi się uchyliły. Filip wstrzymał oddech. Spodziewał się, że zaraz jego oczom ukaże się piękna dziewczyna. Niestety, zawiódł się okrutnie. Królewna była niesamowicie brzydka. Książę jęknął, odwrócił się i uciekł nie wypowiedziawszy ani jednego słowa Książę Filip już nigdy nie włączył Internetu ani programu Gadu-gadu, bo bał się, że ktoś go znów oszuka.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-6647846914248613273?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/6647846914248613273/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=6647846914248613273' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/6647846914248613273'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/6647846914248613273'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2008/01/rozczarowanie_11.html' title='Rozczarowanie'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-9114361164784851318</id><published>2008-01-11T11:00:00.000-08:00</published><updated>2008-01-11T11:03:15.121-08:00</updated><title type='text'>Gra</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#3366ff;"&gt;Julia Kozłowska&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;   &lt;span style="color:#33cc00;"&gt;         Był brzydki zachmurzony dzień, na dworze rozszalała się burza. Padał deszcz, wiał zimny wiatr i strzelały pioruny. Ludzie siedzieli w domach. Ja także się nudziłam, więc włączyłam komputer. Weszłam w gry na Internecie i tak zaczęła się moja przygoda. Grałam w różne gry. Żadna jednak mnie nie zaciekawiła. Szukałam ciągle czegoś interesującego. Nagle wysiadł prąd, zrobiło się ciemno i wciągnęło mnie do komputera. Znalazłam się w grze, w której trzeba było zoperować człowieka chorego na guza mózgu. Byłam lekarzem na sali operacyjnej. Miałam fartuch i maseczkę oraz gumowe rękawiczki. Na początku bardzo się bałam, ale później zrozumiałam, że muszę to zrobić. Ale gdy tylko chciałam zacząć operację, przeniosło mnie do zupełnie innej gry - konkursu tańca. Zaczęłam tańczyć: walca, tango a potem jeszcze rumbę. Zdobyłam pierwsze miejsce. Gdy poszłam odebrać puchar i już wchodziłam na podium znowu przeniosłam się do innej gry. Tym razem to było straszne. Byłam nurkiem i musiałam uciekać przed wielkim rekinem. Płynęłam szybko, ile tylko miałam siły, chowałam się za rafy koralowe, wpływałam do jaskiń. Rekin jednak dogonił mnie i już miał zacisnąć na mnie swoje straszne zębiska, ale znów zostałam przeniesiona do innej gry. Tym razem bardzo się z tego ucieszyłam. Ale tylko na chwilę. Gra była jeszcze bardziej straszna niż poprzednia. Była ona nazywana grą śmierci. Walczyłam o swoje życie. Musiałam wraz ze Scooby Doo skakać na deskorolce przez przeszkody i unikać strasznych duchów, ognia i wody. Gdy przeszliśmy cały poziom, zaczęliśmy walczyć z potworem z czekolady. Siłowaliśmy się z nim ponad godzinę, aż go pokonaliśmy. Potwór rozleciał się na tysiąc kawałków, a my mieliśmy wielką czekoladową wyżerkę. Zjedliśmy tyle czekolady, aż utyliśmy i zamieniliśmy się w zawodników sumo. Walczyliśmy na ringu z wielkimi, grubymi przeciwnikami. Oczywiście przegrałam i przeniosłam się do następnej gry. Była to nauka makijażu, w której malowano dziewczyny. Zostałam okropnie oszpecona i wyglądałam jak czarownica lub lalka Barbie po sześćdziesiątce. Czułam się okropnie. Rozpłakałam się i pomyślałam, że miło by było ponudzić się w domu wraz z rodzicami. Zrobiło się dziwnie ciemno i zimno. Wszystko zawirowało. Nagle zobaczyłam, że znów siedzę przed komputerem w swoim pokoju. Ale był on całkiem zmieniony. Wszędzie było dużo zabawek, szczególnie samochodzików a na dodatek stały tam dwa małe łóżeczka. Zobaczyłam rodziców. Bawili się na dywanie z dwoma małymi chłopcami. Byli oni strasznie podobni do mnie. Gdy rodzice mnie zobaczyli, nie mogli uwierzyć własnym oczom. Bardzo się ucieszyli. Wycałowali mnie i wyciskali. Myśleli, że umarłam. Okazało się, że nie było mnie pięć lat. Przedstawili mi też moich trzyletnich braci bliźniaków: Pawła i Gawła. Teraz już wiem, by nigdy nie włączać komputera, gdy jest burza. Ale jednocześnie tęsknię za przyjaciółmi, których poznałam i za przygodami, które przeżyłam&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-9114361164784851318?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/9114361164784851318/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=9114361164784851318' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/9114361164784851318'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/9114361164784851318'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2008/01/gra.html' title='Gra'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-2571618588303096777</id><published>2008-01-04T23:54:00.000-08:00</published><updated>2008-01-04T23:56:25.492-08:00</updated><title type='text'>Magiczne gry</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#cc33cc;"&gt;Gosia Sobczuk&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Mam dwanaście lat i chodzę do szóstej klasy. Na moje dwunaste urodziny rodzice wraz z moimi dziadkami kupili mi laptopa z Internetem. Bardzo się ucieszyłam i spędzałam przed laptopem cały mój wolny czas. Pewnej nocy przed całorocznym sprawdzianem z języka polskiego nie mogłam spać. Była druga w nocy i wszyscy już spali. Postanowiłam więc włączyć komputer, aby poszukać informacji, których jeszcze nie nauczyłam się na test. Coś mnie podkusiło i sprawdziłam moja pocztę elektroniczną. Zobaczyłam jedną nową wiadomość i natychmiast ją otworzyłam. Nigdy nie czytałam reklam, ale zobaczyłam napis „Gry internetowe za darmo”. Nie zdziwiłabym się za bardzo, gdybym nie zobaczyła przed tym napisem słowa „magiczne”. U dołu strony był link internetowy. Po chwili namysłu nacisnęłam na niego i szybko zamknęłam oczy na wypadek, gdyby na tej stronie znalazło się coś strasznego. W końcu była ciemna noc. Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że jestem w restauracji. Po pomieszczeniu chodziły komputerowe postacie. Przed sobą ujrzałam przycisk „enter” i szybko go nacisnęłam. Znalazłam się w jakiejś szkole, a komputerowa nauczycielka krzyczała na uczennicę, że je chipsy na lekcji. Zwiedziłam całą fantastyczną szkołę, a następnie wyszłam na boisko. Tam uczniowie mieli w-f i równo wykonywali ćwiczenia. Poszłam dalej i zorientowałam się, że na stole pingpongowym jest jakiś guzik. Na guziku widniał napis „wyjdź”. Nacisnęłam go i szybko znalazłam się w moim pokoju. Była już siódma rano i musiałam iść się myć. W szkole czekał mnie sprawdzian, do którego w ogóle się nie przygotowałam. Na szczęście był bardzo prosty i dostałam z niego sześć.&lt;br /&gt;Ta historia z Internetem dobrze mi zrobiła, ale wiadomość o magicznych grach komputerowych zniknęła z mojej skrzynki. Mam nadzieję, że nikt więcej nie dostał takiej wiadomości, a ta historia będzie tylko moim głębokim przeżyciem.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;  &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-2571618588303096777?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/2571618588303096777/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=2571618588303096777' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/2571618588303096777'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/2571618588303096777'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2008/01/magiczne-gry.html' title='Magiczne gry'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-7515672754141964990</id><published>2008-01-04T23:49:00.000-08:00</published><updated>2008-01-04T23:51:07.453-08:00</updated><title type='text'>Error</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#3366ff;"&gt;Martyna Mucha&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Pewnego dnia jak zwykle włączyłam komputer, aby wejść na pocztę i na inne strony. Słuchałam też muzyki i oglądałam ciekawe filmiki. W Internecie szukałam również wiadomości potrzebnych do pracy domowej. Zawsze mogę tam siedzieć kilka godzin. Gdy przeglądałam pocztę, okazało się, że otrzymałam wiadomość, by wejść na pewną stronę. Tam powinnam znaleźć super rzeczy z mojego ulubionego serialu. Autor podpisał się imieniem mojego wujka, więc pomyślałam, że to od niego. Weszłam na tę stronę. Ładowała się bardzo długo. Myślałam, że może dużo osób zagląda na tę stronę. W końcu się załadowała. Wyskoczył napis ERROR. Nacisnęłam klawisz ODŚWIEŻ, żeby strona się jeszcze raz naładowała…&lt;br /&gt;            Na monitorze ujrzałam jasne światło. Nagle wyskoczyła z niego ręka. Była zielona i bardzo dziwna. Złapała mnie za rękę i wciągnęła do komputera. Nic nie widziałam, było bardzo ciemno. Nagle ujrzałam dziwne rzeczy. Czułam się, jakbym była na stronie internetowej. Czerwone potworki biegały wokół mnie, tańczyły i śpiewały. Miały niebieskie oczy i po cztery pary rąk. Kazały mi wciągać inne dzieci do tej okropnej rzeczywistości, były im one potrzebne do ciężkiej pracy. Było tam bardzo gorąco. Potworki niszczyły klawiatury i myszki. Powiedziały, że muszę wciągnąć dziesięcioro dzieci, miał to być okup za moją wolność. Zrozpaczona powiedziałam, że tego nie zrobię. Po chwili wpadałam jednak na pewien pomysł. Postanowiłam uprzedzić dzieci, by zamiast siebie dawały do wciągnięcia lalki lub inne zabawki. Udało mi się. Potworki dały się oszukać.&lt;br /&gt;            A ja wróciłam do domu. Rodziców nie było, jeszcze pracowali. Myślałam, że mi się to wszystko przyśniło, lecz na swoim ubraniu zobaczyłam dziwną maź, którą miały na sobie potworki. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze. Już nigdy nie będę wchodziła na nieznane mi strony.&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-7515672754141964990?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/7515672754141964990/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=7515672754141964990' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/7515672754141964990'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/7515672754141964990'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2008/01/error.html' title='Error'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-8821727538388346271</id><published>2008-01-04T23:43:00.000-08:00</published><updated>2008-01-04T23:46:08.708-08:00</updated><title type='text'>W baśniowym świecie</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff99ff;"&gt;Olga Oszczanowska&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Dawno temu żyła sobie pewna dziewczynka o imieniu Kasia, która miała 10 lat. Pragnęła zostać znaną w całym świecie baletnicą. Jednak jej postępy w szkole baletowej nie były zbyt duże. Z dnia na dzień traciła nadzieję na to, że uda jej się spełnić marzenia. I nagle pewnej nocy przyśnił się jej sen – jego bohaterem był duszek internetowy o imieniu Jeté. Duszek podpowiedział Kasi, aby następnego dnia otworzyła Internet o godzinie 16.00 na stronie o nazwie: www.arabesque.com. Wtedy bowiem zobaczy plakaty, które kiedyś będą znane na całym świecie. Na plakatach będzie jej zdjęcie w głównej roli Klary z ,,Dziadka do orzechów’’. Był to ulubiony balet Kasi. Najbardziej podobał jej się duet - taniec Klary i dziadka do orzechów, który przemienił się w księcia. Zawsze marzyła, aby zatańczyć w przepięknej sukni i różowych pointach z błyszczącymi tasiemkami, jak zawodowa solistka na wielkiej i przepięknej scenie u boku przystojnego tancerza. Jeté powiedział jej także, że to wszystko może się wydarzyć naprawdę - musi się tylko dobrze zastanowić i odpowiedzieć na pytanie: W jaki sposób musi się zmienić, aby osiągnąć sukces? Kasia obudziła się i zaczęła sobie przypominać sen i słowa, które wypowiedział duszek. Cały dzień myślała nad pytaniem i w końcu wieczorem, gdy kładła się spać odpowiedziała sobie na nie następująco: Aby osiągnąć sukces, nie mogę się poddać i muszę dążyć do celu, czyli starać się robić wszystko jak najlepiej, rozciągać się i ćwiczyć w domu.&lt;br /&gt;Odtąd Kasia starała się jak najlepiej wypełniać swoje postanowienia. Marzenia Kasi spełniły się po długich i ciężkich latach pracy. Kasia została zawodową tancerką i była znana na całym świecie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-8821727538388346271?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/8821727538388346271/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=8821727538388346271' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/8821727538388346271'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/8821727538388346271'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2008/01/w-baniowym-wiecie.html' title='W baśniowym świecie'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-8634696651752778764</id><published>2007-12-22T03:33:00.000-08:00</published><updated>2007-12-22T03:34:37.384-08:00</updated><title type='text'>Mit o powstaniu internetu</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff6600;"&gt;Marcin Chuchracki&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Dawno temu żył młodzieniec, któremu nadano imię Internetus. Był on synem Hermesa, bożego posłańca.      Internetus chciał naśladować ojca. Często przenosił różne wieści od Zeusa w zastępstwie za swego ojca. Marzył jednak o tym, żeby wieści rozsyłane były po świecie coraz szybciej. Długo nad tym myślał.      Pewnego dnia stworzył niezastąpiony przesyłacz wieści i informacji. Była to sieć internetowa. Pooplatał nią cały świat i odtąd każdy otrzymywał wszystkie informacje, które były mu potrzebne.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-8634696651752778764?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/8634696651752778764/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=8634696651752778764' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/8634696651752778764'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/8634696651752778764'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2007/12/mit-o-powstaniu-internetu_22.html' title='Mit o powstaniu internetu'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-7951208523766698292</id><published>2007-12-22T03:32:00.000-08:00</published><updated>2007-12-22T03:36:51.299-08:00</updated><title type='text'>Mit o Sieciaku</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#666666;"&gt;Witek Oszczanowski&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;W jednej spośród wielu jaskiń w Pirenejach żył Sieciak. Dawno temu był on srogim władcą wielkiego królestwa ludzi. Został strącony z tronu i oskarżony o zabicie żony przez swojego brata Hakusa. Hakus najpierw zabił żonę brata, a następnie pokonał Sieciaka w pojedynku rycerskim.&lt;br /&gt;Odtąd rządził królestwem nieuczciwie i niegodnie. Sieciak pogodził się jednak z tym losem i wiódł nędzne życie żebraka. Polował na dziki, sarny i jelenie. Pił jedynie czystą źródlaną wodę ze strumienia obok swojej jaskini. Sieciak, mimo niegodziwego losu, posiadł wiele niezwykłych umiejętności: był biegły we władaniu bronią, znakomicie jeździł konno, był również bardzo kulturalny i inteligentny.&lt;br /&gt;Po wielu latach zamieszkiwania jaskini dowiedział się od swoich zaufanych przyjaciół o przerażającym potworze, Smoku Wirususie. Wirususus napadał na pola, łąki, lasy i ziemie Hakusa. Zrozpaczony Hakus zaczął szukać mężnych śmiałków do zabicia potwora. Obiecał, że zabójca smoka zostanie księciem i dostanie wiele ziem. Jednak żaden rycerz nie mógł sprostać zadaniu. Wszyscy po kolei lądowali w żołądku smoka.&lt;br /&gt;Sieciak, dowiedziawszy się o tym, nie zastanawiał się ani dłużej. Wziął miecz, tarczę i ruszył na smoka. Wędrował wiele dni i nocy, aż w końcu dotarł do świętego Gaju Demeter. Stał nad jaskinią smoka. Tam zauważył mnóstwo kości i czaszek śmiałków. Sieciak wiedział, że nie będzie to łatwa walka. Wymyślił więc plan: nad wejściem przed jaskinią zawiesi i zwiąże sznurem wielki głaz. Udało mu się to dzięki niesamowitej sile i małej pomocy Heraklesa. Potem zszedł na dół i wywołał bestię z jaskini, dzięki znamienitemu rzutowi włócznią. Smok wyszedł z kryjówki, a wtedy Sieciak rzucił swym sztyletem w sznur przecinając go. Głaz spadł na smoka. Widząc, że smok jeszcze nie umarł, odciął mu łeb.&lt;br /&gt;Z krwawiącego łba wyłoniły się IMPULSY !!!&lt;br /&gt;To Atena - Bogini Mądrości – wraz z Prometeuszem stworzyła INTERNET. Następnie nauczyła z niego korzystać ludzi, nimfy, satyrów i wszystkie inne stworzenia na ziemi.&lt;br /&gt;Sieciak dumny ze zwycięstwa, a zarazem zdziwiony z daru bogów od razu udał się na dwór brata. Opowiedziawszy mu o śmierci potwora, zażądał aby Hakus oddał mu królestwo. Hakus jedynie się zaśmiał i zaczął poniżać Sieciaka. Sieciak nie wytrzymał i wyzwał brata na pojedynek rycerski. Hakus przyjął wyzwanie. Walka była bardzo zacięta. Sieciak był bliski śmierci, gdy broń przeciwnika ześlizgnęła się po jego zbroi. Następny zaatakował Sieciak. Ogłuszył przeciwnika pięścią, a następnie przyłożył mu do szyi miecz. Hakus, widząc taki obrót sprawy, opuścił miecz i błagał o litość. Sieciak zlitował się nad bratem i puścił go wolno.&lt;br /&gt;Odtąd sprawy w królestwie obrały zupełnie inny obrót. Znów żyło się tam godnie i miło, a wszystko dzięki Sieciakowi i  boskiemu Internetowi!&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-7951208523766698292?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/7951208523766698292/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=7951208523766698292' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/7951208523766698292'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/7951208523766698292'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2007/12/mit-o-powstaniu-internetu.html' title='Mit o Sieciaku'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-4362512764732220121</id><published>2007-12-22T03:30:00.000-08:00</published><updated>2007-12-22T03:31:46.488-08:00</updated><title type='text'>Baśń o złym Czarnoksiężniku Internecie.</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffffcc;"&gt;Paweł Stec&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Za siedmioma górami, za siedmioma morzami w Wirtulandii żył chłopiec o imieniu Tomasz. Jak na syna dzielnego rycerza przystało, Tomasz ćwiczył swą zręczność w turniejach komputerowych.&lt;br /&gt;Pewnego razu Tomasz grał w FIFĘ 07. Włączył gadu–gadu, by umówić się z przyjaciółmi na zawody w sieci. Nagle otrzymał wiadomość od nieznajomego. Napis, który odczytał Tomasz, brzmiał następująco:&lt;br /&gt;„Jestem złym Czarnoksiężnikiem Internetem oddaj mi swoje dane z komputera a wyjdziesz z tego cało. A jeżeli nie spełnisz moich żądań, to nie dość, że nie będziesz miał danych, to jeszcze twój komputer będzie miał wirusa” . Tomek odpowiedział, że nigdy nie odda mu danych ze swojego komputera.&lt;br /&gt;Niestety, następnego dnia ,gdy Tomek włączył komputer ,przekonał się, że czarnoksiężnik nie kłamał. Komputer nie wykonywał żadnych poleceń, myszka nie reagowała na coraz bardziej zdenerwowane kliknięcia. Dane z twardego dysku zniknęły. Komputerem zwojowały wirusy! Komputer sam się wyłączał i włączał .&lt;br /&gt;W końcu Tomasz udał się do swojego ojca, który był Rycerzem Informatykiem. Wiele razy walczył z podstępnym Internetem, który chciał zawładnąć siecią w całym królestwie. Ponieważ czar rzucony przez złego maga był wielki, dzielny Informatyk wraz ze swoim synem postanowili razem usunąć wirusy. Dzięki ich wspólnemu wysiłkowi udało się odzyskać dane z komputera i oczyścić sieć. Następnie stworzyli wirtualne więzienie dla wirusów. Wtem Tomasz znalazł Czarnoksiężnika  - od razu wtrącił go do lochu. Sieć była uratowana!&lt;br /&gt;Tomasz za swoje umiejętności został pasowany na Małego Rycerza Informatyka.Odtąd wszyscy żyli długo i szczęśliwie, a na komputerze Tomka już nigdy nie było wirusów&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-4362512764732220121?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/4362512764732220121/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=4362512764732220121' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/4362512764732220121'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/4362512764732220121'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2007/12/ba-o-zym-czarnoksiniku-internecie.html' title='Baśń o złym Czarnoksiężniku Internecie.'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-4454908564929886821</id><published>2007-12-20T22:44:00.000-08:00</published><updated>2007-12-20T22:46:07.186-08:00</updated><title type='text'>Mit o komputerze i Internecie</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Wojtek Koralewski&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Pewnego dnia na górze Olimp bogowie zbuntowali się przeciw Zeusowi, ponieważ nie pozwalał im wymyślać nowych urządzeń. Bogowie postanowili walczyć z Zeusem. Pierwszy do walki stanął Posejdon - bóg mórz i oceanów, lecz przegrał. Jako drugi do walki stanął Hades - bóg podziemi, ale również przegrał. Dopiero trzeci Interkles pokonał Zeusa i zasiadł na tronie i rządził górą Olimp.     Interkles miał żonę Klawaiaturse, dwie córki Kompurtse i Głośnikse oraz dwóch synów Myszosa i Monitursa. Bogowie byli bardzo zadowoleni z rządów Interklesa, który pozwalał bogom wymyślać różne urządzenia, tylko on sam nic nie wymyślał ( ale jak później się okazało, nie była to prawda ). &lt;br /&gt;Interkles pracował w tajemnicy nad urządzeniem służącym do gry i zabawy. Trwało to bardzo długo, wiele urządzeń musiał zniszczyć, ponieważ nie działały. Aż wreszcie nadszedł dzień kiedy urządzenie włączyło się. Wtedy szybko zwołał bogów i zaprezentował swój cudowny wynalazek. Wszyscy byli ciekawi jak się nazywa. Interkles stwierdził że imię jego córki będzie odpowiednie i  urządzenie nazwał  - komputer.&lt;br /&gt;Atena postanowiła pobawić się komputerem, włączyła go, ale nic się nie działo. Poszła do Interklesa i zapytała, co właściwie można robić z tym komputerem. Dopiero wtedy Interkles zauważył że komputer włączył się, ale nic więcej się nie dzieje. Postanowił więc coś z tym zrobić, wynalazł nowe urządzenie. Afrodyta zapytała jak się  nazywa. Tym razem Interkles pomyślał: „ Skoro komputer nazwałem od imienia mojej córki, to urządzenie nazwę od imienia mojego syna Monitursa” i nazwał je - monitor.&lt;br /&gt;Tym razem Herakles jako pierwszy włączył komputer i monitor i... bogowie znowu się zmartwili, ponieważ pojawiła się strzałeczka i ikony, z którymi nic nie można było zrobić. Interkles był już tym znudzony, ale bardzo zależało mu na działaniu komputera i powiedział, że coś wymyśli. Na następny dzień udało się wynaleźć nowe urządzenie, lecz aby Afrodyta znów go nie wypytywała od razu nadał nazwę nowemu urządzeniu. Ale teraz od imienia jego drugiego syna Myszosa, tym razem nazwał je - myszką.&lt;br /&gt; Bogowie bardzo się cieszyli że urządzenia ze sobą współpracują i zaczęli grać, ale nie we wszystko, bo nie dało się np. w wyścigi rydwanów, poza tym myszka nie była urządzeniem doskonałym. I wszyscy bogowie zwrócili się do Interklesa z prośbą, aby coś z tym zrobił. Bogowie nalegali i ostatecznie Interkles zgodził się wynaleźć nowe urządzenie. Szybko zabrał się do pracy i już za chwilę pokazał je bogom. To urządzenie nazwał od imienia żony Klawiatursy, ale tak jak z poprzednimi imionami przekręcił je i nazwał  klawiaturą. Bogowie promienieli radością. Ale po krótkim czasie brakowało im odgłosów w komputerze. Ale Interkles przewidział to  i wynalazł nowe urządzenie, które nazwał od imienia swojej drugiej córki Głośniksy - głośnikami.&lt;br /&gt; Coraz bardziej zajeci graniem bogowie poprosili Interklesa, żeby wymyślił coś, co pozwoli im się porozumiewać i grać. Interkles uznał, że to dobry pomysł, ale trudny do zrealizowania. Bardzo długo myślał zanim wpadł na pomysł. Pomyślał, że będzie trzeba użyć kabli, długich kabli. Poplątał je dociągnął do komputerów, ale nic to nie dało. Postanowił razem z innymi bogami wybudować stację nadawczą. Do stacji nadawczej podłączył kable i zadziałało. Pomyślał, jak nazwać to coś: „ Skoro imionami swojej rodziny nazwałem poszczególne urządzenia,  mnie też się coś należy.” I od swojego imienia nazwał tę rzecz  -  internetem.  Ale internet wcale nie był bezpieczny. Pewnego dnia złośliwa Afrodyta, która w czasie internetowych rozrywek w strzelaniu z łuku często przegrywała z Ateną, wpuściła do internetu wirusy. Wirusy te przetrwały do dziś i można je spotkać na niektórych stronach. Niestety, trudno je usunąć z komputerów. Lubią niszczyć dane, czasem podszywają się pod miłosne e-maile. Uważajcie więc korzystając z poczty elektronicznej! &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-4454908564929886821?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/4454908564929886821/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=4454908564929886821' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/4454908564929886821'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/4454908564929886821'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2007/12/mit-o-komputerze-i-internecie.html' title='Mit o komputerze i Internecie'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-6248819173578053120</id><published>2007-12-20T22:42:00.000-08:00</published><updated>2007-12-20T22:43:53.580-08:00</updated><title type='text'>O naiwnym księciu, który księżniczki w Internecie szukał</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff99ff;"&gt;Adrianna Litwińska&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff99ff;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Młody, bogaty i leniwy książę całe dnie siedział w swojej komnacie przed komputerem w Internecie. Wszystkie sprawy załatwiał przez Internet. Kupował, sprzedawał, zawierał znajomości z osobami, z którymi nigdy się nie spotykał. Król i królowa załamywali ręce. Próbowali różnymi sposobami odciągnąć syna od komputera, ale ani prośbą, ani groźbą nie udało im się tego uczynić.&lt;br /&gt;Był już najwyższy czas, aby młody książę się ożenił, ale jak miał to zrobić skoro w ogóle nie opuszczał pałacu i nie miał okazji poznać żadnej księżniczki. Wpadł więc na genialny pomysł, że poszuka księżniczki przez Internet. I choć rodzice mówili, że to zły pomysł on i tak nie słuchał, bo uważał, że Internet to najlepszy sposób na znalezienie wspaniałej dziewczyny, która mogłaby być jego żoną.&lt;br /&gt;Jak powiedział, tak uczynił. Szybko przejrzał listę kandydatek i wybrał tę, której cechy charakteru i zamieszczona fotografia odpowiadały mu najbardziej. Uznał, że takiej księżniczki szukał, i że rodzice będą zachwyceni. Zaczęli za sobą korespondować.&lt;br /&gt;Omena, bo tak miała na imię jego wybranka ciągle przesyłała mu swoje nowe fotografie i opisywała siebie i swoją rodzinę jak najlepiej mogła. Oczarowany jej urodą i inteligencją książę poprosił ją o rękę. Wyznaczyli datę ślubu i zaprosili gości, a do ich pierwszego spotkania miało dojść w dniu samego ślubu.&lt;br /&gt;Gdy nadszedł ten dzień i chwila ich pierwszego spotkania z karocy wysiadła dziewczyna w ogóle nie przypominająca tej z przesyłanych fotografii, a po zamienieniu z nią kilku słów, okazało się, że wcale nie jest inteligentną osobą. Jakież było rozczarowanie księcia. Spojrzał ze smutkiem na rodziców i zrozumiał, że mieli rację. Jakże był naiwny! Zerwał zaręczyny , po czym wskoczył na swojego rumaka i czym prędzej odjechał.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-6248819173578053120?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/6248819173578053120/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=6248819173578053120' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/6248819173578053120'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/6248819173578053120'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2007/12/o-naiwnym-ksiciu-ktry-ksiniczki-w.html' title='O naiwnym księciu, który księżniczki w Internecie szukał'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-3152474944121289400</id><published>2007-12-14T04:59:00.000-08:00</published><updated>2007-12-14T05:02:48.435-08:00</updated><title type='text'>Moje  czarodziejskie pióro</title><content type='html'>&lt;span style="color:#663366;"&gt;&lt;strong&gt;Karolina Krzykawiak&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Pewnego dnia, gdy szłam ze szkoły, zauważyłam dziwne, długie pudełko. Podniosłam je i otworzyłam. W środku była kartka i smukły kawałek drewna ze stalówką. Wzięłam kartkę i przeczytałam ją. Było napisane:&lt;br /&gt;Pióro – 25 ore&lt;br /&gt;Wykonanie :&lt;br /&gt;- łzy słowika&lt;br /&gt;- smoczy ząb&lt;br /&gt;- jad żmii&lt;br /&gt;- pióro gołębie&lt;br /&gt;- pióro wykonane z cisu&lt;br /&gt;( nie trzeba atramentu )&lt;br /&gt;Machnęłam piórem i zobaczyłam, że cały świat wiruje a ja razem z nim . Przemieściłam się w czasie i znalazłam się w Średniowieczu.&lt;br /&gt;Zobaczyłam , jak zabijają czarownika i usłyszałam jego głos: „ kiedyś jakaś dziewczyna znajdzie moje pióro i będzie kontynuowała moje dzieło! Walkę ze złem”. Powtórzyłam jego słowa i znowu znalazłam się tam, gdzie zobaczyłam pióro. Wzięłam je do domu i położyłam je na stole. Zaczęło świeci.. Podeszłam do niego położyłam na stole kartkę. Pióro same zaczęło pisać „ Dobrze Kajka ! Zrobiłaś pierwszy krok , odnalazłaś pióro. I wiesz do kogo należało …” &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-3152474944121289400?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/3152474944121289400/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=3152474944121289400' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/3152474944121289400'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/3152474944121289400'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2007/12/moje-czarodziejskie-piro.html' title='Moje  czarodziejskie pióro'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-8027636841205320691</id><published>2007-12-10T10:16:00.000-08:00</published><updated>2007-12-10T10:18:02.438-08:00</updated><title type='text'>Wycieczka</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#6633ff;"&gt;Ola Ciechanowska&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Dnia 05.12.07r. klasa IIIC wybrała się na wycieczkę do Złotego Stoku.&lt;br /&gt;Zwiedzaliśmy kopalnię złota, w której pływaliśmy po jej zalanej części. Później poszliśmy do sali gdzie malowaliśmy świąteczne figurki. Potem schodziliśmy 25 m wgląd ziemi, na dole ujrzeliśmy jedyny w Polsce podziemny wodospad. Po wyjściu z kopalni obserwowaliśmy jak powstają monety i sztabki złota. Następnie spotkaliśmy Alchemika, który wyjawił nam tajemnicę mikstury młodości. Po chwili zawołaliśmy Gnoma, który zaprowadził nas do Świętego Mikołaja.Wycieczka po kopalni zakończyła wyprawa do „Chodnika Śmierci”.Tak kończy się nasza podróż, która według nas była super! &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-8027636841205320691?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/8027636841205320691/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=8027636841205320691' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/8027636841205320691'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/8027636841205320691'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2007/12/wycieczka.html' title='Wycieczka'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-7796060687494070313</id><published>2007-12-03T10:55:00.000-08:00</published><updated>2007-12-03T10:57:56.623-08:00</updated><title type='text'>Moja wymyślona historia z malutką czarownicą</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#cc0000;"&gt;Witek Oszczanowski&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Nazywam się Rilian i mam 12 lat. Opowiem wam teraz jedną z moich niezapomnianych przygód. Pewnego razu zagubiłem się w lesie i nie wiedziałem, co robić. Na szczęście odnalazła mnie malutka czarownica, która miała dopiero 127 lat. Zaprosiła mnie do swojego przytulnego domku na herbatkę i opowiedziała o sobie. Pokazała mi bardzo trudny do sporządzenia eliksir Felix Felicis - inaczej eliksir szczęścia. Zażyłem go i poczułem, że powinienem wyjść na dwór i miałem rację. Zauważyłem 4-listną koniczynkę. Następnie poszedłem na strych w celu poszukania czegoś godnego uwagi i zauważyłem prawdziwy wykonany ze szczerego złota miecz Excalibur. Postanowiłem go dotknąć, ale czarownica powiedziała, żebym nie ważył się go tknąć i zagoniła mnie do łóżka, ponieważ była już noc. Ale ja nie spałem, ponieważ chciałem dotknąć magicznego miecza, więc musiałem poczekać do zaśnięcia malutkiej czarownicy. Gdy już zasnęła, poszedłem na paluszkach na strych w celu dotknięcia Excalibura. Udało mi się to i chwilę później miałem już go w rękach. Nagle poczułem, że coś się ze mną dzieje i przeniosłem się do lasu między światami. Odkryłem bowiem, że ów Excalibur był świstoklikiem. Kompletnie nie wiedziałem, co robić. Postanowiłem więc wskoczyć do jednej z sadzawek, chociaż nie wiem po, co, ale tak podpowiadała mi intuicja.&lt;br /&gt;Wnet okazało się, że leżę na pokładzie statku o nazwie „Wędrowiec do świtu". Obok mnie zauważyłem Edmunda Sprawiedliwego, Łucję Mężną, Kaspiana X - mojego ojca - i mysz o imieniu Ryczypisk. Wytłumaczyli mi, że ich cel polega na odnalezieniu sześciu baranów na Samotnych Wyspach. Opowiedzieli mi również historię o księciu Rilianie, który w nieoczekiwany sposób zginął w północnych lasach Narnii. Powiedzieli mi również, że był do mnie bardzo podobny i najprawdopodobniej nim jestem. Kilka tygodni później wracaliśmy już do Ker-Paravelu z naszej wyprawy, która zakończyła się sukcesem. Kilka lat później mój ojciec, Kaspian X, zwany również Kaspianem Żeglarzem, zmarł i ja objąłem tron.&lt;br /&gt;Po kilkudziesięciu latach moich silnych i uczciwych panowań mój orzeł zwiadowca o imieniu Dalwid przyniósł mi wieść, która brzmiała tak: gdzieś na południu spostrzegłem srebrnego jelenia, który, jak głosi legenda, spełni życzenie człowieka, który go złapie. Od razu zapuściłem się w te strony w celu odnalezienia go. Niedługo potem już go wytropiłem. Zauważyłem go dopiero przy latarni - granicy Narnii. Od razu puściłem się za nim galopem na moim wiernym jednorożcu o imieniu Bucefał. Gdy jeleń wszedł w choinki, wszedłem tam za nim i poczułem to samo, co w chwili, gdy przybyłem do Narnii. Chwilę potem byłem w domu malutkiej czarownicy z Excaliburem w ręce. Jak myślicie, dlaczego w Narnii minęło kilkadziesiąt lat, a na Ziemi zaledwie kilka chwil? Ponieważ czas Narnijski jest zupełnie inny niż nasz. Czarownica za moje znikniecie ukarała mnie w ten sposób, że kazała mi pójść spać i to natychmiast.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-7796060687494070313?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/7796060687494070313/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=7796060687494070313' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/7796060687494070313'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/7796060687494070313'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2007/12/moja-wymylona-historia-z-malutk.html' title='Moja wymyślona historia z malutką czarownicą'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-5614731155869325885</id><published>2007-12-03T10:44:00.000-08:00</published><updated>2007-12-03T10:45:40.811-08:00</updated><title type='text'>„Przygoda wróbelka” -opowiadanie ortograficzne</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#33ccff;"&gt;Dawid Ptak&lt;/span&gt; &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Pewnego dnia w górach leciał mały wróbelek. Leciał, leciał, leciał, ale nie doleciał do celu. Upadł na śnieg i zobaczył szare piórko. Spojrzał na na piórko i podszedł do niego. Wziął je do łapki i nagle piórko uniosło się i zrobiło się złote. Piórko gdzieś odleciało, a wróbelek poszedł za nim. Szedł, szedł, szedł , aż znalazł ogórek. Wziął go do ręki, powąchał, ale niezbyt mu ten zapach pasował. Więc go wyrzucił.&lt;br /&gt;Wróbelek zauważył jaskółkę, która leciała nad górami. Mały wróbelek zawołał:&lt;br /&gt;-Jaskółko, jaskółko!&lt;br /&gt;Jaskółka odwróciła się i zobaczyła wróbelka. Patrzyła, patrzyła, aż tu nagle…. Bum!!! Jaskółka uderzyła w słup. Mały wróbelek podbiegł do jaskółki i krzyknął:&lt;br /&gt;-Ale katastrofa!!! Jaskółka jest ledwo żywa!&lt;br /&gt;Siedział koło jaskółki i myślał :&lt;br /&gt;-Trzeba ją jakoś uratować. - Wpadł na pomysł.&lt;br /&gt;- O, wiem. Uleczę ją . Chwilka... Przecież nie mam apteczki.&lt;br /&gt;Wróbelek zasnął. Spał, spał i spał. Aż tu pojawiła się wróżka z czarodziejską różdżką. Kiedy wróbelek wstał, przestraszył się wróżki i upadł na ziemię. Potem położył się i powtarzał sobie:&lt;br /&gt;-Nic nie widziałem, nic nie widziałem.&lt;br /&gt;Próbował zasnąć, ale nie udało mu się to. Otworzył więc oczy i zobaczył, że jest w powietrzu. Powiedział:&lt;br /&gt;-Wow, jestem czarodziejem.&lt;br /&gt;Nagle znów spadł na ziemię i stwierdził:&lt;br /&gt;-Już nie jestem czarodziejem.&lt;br /&gt;Wróbelek miał smutną minę.&lt;br /&gt;-Nie, to ja jestem czarodziejem, to znaczy wróżką.&lt;br /&gt;-Aaaaa. Ale jakaś taka wielka jesteś.&lt;br /&gt;-Nie, to ty jesteś mały.&lt;br /&gt;Wróżka podeszła do niego i spytała;&lt;br /&gt;-Coś nie tak?&lt;br /&gt;-Tak, coś jej jest. – Wróbelek pokazał jaskółkę.&lt;br /&gt;-A co się stało?&lt;br /&gt;-Jaskółka leciała i uderzyła w słup.&lt;br /&gt;-Więc ją uzdrowię. Tylko, że wieje wiatr i czar może nie zadziałać.&lt;br /&gt;-To zbudujmy coś w stylu bramki. Ja się na niej zawieszę i nie będzie wiatru.&lt;br /&gt;-Dobrze.&lt;br /&gt;Wzięli się do pracy. Kiedy zbudowali tę bramkę, mały wróbelek zawiesił się na niej. Powiedział:&lt;br /&gt;-Zaczynaj.&lt;br /&gt;-Dobrze.&lt;br /&gt;Wróżka powiedziała:&lt;br /&gt;-Hokus – pokus…. i gotowe.&lt;br /&gt;-Hurra! Udało się.&lt;br /&gt;Wróbelek podskakiwał z radości. Wszystko zakończyło się bardzo wesoło.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-5614731155869325885?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/5614731155869325885/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=5614731155869325885' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/5614731155869325885'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/5614731155869325885'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2007/12/przygoda-wrbelka-opowiadanie.html' title='„Przygoda wróbelka” -opowiadanie ortograficzne'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-8876028008154769988</id><published>2007-12-03T10:15:00.000-08:00</published><updated>2007-12-03T10:16:52.852-08:00</updated><title type='text'>Trzy życzenia złotej rybki</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Hania Sicińska&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Pewnego dnia będąc na wakacjach poszłam nad jezioro. Pluskając się w wodzie zobaczyłam złotą rybkę, która była chora. Rybka przemówiła ludzkim głosem. – „Jak mnie wyleczysz, spełnię Twoje trzy życzenia.” Wzięłam, więc ją do domu i opiekowałam się nią, aż była zdrowa.&lt;br /&gt;Wyleczona rybka chciała dotrzymać swoją obietnicę. Moje pierwsze życzenie było takie – „Chciałbym mieć konia.” Następnie poprosiłam, żeby na świecie nie było więcej wojen. Wieczorem spełniło się jedno z moich życzeń. Oglądając „Wiadomości” dowiedziałam się, że żadni ludzie nie chcą już ze sobą walczyć. Trzecie życzenie chciałam oddać rybce. Spytałam się jej, jakie ona ma marzenie. Rybka bardzo chciała być już zawsze wolna, więc ją wypuściłam do wody. Złota rybka podziękowała mi i odpłynęła.&lt;br /&gt;Bardzo szybko naszedł dzień wyjazdu. We Wrocławiu okazało się, że w stadninie na Partynicach czeka na mnie piękny koń. Tak spełniły się wszystkie moje życzenia.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-8876028008154769988?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/8876028008154769988/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=8876028008154769988' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/8876028008154769988'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/8876028008154769988'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2007/12/trzy-yczenia-zotej-rybki.html' title='Trzy życzenia złotej rybki'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-2393635572556368339</id><published>2007-11-23T07:27:00.000-08:00</published><updated>2007-12-03T10:18:04.005-08:00</updated><title type='text'>Trzy życzenia do złotej rybki</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#cc66cc;"&gt;Paweł Sitarz&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Pewnego razu poszedłem nad morze, było tam pięknie. Nagle wynurzyła się z wody złota rybka. Spojrzałem na nią , a ona powiedziała , że spełni trzy moje życzenia. Bardzo zdziwiłem się, gdy rybka do mnie przemówiła. Poprosiłem ją, żeby nie było wojen, by ludzie nie chorowali i aby kierowali się w życiu dobrocią. Podziękowałem za wszystko serdecznie. Rybka zanurzyła się wodzie. Wówczas poszedłem do domu i opowiedziałem o tym bratu, ale on nie uwierzył mi.&lt;br /&gt;Na drugi dzień wybrałem się z bratem nad morze, lecz rybki nie było. Pomyślałem, że rybacy mogli ją złowić. Jednak po pewnym czasie rybka wynurzyła się z morskiej wody i rzekła, iż szlachetne były moje życzenia, więc je spełni.&lt;br /&gt;Rano po przebudzeniu okazało się, że cała historia to tylko piękny sen i bardzo tego żałowałem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-2393635572556368339?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/2393635572556368339/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=2393635572556368339' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/2393635572556368339'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/2393635572556368339'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2007/11/trzy-yczenia-do-zotej-rybki.html' title='Trzy życzenia do złotej rybki'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-5040193520885689483</id><published>2007-11-22T20:12:00.000-08:00</published><updated>2007-11-22T20:15:18.904-08:00</updated><title type='text'>Kołysanka matematyczna</title><content type='html'>&lt;span style="color:#ffcc00;"&gt;&lt;strong&gt;S.SZ-C&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Kolejny dzień uciekł&lt;br /&gt;Gdzieś daleko,&lt;br /&gt;Zasypia już ze słońcem za siódmą górą i rzeką&lt;br /&gt;I ja uciekam razem z nim&lt;br /&gt;W ciepło i miękkość poduszki&lt;br /&gt;Otulam się jego wspomnieniem &lt;br /&gt;Jak kołdrą&lt;br /&gt;Ale nie zasnę szybko..&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słyszę już tupot butów nowego dnia&lt;br /&gt;To piątek&lt;br /&gt;Niecierpliwie biegnie&lt;br /&gt;Z nowymi zdarzeniami&lt;br /&gt;Szepcze mi do ucha o lekcjach, zeszytach , sprawdzianach&lt;br /&gt;Milionach nie moich spraw&lt;br /&gt;Które będę rozwiązywać – a przynajmniej próbować …&lt;br /&gt;Kto zwycięży,&lt;br /&gt;zmęczenie czy niepokój dnia następnego&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze ten łysol - Księżyc&lt;br /&gt;Zagląda przez okno,&lt;br /&gt;Łypie okiem – śmieje się do mnie czy ze mnie?!&lt;br /&gt;Odwzajemniam uśmiech&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I idę liczyć barany,&lt;br /&gt;Milion jeden, milion dwa, milion trzy….&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-5040193520885689483?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/5040193520885689483/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=5040193520885689483' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/5040193520885689483'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/5040193520885689483'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2007/11/koysanka-matematyczna.html' title='Kołysanka matematyczna'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-1190158921088006619</id><published>2007-11-06T11:02:00.000-08:00</published><updated>2007-11-06T11:04:29.760-08:00</updated><title type='text'>Bazia</title><content type='html'>&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Autor: Melania  Furmaniak &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;23 lipca 2007 roku kupiłam sobie chomika. Długo szukałam odpowiedniego sklepu, w którym zwierzątka miałyby czysto i nie byłyby chore ani agresywne. Ale już na wstępie piszę, że opłaciło się.&lt;br /&gt;Gdy już straciłam nadzieję, że dziś kupię sobie chomika, mama postanowiła odwiedzić ostatni sklep w naszej okolicy.&lt;br /&gt;Pani sprzedawczyni była bardzo miła i dała mi potrzymać chomiczkę, która nam się spodobała. Kupiłam ją i zdziwiłam się, że jest taka tania!!! Kosztowała zaledwie 13 złotych!!! Była to dziewczynka, więc zaczęłam się poważnie zastanawiać, jak ją nazwać. Wcześniej w domu padło wiele propozycji. Między innymi: Cytrynka, Pimpunia, Pusia, Matylda i wiele innych. Tata chciał, aby nazywała się Okruszynka, mama – Mańdzia, a ja - Lika. Więc stanęło na Lice. Od razu zadzwoniłam do taty z komórki mamy i opowiedziałam mu o Lice. Bardzo się ucieszył. W drodze do domu Lika zrobiła dwie kupki, siusiu i wyjęła ziarenko z worka.&lt;br /&gt;W domu chomisia nie za bardzo przejęła się zmianą otoczenia i bawiła się z nami trochę. W sklepie nie kupiłyśmy jej klatki, bo nie było dużego wyboru, więc poprosiłyśmy o wiórki, miskę i jedzenie. Spała więc w małym, starym transporterku z wiórami, miską z jedzeniem i papierową rurką do spania.&lt;br /&gt;Dopiero gdy zostawiliśmy ją samą, zaczęła odczuwać brak&lt;br /&gt;rodzeństwa.&lt;br /&gt;Z nocnych relacji mamy dowiedzieliśmy się, że Lika całą noc przesiedziała wystraszona na środku transporterka.&lt;br /&gt;Cztery dni później pojechałam z rodzicami i Liką do Opola, do babci. Lika bardzo spodobała się babci i wzajemnie. Przez pierwsze dni pobytu w Opolu zaczęliśmy na Likę mówić Bazia.&lt;br /&gt;W końcu nie mówiło się na chomisię inaczej. Bazia brzmi bardziej zdrobniale i pasuje do małej, szarobiałej kuleczki. Żeby nie było więcej takich zmian, postanowiłyśmy z babcią urządzić chrzest Bazi.&lt;br /&gt;Przygotowałyśmy wszystko. Serpentyny i tęczowe paski bibuły były w całym domu. Tworzyły girlandy na ścianach, suficie i na progu. Confetti przykrywało całą podłogę grubym, tęczowym kożuszkiem. W pokoju dziecinnym mojej mamy&lt;br /&gt;{w którym mieszkały też jej chomiki, tylko że syryjskie} miał&lt;br /&gt;się odbyć chrzest Bazi. Zrobiłyśmy też plakaty informacyjne, chociaż każdy w tym domu wiedział, że od dziś Bazia będzie się oficjalnie tak nazywać. Chrzestnymi byli moi rodzice - w tej uroczystej chwili niestety nieobecni – a świadkami babcia z dziadkiem. Ołtarzyk zrobiłyśmy z kartonowego pudełka po butach, które okleiłyśmy sreberkiem i ślicznymi naklejkami.&lt;br /&gt;Nadeszła ta chwila. Nalałam wody do starego pucharu dziadka. Wyciągnęłam Bazię z nowej klatki. Chomisia sprawiała wrażenie, jakby wiedziała, że teraz stanie się coś niezwykłego...&lt;br /&gt;Wszyscy wypełniliśmy formularz, a ja po raz ostatni przypomniałam sobie słowa formuły i wypowiedziałam ją:&lt;br /&gt;- Nadaję ci imię Bazia. Jesteś od dziś Bazią Liką Mańdzią Cytrynką Okruszynką Dżungarską - powiedziałam i polałam jej główkę odrobiną wody. Wszyscy obecni w pokoju mojej mamy zaczęli bić brawo.&lt;br /&gt;Potem udaliśmy się do sali tańców, którą był duży i długi przedpokój. Rzucaliśmy w siebie serpentynami i confetti, robiliśmy zdjęcia. Gdy byliśmy już potwornie zmęczeni i głodni, udaliśmy się do sali poczęstunku, w tym przypadku salonu. Jedliśmy babeczki, ciastka i kanapki i piliśmy soki owocowe. Po odpoczynku poszliśmy znów tańczyć. Wieczorem byliśmy tak wycieńczeni, że od razu położyliśmy się spać.&lt;br /&gt;Bazia z dnia na dzień jest coraz bardziej oswojona i ufna. Gdy wracam ze szkoły i chomiczka słyszy hałas, przychodzi się ze mną przywitać. Kładzie łapki na prętach klatki i czeka, aż ją pogłaszczę.&lt;br /&gt;Niestety, w dotychczasowym życiu Bazi nie było jedynie przyjemności. Ten stary transporterek, w którym spędziła pierwsze dni poza domem, o mały włos nie pozbawił Bazi nogi. W miejscu, gdzie zamykało się pudełko, byłe dwie szczelinki. Gdy chomisia wychodziła z transporterka, w jednej z nich utknęła jej nóżka. Zwierzątko oczywiście od razu zaczęło się wić, miotać i gryźć wszystko dookoła. Mamę i Tatę ugryzła do krwi. Jakby nie przypadkiem mnie pogryzła najmniej. Może wiedziała, że jestem jej panią? W końcu jakimś cudem udało się uwolnić łapkę Baziuni.&lt;br /&gt;Wróćmy jednak do wesołych tematów. Miesiąc później przyjechała do nas babcia. Od czasu naszej wizyty u niej odwiedziła nas już kilka razy, jednak nie wydarzyło się nic tak ciekawego jak wtedy. Postanowiłyśmy wziąć Bazię na spa-&lt;br /&gt;cer w torbie na prezenty. Nasypałyśmy jej do wnętrza wiór-&lt;br /&gt;ków i kawałków materiału, aby było jej ciepło. Dałyśmy jej&lt;br /&gt;też rurkę do zabawy. Dla Bazi wyjście na dwór było wielkim przeżyciem, ponieważ była na dworze tylko raz, gdy ją kupiłyśmy. W papierowej torbie nie czuła, że jest na zewnątrz.&lt;br /&gt;Dopiero gdy wzięłam ją na ręce i poczuła świeże powietrze i wiatr, odrętwiała i w ogóle się nie ruszała. Włożyłam więc chomiczkę pod kurtkę, gdzie poczuła się bezpiecznie. Resztę niedługiego spaceru przespała w torbie.&lt;br /&gt;Więcej przygód Bazia nie miała. Mam ją przecież dopiero od trzech miesięcy i dużo może się jeszcze wydarzyć.&lt;br /&gt;Teraz opiszę codzienne życie Bazi. Jej klatka jest niewielka, jak ona sama. Na pięterku urządziliśmy jej kuchnię. Ma tam kostkę minerałową, dwie kolby i miskę z jedzeniem. W lewym górnym kącie klatki jest sypialnia zrobiona z kilku starych, podartych skarpet i strzępków materiałów. Ma tam też spiżarnię.&lt;br /&gt;        Jestem bardzo szczęśliwa,że mam chomiczka, a Bazia jest chyba najmilszym zwierzątkiem na świecie!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-1190158921088006619?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/1190158921088006619/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=1190158921088006619' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/1190158921088006619'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/1190158921088006619'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2007/11/bazia.html' title='Bazia'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6931654406876293886.post-7195138365067113028</id><published>2007-11-02T11:21:00.000-07:00</published><updated>2007-11-03T03:26:31.358-07:00</updated><title type='text'>Minsk z Żelaznej Góry</title><content type='html'>&lt;span style="color:#009900;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;span style="color:#009900;"&gt;&lt;strong&gt;autor: Sebastian Struś&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#009900;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;span style="color:#009900;"&gt;Rozdział 1&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Barbarzyńca w Żelaznej Górze&lt;br /&gt;Jazda przez Święty Gaj byłaby może Nawet przyjemna , gdyby nie horda rozszalałych druidów. Musiałem tamtędy przejechać, chociaż nie znoszę magii, druidów, słabego piwa i pustej kiesy. Tędy jednak prowadzi droga do Żelaznej Góry, największego miasta cechowego na półwyspie. Chwila, wy jeszcze nie wiecie co się dzieje!&lt;br /&gt;Jestem Minsk barbarzyńca z Półwyspu Borgul, najgorszego kawałka lądu w świecie Soulland. Nie zgadzam się z tym, bo jeśli nie liczyć masy stworów, kilku miast-państw walczących ze sobą i złego czarnoksiężnika, to jest tu bardzo miło. Miasta nie są zbyt bogate, ponieważ byłyby zbyt często łupione. Żelazna Góra to jedyne miasto, które może sobie pozwolić na bogactwo dlatego, że bogactwo przyciąga najemników, których można zakupić za złoto, które przyciąga najemników, których... Rozumiecie o czym mówię?&lt;br /&gt;Żelazna Góra utrzymuje się z tzw. cechów, czyli po prostu gildii (gildia to stowarzyszenie jakieś grupy np. wojowników, złodziei). Gildia płaci patrycjuszowi za prawo do bycia. Chore, ale działa. Żeby wam bardziej namieszać w głowach powiem, że każda gildia ma swoje prawa, które obowiązują na jej terenie. Królów nie ma od czterystu lat, a tron jest zbutwiałym krzesłem, nakrytym złotą folią.&lt;br /&gt;Patrycjusz to tytuł obowiązujący władców Żelaznej Góry od śmierci ostatniego króla. Obecny patrycjusz ma tzw. szósty zmysł. Tak mówią aroganci. Inni mówią o ośmiu. Wzrok, słuch, dotyk, smak, węch, wiedza o wszystkim w mieście, niechęć do śmierci i upór. Szósty wziął się z pewnego wydarzenia. Trzy lata temu w knajpie „Pod pijaną zgrają” została zabita kelnerka. Kiedy otrzymywała śmiertelny cios patrycjusz westchnął i kazał wysłać straż po sprawców. Znaleziono ich koło ciała, upitych i zadowolonych. Siódmy zmysł stąd, że chociaż skrytobójcy dają milion za głowę patrycjusza, on spokojnie rządzi miastem, a gildii skrytobójców wysyła rachunki za tynk, który odpadł po bełcie z kuszy, za lustro które się rozleciało z tego samego powodu i za pogrzeb degustatorów. Ósmy zaś wziął się z siódmego i wrodzonej stanowczości.&lt;br /&gt;Pod Żelazną Górą rozciągają się lasy. Tak właściwie, to jest tam tylko mały gaik. Patrycjusz jednakże kazał nazywać go lasem. Twierdzi, że dobra nazwa przyciąga turystów. Tak naprawdę to przywabia tylko elfy, które są tak liczne, że jeśli kopniesz w drzewo, możesz być pewien, że drzewo albo ci odda, albo kopnie cię elf za tobą.&lt;br /&gt;Żelazna Góra, jak sama nazwa wskazuje, leży na górze. Jest to wielkie miasto, podzielone na cztery części. Pierwsza leży przy bramie i zajmuje południową część miasta. Nazywa się Zagrodą Ludzi. Dalej jest Zagroda Krasnoludów, obok Zagrody Trolli. Ostatnia zagroda należy do Niziołków.&lt;br /&gt;Soulland to bardzo podstawowy świat. Słońce ma małe i położone blisko planety. Soulland ma kształt dysku, co jest o wiele praktyczniejsze niż kula, bo przynajmniej się z niego nie spada. Prawdą jest to, że woda co jakiś czas wylewa się gdzieś w kosmos, ale wtedy magowie rzucają czar i dzieciaki znowu mogą się wesoło taplać w wodzie, a rekiny spokojnie je pożerać.&lt;br /&gt;Skąd to wszystko wiem, skoro jestem zwykłym barbarzyńcą? Przez pewnego maga, który wykorzystywał mnie do swoich badań nad człowiekiem. Dzięki niemu zmądrzałem. Jego czaszkę noszę w worku na szczęście.&lt;br /&gt;Widzę już Żelazną Górę. Widzę też gobliny po drodze. To czerwone wilki, poznaję je. Są całe czerwone, władają prymitywnymi mieczami i zamiast pancerzy używają wygarbowanych skór wilków. One nie zauważyły mnie.&lt;br /&gt;Zsiadam z konia i cicho podkradłem się do jednego z goblinów. Zanim mnie wyczuł, rozciąłem mu głowę. Inne gobliny zobaczyły mnie. Uśmiechnąłem się, wziąłem mocniej topór i rzuciłem się na nie. To była miła rozgrzewka przed wejściem do miasta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozdział 2&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Minsk i Boo są gotowi!&lt;br /&gt;Zaraz po wejściu do miasta poszedłem nad rzekę. Rzeka Żelazna jest słynna ze swojego zapachu. Mówią „ „Ależ ta rzeka śmierdzi bardziej od ścieku!”. W karczmie podszedłem do barmana.&lt;br /&gt;- Dwa piwa poproszę.&lt;br /&gt;- Trzy srebrniaki.&lt;br /&gt;Piwo jest tu okropne i tanie, ale dopóki nie znajdę pracy, zostanę tutaj. Następnego dnia poszedłem do koszar. Strażnik popatrzył na mnie z niechęcią i burknął:&lt;br /&gt;-Czego!?&lt;br /&gt;-Chciałbym dołączyć do wojska.&lt;br /&gt;-Ty?- zaśmiał się- Po co nam tu prymitywy?Kiedy zobaczył topór tuż przed swoją twarzą, zmienił zdanie.&lt;br /&gt;- Tędy do komendanta – powiedział uprzejmie&lt;br /&gt;- Dzięki – powiedziałem zabierając mu sprzed twarzy topór – Przy okazji, jak się nazywasz?&lt;br /&gt;- Boo, trzeci odział czwartego pułku piechoty- powiedział z dumą.&lt;br /&gt;- Dobrze. Do zobaczenia!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* * * * *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Komendant spojrzał na Minska i westchnął. Od rana to był paskudny dzień. Najpierw grupa złodziei w jego domu, później najazd barbarzyńców, a teraz Minsk. Zdenerwowany spytał:&lt;br /&gt;- O co chodzi?&lt;br /&gt;-Chciałbym dołączyć do wojska.&lt;br /&gt;- Dobrze- westchnął komendant- Szeregowcy zarabiają 3 sztuki złota miesięcznie.&lt;br /&gt;- Mnie to pasuje – odparł Minsk.&lt;br /&gt;* * * * *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tutaj podam wam tutejsze kursy walut. 1sztuka złota – 15 srebrników. Jeden srebrnik – dwadzieścia miedziaków. Za miedziaka można kupić bochenek chleba.&lt;br /&gt;Po zdobyciu pracy zacząłem szukać kapitana. On miał mnie przydzielić do któregoś oddziału. Ucieszyłem się kiedy usłyszałem:&lt;br /&gt;-Trzeci oddział czwartego pułku piechoty.&lt;br /&gt;To znaczy, że będę w oddziale razem z Boo. Polubiłem go, przypomina mnie kiedy byłem o piętnaście lat młodszy.&lt;br /&gt;* * * * *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Boo jęknął, gdy zobaczył nowego rekruta, o którym było głośno w całym baraku. Za to Minsk uśmiechnął się, klepnął Boo w plecy i krzyknął:&lt;br /&gt;- Wreszcie jakaś znajoma twarz. Stawiam ci piwo!&lt;br /&gt;„Może nie jest tak źle” pomyślał Boo „ On wyraźnie mnie polubił”. Poszli do największej w mieście karczmy „Gots”. Godzinę później Minsk i Boo pijani i weseli wrócili do baraku. Kapitan wrzasnął:&lt;br /&gt;- BAACZNOOŚĆ!&lt;br /&gt;- Minsk i Boo są gotowi! – usłyszał głośny krzyk.&lt;br /&gt;Chwilę później ułowił uchem głośniejsze:&lt;br /&gt;-HIK! – czknął Minsk.&lt;br /&gt;-HIK! – zawtórował mu Boo.&lt;br /&gt;Kapitan zrozumiał, że z tym nowym będą problemy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozdział 3&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trolle, Krasnoludy, Niziołki i Ludzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następnego dnia wyszedłem do miasta. Nagle zachciało mi się pić, więc wszedłem do najbliższej karczmy i uśmiechnąłem się. Jeden troll, jeden krasnolud, kilku ludzi i dużo piwa. To musiało się tak skończyć. Kiedy koło mnie przeleciała butelka, rzuciłem się do środka i zacząłem walić wszystkich po głowach.&lt;br /&gt;Tutaj opowiem wam o nienawiści jaka, łączyła krasnoludy i trolle przez wiele wieków. Zaczęła się osiemset lat temu w pewnej kopalni, kiedy troll zabił krasnoluda tylko dlatego, że dostał kilofem w ucho. Trolle w dzień zamieniają się w kamień, lecz bez trudu mogą funkcjonować także w dzień, lecz wtedy są strasznie ślamazarni. Trolle to kamienie zawierające cenne minerały, a krasnoludy rozbijają kamienie w poszukiwaniu cennych minerałów. To następny powód, dla którego trolle i krasnoludy się nie znoszą. Ale dopiero trzysta lat temu rozpoczęła się prawdziwa wojna. Zaczęło się od bitwy w kanionie Knox. To jedyna bitwa w historii, w której obie armie złapały się w pułapkę.&lt;br /&gt;Trolle są kamieniami, więc kiedy dostałem od niego w głowę, na chwilę mnie zamroczyło. Jednak po chwili mu oddałem. Kilka razy. Jak uderzał o ziemię, to zniszczył stół. Podszedłem spokojnie do baru i poprosiłem o piwo. Właśnie miałem je wypić, kiedy butelka została roztrzaskana przez toporek krasnoluda. Tak mnie to zdenerwowało, że kopnąłem go z całej siły. Krasnolud wyleciał z karczmy, a ja wrzasnąłem:&lt;br /&gt;- Kiedy ja piję, wszyscy piją!&lt;br /&gt;Podniosły się zachęcające okrzyki. Później krzyknąłem:&lt;br /&gt;- Kiedy piję drugą kolejkę, wszyscy piją drugą kolejkę!!&lt;br /&gt;Po drugim piwie wybiegłem z karczmy, wrzeszcząc:&lt;br /&gt;- Kiedy ja piję, inni płacą!&lt;br /&gt;Koło mnie przeleciało kilka butelek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* * * * *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Boo był wściekły. Ledwo wszedł do karczmy, już zaczęli się bić. Krasnolud łupnął trolla i się zaczęło. Później jeszcze ten Minsk wkroczył do karczmy. Boo wypił razem z nim dwa piwa, a po chwili rzucił butelką. Przeklęty Minsk! Ma doświadczenie! Wiedział, że po pijanemu nikt go nie trafi. A w barakach obaj dostali upomnienia i mieli sprzątnąć cały barak. Minsk wprawdzie pomógł Boo, ale najpierw rozciął na pół manekina ćwiczebnego. Teraz skrada się do niego kilka niziołków. Może gdy straci swoją wypłatę to zmądrzeje. Po chwili było po wszystkim. Minsk porozdzielał między niziołki ciosy płazem topora. To nie Minsk dostał lekcję, tylko niziołki. Brzmi ona „Nigdy nie atakuj barbarzyńcy, który ma topór”. Boo i Minsk wrócili do baraku na ćwiczenia. Każdy dostał ćwiczebny miecz i partnera do walki. Partnerem Boo był Minsk.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* * * * *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przeprosiłem Boo już kilka razy, a on dalej się złości. W sumie ma rację. Ja też bym się zdenerwował, gdyby ktoś podczas ćwiczeń kopnął mnie w goleń, walnął mieczem w zadek, i dołożył do tego pięść w czaszkę. Ale ja go przecież przeprosiłem!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozdział 4&lt;br /&gt;Orki atakują!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pewnie Boo denerwowałby się jeszcze dłużej, gdyby nie nagły wrzask:&lt;br /&gt;- Orki atakują!&lt;br /&gt;Boo popatrzył na mnie zaniepokojony. Chyba czegoś się przestraszył. Ja tylko uśmiechałem się szeroko na myśl o walce. Boo powiedział, że mam coś dziwnego w oczach. Nie usłyszałem co, bo pobiegłem na mury.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* * * * *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Guotlem miał ciężkie i krótkie życie. Został szeregowym orkiem tylko po to, żeby poznać dalekie kraje. Tymczasem trafił na Półwysep Borgul i teraz jako pierwszy wspinał się na mur. Ostatnią rzeczą, którą zobaczył, był rozradowany barbarzyńca, unoszący topór.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* * * * *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mag próbujący nauczyć się nowego czaru, wyjrzał na chwilę przez okno. Zobaczył unoszącą się postać z kosą.&lt;br /&gt;- WITAM- powiedział Śmierć.&lt;br /&gt;Chwilę później orcza strzała wleciała przez okno, zabijając maga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kapitan trzeciego oddziału czwartego pułku piechoty pomyślał „Może to jest barbarzyńca, ale kosi orki aż miło patrzeć”. Rzucił się z całym oddziałem do boju.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* * * * *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po bitwie kapitan powiedział do mnie:&lt;br /&gt;- Za niewiarygodną chęć do bitwy oraz powstrzymanie orków do naszego przybycia, otrzymasz premię w wysokości jednej sztuki złota.&lt;br /&gt;-Bardzo dziękuję- powiedziałem, zabierając złoto i rozglądając się za Boo. Znalazłem go na innej części muru. Walczył jeszcze z gigantycznym orkiem. Podchodząc do Boo, zrzuciłem orka z muru łokciem.&lt;br /&gt;- Dostałem premię- powiedziałem – Idziemy do karczmy!&lt;br /&gt;- Niech będzie – odparł Boo&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* * * * *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kapitan pożałował, że dał Minskowi premię. Od ścian baraku odbijało się głośne czkanie: HIK! HIK! HIK!&lt;br /&gt;Kapitan nawrzeszczał na Minska i Boo oraz nakazał im patrolować teren między ziemią trolli i krasnoludów.&lt;br /&gt;Dopiero dwie godziny później przypomniał sobie o tym, że dziś jest rocznica bitwy w kanionie Knox. Na pamiątkę tego trolle i krasnoludy walczą na granicy swoich terenów, wyznaczonych po to, żeby ich oddzielić od siebie. Kapitan natychmiast rozkazał wysłać cały oddział, żeby uratować Minska i Boo. Na miejscu zobaczył, że nie było po co. Minsk i Boo dołączyli do krasnoludów i pożyczyli od nich młoty. Boo właśnie kruszył łeb trolla, a Minsk machał młotem na wszystkie strony. Kapitan westchnął i kazał się wycofać. Postanowił nie wspominać o tym patrycjuszowi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozdział 5&lt;br /&gt;Minsk i cech Wojowników.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poszedłem do rynku , gdzie skryba właśnie odczytywał ogłoszenia drobne. Usłyszałem „Cech Wojowników zaprasza żołnierzy i strażników do siebie! Oferują ćwiczenia i bezpłatne piwo!” Spodobało mi się to. Zapytałem się pewnego przechodnia:&lt;br /&gt;- Którędy do cechu Wojowników?&lt;br /&gt;- Odwróć się i przejdź przez tę dużą bramę z dwoma mieczami i tarczą – usłyszałem głos za sobą.&lt;br /&gt;Obróciłem się zaskoczony. Za mną siedział Boo przy bramie do gildii:&lt;br /&gt;-Co ty tu robisz?- spytałem.&lt;br /&gt;- Siedzę- odpowiedział Boo.&lt;br /&gt;- Widzę- burknąłem – ale dlaczego tu siedzisz?&lt;br /&gt;- Bo mnie nogi bolą – powiedział z uśmiechem.&lt;br /&gt;- Skąd – Tu - Przyszedłeś – wycedziłem&lt;br /&gt;- Z wnętrza gildii – śmiał się Boo.&lt;br /&gt;Miałem tego dość. Skoczyłem na niego, walnąłem go pięścią w brzuch i zapytałem:&lt;br /&gt;- A co ty tam robiłeś?&lt;br /&gt;- Jestem członkiem cechu Wojowników – zdołał wysapać Boo&lt;br /&gt;-Świetnie! Powiedz mi, jak nim zostać? –spytałem.&lt;br /&gt;- Idziesz na podwórze, wchodzisz do małego budynku po prawej i mówisz, po co przyszedłeś.&lt;br /&gt;-Dzięki! – krzyknąłem wchodząc do gildii.&lt;br /&gt;W budyneczku skryba popatrzył na mnie ciężko:&lt;br /&gt;-Tak? – spytał&lt;br /&gt;Chciałbym zostać członkiem cechu Wojowników. – odparłem.&lt;br /&gt;Tym tunelem do drugiego skrzyżowania, tam w prawo, zapukać – poinstruktował mnie skryba.&lt;br /&gt;Po dotarciu na miejsce i zapukaniu, usłyszałem:&lt;br /&gt;-Wejść!&lt;br /&gt;Więc wszedłem. Za biurkiem siedział półogr. Półogry to połączenie orka i ogra. Są bardzo wysokie, silne i dość mądre. Ten tutaj nie był wyjątkiem.&lt;br /&gt;- Czego tu chcesz? – spytał&lt;br /&gt;- Dołączyć do cechu- odparłem.&lt;br /&gt;- Musisz przejść test.&lt;br /&gt;- Jaki test? – zapytałem&lt;br /&gt;Półogr uśmiechnął się tylko.&lt;br /&gt;- Za mną proszę&lt;br /&gt;„Dobrze wychowany” pomyślałem „ Zazwyczaj półogry znają tylko coś w rodzaju GRROOOOAARR”. Zaprowadził mnie do sali ćwiczebnej.&lt;br /&gt;- Widzisz tamtego wojownika? – spytał półogr.&lt;br /&gt;Wojownik był barczysty, ale niski. No cóż, ma wzrost, brodę i mięśnie krasnoluda. Jak myślicie, kto to jest? -Tak – powiedziałem&lt;br /&gt;- Jak go pokonasz, wejdziesz do cechu.&lt;br /&gt;- Niech będzie – odparłem, wziąłem topór i z wrzaskiem ruszyłem na krasnoluda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* * * * *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lorem usłyszał wrzask, odwrócił się i zobaczył biegnącego barbarzyńcę. Wziął swoje dwa toporki, uniknął pierwszego ataku i zrozumiał, że ta walka nie będzie łatwa. Mimo to ciął szybko barbarzyńcę po nogach, a kiedy ten odskoczył, kopnął go w brzuch i zostawił mu szramę na udzie.&lt;br /&gt;- Przegrałeś – powiedział Lorem- Jednak jesteś silnym człowiekiem. Witam w cechu Wojowników.&lt;br /&gt;- A kim ty jesteś, żeby o tym decydować? – spytał Minsk.&lt;br /&gt;Krasnolud podał rękę Minskowi i powiedział:&lt;br /&gt;- Lorem, mistrz cechu wojowników.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozdział 6&lt;br /&gt;Bhall się nudzi&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na początku wspomniałem o złym czarnoksiężniku. Obecnie Bhall, bo tak ma na imię, szykuje się do wielkiej wyprawy na Żelazną Górę, żeby zrabować księgi z Magicznego Uniwersytetu. Magiczny Uniwersytet to coś w rodzaju cechu magów. Różnica jest taka, że magowie nie płacą patrycjuszowi. Mają ogromny zbiór książek, w tym księgę Octavo. Octavo to księga, w której są zaklęcia, których Stwórca użył do stworzenia Soullandu. Bhall uważa, że jeśli ją zdobędzie, uzyska władzę nad światem. Jedynym problemem jest Żelazna Góra. Bhall zawsze mówił, że kłopoty są po to, żeby je pokonywać. Czarnoksiężnik miał zamiar zebrać wielką armię i zniszczyć miasto, ale zbieranie wielkich armii jest czasochłonne i kosztowne. Bhall nudził się okropnie, słuchając informacji o nowych oddziałach. W końcu ryknął „Basta!” i kazał orkom zaatakować miasto. Jednak, jak już wiecie, orki zostały odparte. Bhall więc wrócił do zbierania wielkiej armii.&lt;br /&gt;* * * * *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Boo spojrzał na swojego nowego partnera i westchnął. Minska już znał, więc wiedział, co może zrobić z wrogiem.&lt;br /&gt;Mimo to nie można go nie lubić. To tak, jakby kopnąć największego szczeniaka na świecie:&lt;br /&gt;- Boo, ja chcę walczyć- powiedział Minsk.&lt;br /&gt;- To poszukaj kogoś w cechu- westchnął Boo – Tam jest wielu takich wariatów jak ty.&lt;br /&gt;Największego, najsilniejszego i najmądrzejszego szczeniaka na świecie.&lt;br /&gt;- Nie jestem wariatem- powiedział Minsk, dając Boo pięścią w łeb- tylko barbarzyńcą.&lt;br /&gt;- Zrozumiałem – zapewnił Boo – Ale teraz jesteś mi winny osiem srebrniaków na nowy hełm.&lt;br /&gt;* * * * *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bhall wysłał demony. Może one dadzą sobie radę z tym barbarzyńcą? Jeśli teraz też odeprze atak, wówczas Bhall go porwie i trochę na nim poeksperymentuje.&lt;br /&gt;* * * * *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Minsk i Boo usłyszeli krzyk:&lt;br /&gt;- Demony nadlatują.&lt;br /&gt;Boo spojrzał na Minska. Jego czarne, długie włosy falowały na wietrze, a niebieskie oczy roziskrzyły się na widok demonów. Po prostu wyglądał jak barbarzyńca.&lt;br /&gt;- No i widzisz, co narobiłeś?- narzekał Boo - Teraz masz swoją walkę.&lt;br /&gt;- Świeeeeeeetnieeeee.&lt;br /&gt;Tylko tyle usłyszał Boo, bo Minsk biegł do murów. Wszedł na nie po schodach, skoczył na najbliższego demona i rozciął mu plecy. Demon wrzasnął i zniknął. Minsk był bardzo wesoły. W końcu jakaś normalna bitwa!&lt;br /&gt;* * * * *&lt;br /&gt;Boo popatrzył za Minskiem i powiedział:&lt;br /&gt;-A jednak to wariat.&lt;br /&gt;Po czym pobiegł za nim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozdział 7&lt;br /&gt;Wielka Armia Bhalla&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bhall uśmiechnął się. Ten barbarzyńca znowu powstrzymał jego atak. Jednak wielka armia, nie inaczej, Wielka Armia Bhalla jest na ukończeniu. Właśnie doniesiono Bhallowi o grupce olbrzymów, które do niego dołączyły. Kiedy zniszczy Żelazną Górę, wtedy zajmie się Minskiem.&lt;br /&gt;* * * * *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- „Sto trzy sposoby dobijania wroga” – przeczytał Minsk, po czym spojrzał na Boo – Znam tylko szesnaście – Rozglądnął się po półkach – Powiedz mi, po co w cechu Wojowników biblioteka?&lt;br /&gt;- Żeby członkowie mogli doskonalić swoje zdolności bojowe – wyrecytował Boo – Nie zauważyłeś, że są tu same książki o wojnie?&lt;br /&gt;- Nie tylko – odparł Minsk wskazując na gruby tom książki „ Wojna i Pokój”.&lt;br /&gt;- Nieważne – powiedział Boo – Lorem powiedział, że ma być biblioteka, to powstała biblioteka.&lt;br /&gt;- Równy gość z tego Lorema, nie? – mruknął Minsk.&lt;br /&gt;- „Dla ciebie tak” – pomyślał Boo – „Obaj uwielbiacie piwo i walkę, tylko że Lorem jest jeszcze mistrzem cechu Wojowników” – Ale powiedział tylko:&lt;br /&gt;- Tak.&lt;br /&gt;Minsk uśmiechnął się szeroko:&lt;br /&gt;- Mam trzy butelki piwa z karczmy „ Królewskiej”. Później wypijemy je z Loremem.&lt;br /&gt;Boo westchnął. Minsk i Lorem. Barbarzyńca i krasnolud. Naprawdę do siebie pasują!&lt;br /&gt;* * * * *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znudzony Śmierć ostrzył swoją kosę. Nagle przypomniał sobie, co się stanie pod Żelazną Górą. Gdyby miał usta, pewnie by się teraz szeroko uśmiechał. Jednak na razie poleciał na małą, wiejską dróżkę, gdzie kupiec z rodziną zostali napadnięci przez bandytów. Albo zostaną. Dla Śmierci czas jest nieważny. Liczy się tylko ilość dusz na godzinę.&lt;br /&gt;* * * * *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lorem i Minsk byli pijani. Najpierw wypili piwo, które miał Minsk, potem Lorem wyjął z torby jeszcze dwie butelki, a na końcu zamówili jeszcze po jednym kuflu piwa. Po tym wszystkim zaczęli się bić, zdemolowali karczmę, a teraz idą przed siebie, śpiewając piosenki. Boo obserwował ich z bezpiecznej odległości. Pomyślał, że jeśli jutro znowu zaatakują jakieś stwory, tym razem wojsko będzie musiało poradzić sobie bez tej dwójki. Po takim pijaństwie nic by się nie obudziło.&lt;br /&gt;* * * * *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Boo mylił się. Kiedy rozległ się krzyk „ Olbrzymie pająki nadchodzą”, Minsk i Lorem od razu obudzili się na ulicy i otrzeźwieli. Byli też jednymi z pierwszych osób na murze. Wtedy wśród wojska rozeszło się powiedzonko:&lt;br /&gt;„Tam gdzie jest bitwa, potyczka lub bijatyka w karczmie, poszukaj barbarzyńcy z toporem lub krasnoluda z odznaką mistrza cechu.” Po bitwie do powiedzonka dodano: „ A jeśli ich zobaczysz, lepiej ucieknij, bo zostaniesz albo przecięty toporem, albo mieczami.” Niezbyt ta fraza wybredna, ale w końcu to jest wojsko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozdział 8&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bitwa trzech armii&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hurek, władca miasta-państwa Hammer, zbudował dużą armię, ale nie wiedział, co z nią zrobić. Myślał długo, aż wymyślił, że przecież może kogoś zaatakować. Wybrał miasto zwane Żelazną Górą.&lt;br /&gt;* * * * *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bhall był lekko zdenerwowany. Pająki napadły na Żelazną Górę bez jego pozwolenia. Teraz strażnicy będą o wiele czujniejsi, a wojsko w ciągłej gotowości. Zdecydował się na natychmiastowy szturm na miasto.&lt;br /&gt;* * * * *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Minsk znowu dostał premię, ale tym razem także medal za zasługi i awans na kaprala.&lt;br /&gt;- Kapral zarabia siedem sztuk złota miesięcznie – powiedział kapitan.&lt;br /&gt;- A kapitan? – Zapytał spokojnie Minsk.&lt;br /&gt;-Dwadzie... A co ci do tego? – warknął kapitan.&lt;br /&gt;- Mi? Nic! – odparł Minsk.&lt;br /&gt;* * * * *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zwiadowcy zaczęli donosić generałowi o dwóch wielkich armiach idących prosto na miasto. Generał wiedział, że miasto nie oprze się nawet jednej. Ostatnia nadzieja w tym, iż te wojska nie są sprzymierzone.&lt;br /&gt;* * * * *&lt;br /&gt;Minsk usłyszał, że dwie Wielkie Armie zbliżają się do Żelaznej Góry. Radosny kapral wyruszył do Lorema, przekazać mu wspaniałą nowinę.&lt;br /&gt;* * * * *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bhall wyczuł, że zbliża się inna Wielka Armia. Wstrząśnięty zarządził szybki marsz. Lepiej prędko zdobyć miasto, zanim Druga Wielka Armia nie złupi go pierwsza.&lt;br /&gt;* * * * *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bhall i Hurek byli bardzo przewidujący, ale nie domyślali się , że magowie też się włączą do bitwy. Jednak śmierć jednego z nich mogła doprowadzić ich do prawdziwej furii. Teraz przygotowują potężny czar Przywołania. Będzie groźnie.&lt;br /&gt;* * * * *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Śmierć patrzył, jak dwie Wielkie Armie zbliżają się do wrót miasta.&lt;br /&gt;Istnieje około miliona wszechświatów. W większości Żelazna Góra została zdobyta, w reszcie sprzymierzone siły patrycjusza i Hurka pokonały wojska Bhalla. W jednym było inaczej.&lt;br /&gt;Śmierć przez chwilę pomyślał, że gdyby któraś z Wielkich Armii zaatakowała miasto z drugiej strony, Żelazna Góra padłaby ofiarą nieprzyjaciela. Gdyby Śmierć miał skórę, zostałby generałem. Śmierć ma zmysł, który pozwala mu ujrzeć, gdzie zginie najwięcej osób. Problem byłby tylko z tym, że Śmierć nie byłby pewny w której armii więcej ludzi polegnie.&lt;br /&gt;* * * * *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Minsk, Lorem i Boo patrzyli na zbliżające się Wielkie Armie. Każdy myślał o czym innym. Lorem zastanawiał się, jak krasnolud może zabić olbrzyma. Minsk liczył wrogów, próbował to podzielić na wojska miasta minus stu dla siebie. Boo modlił się do wszystkich znanych bogów. A jeszcze gorliwiej, kiedy zobaczył wybuch w Magicznym Uniwersytecie.&lt;br /&gt;* * * * *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bogowie tymczasem grali w pewną boską grę, którą nazwali „ Oblężenie”. To była potężna bitwa, którą bogowie toczyli już kilka dni:&lt;br /&gt;- Olbrzym dwanaście - trzy pola do przodu – powiedział Bhall, bóg zła.&lt;br /&gt;- Pułk dragonów - pięć pól w lewo, jedno do przodu – odpowiedział Ham-mer, bóg ludzi.&lt;br /&gt;- Łucznicy z murów - ostrzał olbrzyma siódmego i trzynastego- skontrowała Żelara, patronka Żelaznej Góry.&lt;br /&gt;- Przełamuję czar magów Żelary – warknął Bhall.&lt;br /&gt;Nowa tura. Rzut kostką.&lt;br /&gt;* * * * *&lt;br /&gt;Ridcully, dyrektor Magicznego Uniwersytetu, popatrzył, jak jeden z magów zmienia przez pomyłkę lekko ósmą sylabę czaru, po czym wrzasnął:&lt;br /&gt;- Uciekać!&lt;br /&gt;Chwilę później wybuch wstrząsnął miastem.&lt;br /&gt;* * * * *&lt;br /&gt;Lorem popatrzył, jak jeden z olbrzymów pada postrzelony z łuków. „Jak tak dalej pójdzie, to nie będę miał z kim walczyć.” pomyślał mocno zdenerwowany. Minsk wrzasnął:&lt;br /&gt;- Liczy się jako jeden!&lt;br /&gt;Nad miastem przeleciał mag i wypadł za murem.&lt;br /&gt;Boo uśmiechnął się, i wyciągnął trzy butelki piwa:&lt;br /&gt;- Może się pokrzepimy przed bitwą? – spytał.&lt;br /&gt;- Nie trzeba – powiedzieli Minsk i Lorem. – Pokrzepiliśmy się HIK! – czknęli - wcześniej.&lt;br /&gt;Nagle z lasu posypały się strzały.&lt;br /&gt;* * * * *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bhall spojrzał na Żelarę. Powiedział zezłoszczony:&lt;br /&gt;- Elfy są jednostkami neutralnymi.&lt;br /&gt;- Są zdenerwowane armią stworów przechodzących pod ich nosem. Same do mnie dołączyły –odparła Żelara, wskazując na elfy, które zmieniły kolor z szarego na niebieski, który oznacza obrońców Żelaznej Góry.&lt;br /&gt;- Łucznicy ostrzał w las – powiedział Ham-mer.&lt;br /&gt;Rzut kością. Trzy trafienia, jedna rana.&lt;br /&gt;- Niesamowite! Trafiłeś drzewo – powiedziała złośliwie Żelara. Po czym dodała – Minsk i Lorem pod osłoną czterdziestu zbrojnych schodzą pod bramę. Boo zostaje na murze.&lt;br /&gt;- Olbrzym wyrywa drzewo i rzuca nim w Boo. – mruknął Bhall.&lt;br /&gt;- Magowie próbują zatrzymać się w powietrzu – odcięła się Żelara.&lt;br /&gt;Rzut kością.&lt;br /&gt;* * * * *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy Boo zobaczył drzewo lecące w jego kierunku pomyślał, że to koniec. Prawie zemdlał ze szczęścia, kiedy drzewo przeleciało nad nim i rozbiło się o ziemię. Boo mimochodem zauważył, że to był dąb. Chwilę później wpadł na niego Ridcully. Obaj stoczyli się ze schodów.&lt;br /&gt;* * * * *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Brama wygięła się i odleciała. Minsk najspokojniej w świecie otrzepał się z pyłu, po czym jeszcze spokojniej ciął toporem najbliższy szkielet.&lt;br /&gt;- Lorem! Co powiesz na mały zakład? – krzyknął Minsk&lt;br /&gt;- Niech będzie! O co chodzi? – spytał Lorem.&lt;br /&gt;- Kto zabije więcej stworów, dostaje piwo!&lt;br /&gt;Cały oddział z nową siłą zaczął młócić stwory.&lt;br /&gt;Nad tą potyczką jeden z magów zatrzymał się w powietrzu i spojrzał w dół. Szybko zaczął odlatywać w kierunku Uniwersytetu.&lt;br /&gt;* * * * *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Śmierć patrzył na wszystko, wskazując tylko kościstą ręką drogę duszom. Jako że o losy miasta walczą bogowie, Śmierć nie znał wyniku bitwy, ale wiedział, że zginie wiele istot. Tylko to jest ważne...&lt;br /&gt;Daleko odezwał się grzmot, do złudzenia przypominający grzechot kości.&lt;br /&gt;* * * * *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ham-mer spojrzał triumfalnie na Bhalla:&lt;br /&gt;- Tracisz trzydzieści wilkołaków! – krzyknął&lt;br /&gt;- Ham-mer, wszedłeś tu nieproszony, wcisnąłeś się do gry z Wielką Armią, a teraz próbujesz mi zniszczyć moją Wielką Armię! – denerwował się Bhall.&lt;br /&gt;Rzut kością.&lt;br /&gt;- Oddział Bhalla został wyparty za mury – powiedziała Żelara – wzywam posiłki do murów, Boo schodzi na dół.&lt;br /&gt;Magowie wracają do Uniwersytetu.&lt;br /&gt;- Jaszczury szturmują bramę, olbrzymy ruszają na armię Hurka – odparł Bhall.&lt;br /&gt;- Łucznicy strzelają do olbrzymów. Konni szarżują do bramy. - warknął Ham-mer.&lt;br /&gt;Rzut kością.&lt;br /&gt;* * * * *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lorem znudzony walką w jednym miejscu wyskoczył za bramę. Popatrzył przez chwilę na szarżującą kawalerię i jaszczury, po czym szybko wrócił do reszty oddziału. Zaraz po nim wbiegły jaszczury, a po nim konni. Oba oddziały zatrzymały się na widok barbarzyńcy, który radośnie biegł z resztą drużyny i wbijał topór w najbliższego wroga. Z boku naparł na jaszczury Boo z małą kompanią strażników i z magiem uzbrojonym w okutą żelazem laskę. Minsk wrzasnął:&lt;br /&gt;-Dwadzieścia siedem!&lt;br /&gt;- Dwadzieścia sześć! – wrzasnął Lorem, po czym wyrównał wynik na najbliższym koniu.&lt;br /&gt;* * * * *&lt;br /&gt;Ham-mer spojrzał ze zdziwieniem na resztki swojej Wielkiej Armii. Olbrzymy dobijały właśnie ostatnich łuczników.&lt;br /&gt;- Hurek nie żyje. Przegrałeś – powiedział Bhall.&lt;br /&gt;- Ale... – zaczął Ham-mer ale Żelara przerwała mu:&lt;br /&gt;- Takie są zasady.&lt;br /&gt;Ham-mer spuścił głowę i odszedł.&lt;br /&gt;Jedna z figurek uderzyła błyskawicą w figurkę olbrzyma.&lt;br /&gt;Rzut kością.&lt;br /&gt;* * * * *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hurek patrzył na Śmierć, a Śmierć patrzył na Hurka. Wreszcie władca nie wytrzymał i spytał:&lt;br /&gt;- Czy ja umarłem?&lt;br /&gt;- NIE, PRZEZ PRZYPADEK JESTEŚ PRZEŹROCZYSTY I LATASZ – zadrwił Śmierć&lt;br /&gt;- Skoro już nie żyję, powiedz mi kto wygra!? – zawołał Hurek udając, że nie usłyszał drwiny.&lt;br /&gt;- A SKĄD MAM WIEDZIEĆ? – wzruszył ramionami Śmierć.&lt;br /&gt;- Ty jesteś Śmiercią, tak? To chyba powinieneś znać się na tych sprawach!&lt;br /&gt;- IDŹ TAM – powiedział Śmierć, wskazując mu bramę, która nagle pojawiła się wśród chmur.&lt;br /&gt;- Dlaczego? – spytał Hurek.&lt;br /&gt;- BO INACZEJ PÓJDZIESZ TAM – odpowiedział Śmierć, pokazując czerwoną twarz, która wyjrzała spod ziemi.&lt;br /&gt;Hurek przekroczył bramę niebios.&lt;br /&gt;* * * * *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oddział przy bramie był zmęczony. Wszyscy ledwo wznosili miecze. Eee... to znaczy prawie wszyscy:&lt;br /&gt;-Osiemdziesiąt cztery! – wrzasnął Minsk.&lt;br /&gt;- Osiemdziesiąt pięć! – odkrzyknął Lorem.&lt;br /&gt;- Siedemdziesiąt dziewięć! – ryknął Ridcully.&lt;br /&gt;- Siedemdziesiąt osiem – zawołał Boo.&lt;br /&gt;- Dosyć sterczenia tutaj! Do ataku! Wyprzemy ich stąd! – rozdarł się Minsk i rzucił się w przód.&lt;br /&gt;* * * * *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bhall spojrzał znużony na grupkę obrońców biegnących w jego kierunku. Zaczął recytować zaklęcie Ognistej Kuli. Po chwili pocisk poszybował na oddziałek. Barbarzyńca przeciął niedbale kulę na połowy, które znikły. Bhall był poirytowany. Oni wszyscy powinni być kupką popiołów. Wtedy zobaczył maga biegnącego razem z obrońcami. Nagle usłyszał głos, który niewątpliwie należał do krasnoluda:&lt;br /&gt;- Nie liczy się jako wróg!&lt;br /&gt;A potem Bhall już nic nie słyszał, bo Minsk dobiegł do niego ze swoim toporem. Poczuł tylko jeszcze dotyk stali na głowie.&lt;br /&gt;* * * * *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bogowie w milczeniu wpatrywali się w grupkę obrońców, atakujących dzielnie armię stworów.&lt;br /&gt;- No cóż, ty też przegrałeś. – powiedziała wesoło Żelara.&lt;br /&gt;- Racja – westchnął Bhall, patrząc jak krasnolud podcina ścięgno olbrzymowi, żeby go później dobić. Popatrzył na Żelarę.&lt;br /&gt;- Gramy w coś innego? – spytał&lt;br /&gt;- A znasz tą grę? – odpowiedziała Żelara, pokazując Bhallowi pudełko z napisem „ Droga nieumarłych”&lt;br /&gt;- Chodzi w niej o to, że najpierw budujemy drogę – powiedziała Żelara, wyjmując kawałki drogi z pudełka. –&lt;br /&gt;Później po jednej stronie drogi stawiamy nieumarłych, a po drugiej inną rasę. – Wyjęła figurki szkieletów i ludzi – Jak nazwiemy drogę? – spytała Bhalla.&lt;br /&gt;- Trakt Śmierci - odparł Bhall, patrząc z rosnącym zaciekawieniem na grę.&lt;br /&gt;- Po jednej stronie traktu Śmierci dajemy ludzi, a po drugiej trupy – powiedziała Żelara- i walczą ze sobą.&lt;br /&gt;- Czemu? – Zapytał Bhall&lt;br /&gt;- Bo ludzie wolą, gdy zmarli spokojnie gniją w grobach. – odparła Żelara – Gramy sami, czy zapraszamy więcej bogów?&lt;br /&gt;- Sami – powiedział Bhall&lt;br /&gt;Rzut kośćmi.&lt;br /&gt;* * * * *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Boo i Lorem patrzyli ze smutkiem na Minska.&lt;br /&gt;- Dlaczego odjeżdżasz? – Spytał Lorem.&lt;br /&gt;- Ponieważ tutaj już nic mnie nie przyciąga. – wzruszył ramionami Minsk – Wojna się skończyła, więc idę dalej.&lt;br /&gt;- W takim razie idę z tobą! – wrzasnął Lorem&lt;br /&gt;- Ja też! – zawtórował mu Boo&lt;br /&gt;- Skoro musicie... – Minsk znów wzruszył ramionami, po czym wskoczył na konia.&lt;br /&gt;- Musimy!- wrzasnęli obaj i wskoczyli na swoje konie.&lt;br /&gt;Ruszyli traktem Śmierci ku nowym przygodom.&lt;br /&gt;* * * * *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bhall patrzył długo na trzy postacie wjeżdżające na trakt od strony ludzi.&lt;br /&gt;- To nie fair – jęknął – ty przywołałaś sobie bohaterów, a ja?&lt;br /&gt;- Jak zginie ktoś po mojej stronie, możesz zrobić z niego nieumarłego. – Odpowiedziała Żelara.&lt;br /&gt;- W takim razie wskrzeszam część obrońców Żelaznej Góry! – krzyknął triumfalnie Bhall.&lt;br /&gt;Rzut kością.&lt;br /&gt;Tak to już jest, że bogowie sterują naszymi losami. Kto wie, może kiedy to czytasz, planują następną bitwę z serii „ Wypleń czerwonoskórych”? A może mają zamiar sprawić, że zostaniesz zwycięzcą w Toto – lotka, a następnego dnia będziesz ograbiony przez złodzieja? Wszystko to jest możliwe...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6931654406876293886-7195138365067113028?l=blog-literacki-sp107.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/feeds/7195138365067113028/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6931654406876293886&amp;postID=7195138365067113028' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/7195138365067113028'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6931654406876293886/posts/default/7195138365067113028'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://blog-literacki-sp107.blogspot.com/2007/11/minsk-z-elaznej-gry.html' title='Minsk z Żelaznej Góry'/><author><name>Admin</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_KFMOMfW7gGM/SP4Sbx-PzoI/AAAAAAAAAEA/EiUnaIHYvyc/S220/160x160.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry></feed>
